10 aplikacji, bez których nie wyobrażam sobie życia

Zdarzył mi się kilka miesięcy taki czas, kiedy zepsuł mi się smartfon. Nigdy nie uważałam, że telefon jest mi do życia nadzwyczaj potrzebny, więc zbyt mocno się nie przejęłam i grzecznie poszłam do serwisu oddać go do naprawy. Przecież to wspaniała okazja do tego, aby się wyciszyć, spędzić więcej czasu z książką, offline, bardziej skupiać się na wszystkim dookoła. Z kwitkiem, nowym smartfonem (aczkolwiek nie jestem pewna, czy temu telefonowi należała się ta nazwa) i uśmiechem wyszłam z salonu zacząć nowe życie.*Smutne, przerażajace, puste i pełne tęsknoty życie! Otóż okazało się, że bez smartfona jednak żyć nie potrafię i prędzej pozbyłabym się przyjemności Oreo niż dobrodziejstw tego wspaniałego wynalazku. Oto aplikacje, bez których żyć nie potrafię i nie chcę.

1. Instagram

Kto nie zgadł, że pierwszą aplikacją będzie Instagram, ten przeczytał za mało moich postów. Szybciutko to nadrób! Otóż najbardziej, najmocniej i najgłębiej tęskniłam za aplikacją, która tak umila mi moje tramwajowe podróże, czekanie w kolejkach i na pasach. Przez tydzień sama nie opublikowałam ani jednego zdjęcia i nie sądziłam, że aż tak mnie to zaboli!

2. Wunderlist

Bez Wunderlista moje życie byłoby zdecydowanie bardziej chaotyczne i niezorganizowane. Uwielbiam planować i tworzyć listy, a aplikacji i programów do planowania wypróbowałam już milion. Najlepiej sprawdzają się dwa: papierowy kalendarz i Wunderlist. To drugie mam zawsze pod ręką i wpisuję wszystkie zadania, sprawy i błahostki, o których chcę pamiętać, a które niekoniecznie muszą zaprzątać mi głowę. Intuicyjna, przejrzysta, prosta apka do wypróbowania.

3. Google Keep

Gdyby nie Google Keep nie robiłabym zakupów!!! WSZYSTKIE moje listy zakupów powstają w Google Keep – mega proste i mega przejrzyste. Zero udziwnień, zero dodatkowych funkcji. Tylko listy i notatki. Od czasu do czasu wrzucam tam też tytuły książek, filmów, jakieś adresy – wszystkie sprawy, o których chcę pamiętać tylko przez chwilę. Nadawanie kolorów notatkom na plus.

4. Instapaper

Czy miewasz czasami tak, że zapiszesz gdzieś adres fajnego artykułu i zapominasz gdzie? No właśnie. Ja miewam, i to dosyć często. Tak często, że gdy napotkałam na swojej drodze Instapaper, poczułam się, jakby ktoś właśnie wymyślił Oreo Zero. No tak potrzebne, tak oczywiste! Instapaper służy do zapisywania wszelkich artykułów w aplikacji do przeczytania później. Po synchronizacji artykuły są dostępne również offline.

5. Nextbike (iOSAndroid)

Kolejne objawienie. Zlitował się nad nami miły pan podczas wycieczki do Wrocławia, kiedy to przez kilka minut usiłowaliśmy oddać społeczne rowery w tym kosmicznym panelu Veturilo. Nie szło. Po prostu. Dowiedzieliśmy się, że dzięki apce Nextbike wystarczą dwa kilknięcia, aby wypożyczyć lub zwrócić rower. No tak wspaniała aplikacja, że kiedy tylko zobaczę biedne męczące się dusze próbujące bezskutecznie od kilku minut wypożyczyć rower, pędzę z pomocą, ratując ich czas i zapewne już zszargane nerwy.

6. Spotify

Szanuję Spotify i darzę sympatią od kiedy po moich płaczliwych mailach z problemami nie-do-rozwikłania podarowano mi trzy miesiące premium w prezencie. Tak, jestem przekupna. Tak, będę ich za to lubić. Wersja premium ma w ofercie muzykę bez reklam oraz dostęp do niej offline, co przydaje się na wycieczkach rowerowych chociażby w dziczach podlasia. W stolicy free daje radę. ;)

7. Feedly

Apka, w której trzymam wszystkie swoje ukochane umiłowane przeze mnie blogi, pogrupowane w kategorie: lifestyle, fotografia, kuchnia. Dodaję bloga i pyk! Od tej pory codziennie widzę wszystkie nowe artykuły, jakie się na nich wszystkich pojawiły. Wszystkie razem. Niczego już nie przegapiam.

8. Podcasty (iOSAndroid)

Podcasty ubóstwiam od niedawna – zaczęło się od podcastów The Minimalists. Ogólnie o podcastach zrobię oddzielny wpis, bo dużo o nich mówić. Zasada działania podobna jak w feedly – wszystkie subskrybowane podcasty w jednym miejscu, gotowe do odsłuchania z możliwością pobrania ich i odsłuchania offline. Piękne!

9. Be focused/Brain Focus 

Be focused działa na zasadzie pomodoro. Przekonałam się do tej aplikacji podczas robienia pracy magisterskiej, gdzie główną siłą motywującą do działania przeważnie musiałam być ja sama. Apka odmierza czas pracy i po 25 minutach (tak, tak krótko!) dzwoni wesoło na 5 minutową przerwę. Wspaniale mi się z nią pracuje – krótkie okresy pracy i częste przerwy nie dopuszczają do przemęczenia. Nie, patrzenie na zegarek laptopa to nie to samo.

10. Dysk Google

Jak sobie przypomnę przerzucanie zdjęć przez kabel albo wysyłanie mailami… Ułatwia koordynację plikami (u mnie głównie zdjęciami) między telefonem a komputerem, bez zbędnego zaśmiecania skrzynki pocztowej czy plątaniny kabli.

Oczywiście nie są to wszystkie aplikacje, z jakich w ogóle korzystam – jest ich więcej, chociaż wiele jest też takich, które po kilku dniach użytkowania bez wahania usuwam. Te są jednak przeze mnie wypróbowane i używane codziennie. Mam nadzieję, że Tobie również ułatwią życie!


*Moja smartfonowa opowieść kończy się tak, że po chwili z telefonem zastępczym osiągnęłam już szczyt swojej cierpliwości. Miłość do smartfona wygrała i po trzech dniach kupiłam sobie nowy, ratując swoje nerwy, zdrowie psychiczne i (jak się okazuje niegasnące) uczucie do aplikacji. Po trzech tygodniach, kiedy miły Pan z serwisu odbierał ode mnie telefon zastępczy pochwalił mnie, że trzy dni z tym sprzętem to i tak długo. Jak widać wyciągnęłam z tego jakąś lekcję – krótką, bo krótką – ale jednak lekcję cierpliwości!