Ania Ulanicka

10 lekcji, których nauczyłam się przez 2 lata prowadzenia swojego biznesu

Nie wiem, kiedy to zleciało, ale mój biznes obchodził niedawno drugie urodziny. Jestem bardzo zadowolona, jak to wszystko wygląda w tym momencie, ale jeszcze nie zapomniałam, ile wysiłku kosztowało mnie jego rozwijanie.

Nie wiem, jak Wy, ale ja na początku rozwijania swojego biznesu nie miałam absolutnie żadnych zasad ani wytycznych. Zrezygnowałam z etatu, żeby działać. Bez większego planu, wizji. Bez niesamowicie konkretnych celów. Od tamtego momentu nauczyłam się naprawdę dużo. Wyciągnęłam sporo wniosków, które totalnie zmieniły moje podejście do biznesu i życia i właśnie o nich możecie przeczytać w tym wpisie.

Zapraszam na dziesięć biznesowych lekcji, których nauczyłam się przez dwa lata prowadzenia swojego biznesu.

1 . Nie potrzeba mieć wszystkiego, by zacząć działać.

Kiedy zostawiłam etat, bo chciałam rozwijać swój biznes, miałam zmęczoną projektami w biurze głowę, kilka postów na blogu głównie ze zdjęciami kawy, garstkę zdjęć w portfolio (ale taką naprawdę garstkę ;)), oszczędności na kilka miesięcy życia w Warszawie i dużo, dużo determinacji do stworzenia czegoś swojego.

Czego nie miałam? Fancy strony internetowej, loga, całego brandingu, odpicowanego portfolio, wizytówek (do tej pory ich nie mam), dopieszczonej oferty (ba, w ogóle miałam ogromny problem z wycenianiem swojej pracy i mówieniem o pieniądzach), rocznej strategii (nie wiedziałam, że jest mi coś takiego potrzebne), rozkręconego instagrama ani gromady znajomości. 

Nie byłam idealnie przygotowana do startu, bo nie miałam skąd nabyć w tym temacie wiedzy. Nie studiowałam na uczelni biznesowej, tylko na polibudzie ani też nikt w moim otoczeniu nie prowadził własnego biznesu. Uczyłam się czytając blogi, książki, słuchając podcasty i po prostu najzwyczajniej w świecie próbując. Ale, co najważniejsze, po zostawieniu etatu uwolniłam sobie w tym celu 8h każdego dnia, które w innym przypadku poświęcałabym na pracę na etacie.

Nie miałam też prawa jazdy i każdy się dziwił, jak sobie radzę, będąc fotografem ślubnym. Po prostu nie szukam wymówek. ;) Zawsze da się coś ogarnąć! 

Jeśli chcesz przeczytać więcej o mojej drodze, zajrzyj do wpisu: Moja fotograficzno – biznesowa droga. Jak to się stało, że jestem fotografem

2. Bój się i rób.

To, że ktoś coś robi, i być może robi coś fajnego, i być może robi to fajnie, nie oznacza, że śpi z tego powodu spokojnie. Co kilka tygodni, a może nawet częściej, wpada współpraca, która wzbudza we mnie stres, lęk i mnóstwo obaw, czy sobie z tym poradzę, ale na którą się zgadzam. I o ile nie namawiam do tego, by porywać się z motyką na księżyc, bo nie o to chodzi, żeby nabrać sobie rzeczy, których nie jesteśmy w stanie dowieźć, o tyle niezbyt dobrze jest zamykać się tylko w zleceniach, które są dla nas łatwizną. Bez delikatnego wykraczania poza swoją strefę komfortu raczej ciężko się będzie rozwinąć.

3. Licz!

Biznes to biznes. Bez liczenia, budżetów, planów daleko się nie zajdzie. Na bieżąco przeliczam koszty prowadzenia firmy, prognozuję zarobki, przeliczam koszty wykonywania poszczególnych zleceń, konsultuję swoje stawki. Regularnie używam swoich magicznych (acz niezaawansowanych ;)) exceli, w których wyliczam każdą sesję, jaką przyjdzie mi wycenić. Biznes to nie hobby i rozumiem, że można uwielbiać to, co się robi, ale bez myślenia o liczbach pozostaje to tylko pasją. Biznes ma utrzymać siebie i mnie, i nie można robić tego w oderwaniu od rzeczywistości.

4. Za pracę należą się pieniądze.

Moja praca to praca, a prośbom w stylu „oj, to tylko kilka fotek” bez skrupułów odmawiam. Wolę ten czas przeznaczyć na spotkania z bliskimi, książki z chłopakiem, kawę z siostrą czy spacer z przyjaciółką. Nie mam w obowiązku zadowalać wszystkich swoimi zdjęciami i martwić się, czy ktoś się nie obrazi. Doszłam również do tego, że swoje ceny ustalam z jakiegoś powodu i również nie muszę się z nich tłumaczyć. Wiem, to niby oczywiste, ale uwierzcie – nie dla wszystkich.

5. Nie każdy klient jest Twoim klientem.

Na początku prowadzenia mojego biznesu a) bardzo bolała mnie każda odmowa od potencjalnego klienta b) żeby wykonać jakieś zlecenie naginałam swoje zasady / kalendarze / ceny. Później miałam do siebie ogromny żal, że zrobiłam coś po kosztach i że po raz kolejny uległam. Czasami niestety okazywało się również, że niższa cena nie jest jedynym wymaganiem klienta. Za pierwszą zmianą w ofercie idą kolejne, które coraz bardziej wpływają na ostateczny efekt, a koniec końców wpływają na naszą obustronną satysfakcję (lub jej brak).

Bardzo uwalniające było uświadomienie sobie, że nie muszę współpracować z każdym klientem, który poprosi mnie o ofertę. Z niektórymi nie dogadam się co do budżetu, z innymi co do klimatu sesji, z jeszcze innymi co do ogólnych zasad współpracy. I jak najbardziej mogę odmówić! Bardzo zależy mi na tym, by po zakończonym zleceniu obie strony były zadowolone. A taki efekt osiągnę tylko wtedy, kiedy i ja, i klient, dopilnujemy swoich zasad. :) 

6. Słuchaj swojej intuicji. Jak coś na początku śmierdzi, to nie zacznie nagle pachnieć fiołkami.

Po tylu wykonanych zleceniach zdołałam wypracować swoją intuicję. Wielokrotnie przekonałam się, że jeśli czułam w kościach, że coś mi nie pasuje, a mimo to podjęłam się zlecenia, wychodziły z tego kłopoty. Intuicja to nie jakiś szósty zmysł, a zbiór doświadczeń, które już kiedyś przeżyliśmy i automatyczna reakcja na nie. To, że czasami nie potrafię uzasadnić swojej decyzji nie oznacza, że jest ona zła. Czasami zbyt wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, by się w coś nie pchać i wtedy grzecznie dziękuję za propozycję współpracy. Czasami też mimo natłoku pracy i napiętego kalendarza coś każe mi wziąć na głowę coś jeszcze. I nierzadko okazuje się to strzałem w dziesiątkę. :)

7. Moje zasady to moje zasady.

Przez długi czas nie miałam jakiegoś biznesowego kompasu, który pomagałby mi podejmować decyzje. Chciałam być turbo dobra i zadowalać wszystkich ludzi za wszelką cenę. Nawet moim kosztem, co bardzo szybko odbiło się na mojej formie. Ulegałam presji, wiadomościom w środku nocy czy weekendu z pytaniami o zdjęcia, zgadzałam się na dzikie terminy tylko dlatego, że inni tak chcieli. Nie była to oczywiście ich wina, skąd mogli wiedzieć, jak wygląda mój kalendarz.

W tym momencie wypracowałam sobie kilka zasad, które ogromnie ułatwiają mi pracę, pozwalają zachować formę i zadowolenie, a przy tym wszystkim pozwalają mi realizować usługi tak, że klienci są zadowoleni. ;) Nie odpowiadam na wiadomości w weekendy ani w trakcie urlopu. Nie obiecuję, że oddam zdjęcia szybciej, niż to wynika z umowy (co nie znaczy, że się to nie zdarza :)). Nie zgadzam się na sesje w terminach, za które musiałabym słono zapłacić swoim czasem wolnym lub czasem z bliskimi. Nie negocjuję swoich cen (ale nie dotyczy to klientów, z którymi współpracuję na stałe).

Wiem, że gdybym nie wprowadziła kilku zasad, byłabym okropnym człowiekiem we współpracy. Byłabym zmęczona, zestresowana, wiecznie wkurzona. A tak – ja mam spokój ducha, a moi klienci zadowolonego z życia człowieka do współpracy.

8. Wytrwałość to coś, czego we własnym biznesie nie może zabraknąć.

Wytrwałość i determinacja to coś, bez czego najzwyczajniej w świecie by mnie tu nie było. Początki były cholernie trudne, bo nie miałam klientów, portfolio było średnie, pieniędzy też nie miałam jakoś za dużo. Musiałam trzaskać maile, ciągle liczyć, czy mi się zepnie budżet i idealnie prezentować swoją ofertę. Miałam w sobie jednak tyle wytrwałości i determinacji, że robiłam to codziennie, przez wiele miesięcy, każdego dnia siadałam do kompa i działałam. Przyniosło to efekt. Po dwóch latach mam fajnie rozkręconą działalność, ale przez długi czas musiałam naprawdę ostro cisnąć, nie otrzymując natychmiastowych efektów.

9. Nie działaj samodzielnie.

Nie boję się poznawać nowych ludzi, gadać głośno o tym, co robię, opowiadać o swoich pomysłach. Zderzam się z pomysłami innych ludzi, dyskutuję, mówię, przedstawiam siebie i swoje idee. Wiele razy spotkałam się z przekonaniem, że ktoś może podczas dyskusji ukraść pomysł. I powiem tyle, że jak zechce ukraść, to i tak ukradnie!!! I tak skopiuje, jeśli zechce to zrobić! Jest mnóstwo takich osób!

Ale ile feedbacku dostałam od ludzi, którym opowiadałam o swoich pomysłach, to się to nie mieści w głowie. Niczego nie zrobiłam w samotności i całkowitym oderwaniu. Tak powstają moje oferty, które konsultuję ze znajomymi. Podobnie moje fotograficzne warsztaty (tu możecie zobaczyć relację), o których rozmawiałam z kilkoma osobami. Na blogu też ciągle dzielę się tym, co planuję na przyszłość.

Nie podchodzę do ludzi z podejrzeniem, że ktoś mi coś ukradnie. Podchodzę z myślą, że razem możemy zdziałać naprawdę super rzeczy.

10. Firma jest dla Ciebie, a nie Ty dla firmy.

Firma ma Ci dawać radość, spokój i szczęście. A nie ciągłe nerwy i stresy.

Ja nie chciałabym, by firma była tylko jednym wielkim powodem mojego stresu. By powodowała, że choruję i ciągle jestem zła. Zrezygnowałam z etatu dlatego, by robić rzeczy, które mnie ciekawią i pochłaniają. By robić tego tyle, ile chcę. By mieć czas na niezły zapierdziel, ale też by mieć czas na długie, spokojne poranki, treningi w środku dnia i spontaniczne wyjazdy. By cisnąć przez jeden tydzień, a przez kolejny wyluzować, pisać bloga i czytać książki.

Firma nie może być więzieniem, w którym jestem dostępna 24/7. Dla mnie mój biznes to środek do spełniania się zawodowo i prywatnie. Cały czas trzymam rękę na pulsie i obserwuję, czy to, w jaki sposób pracuje, służy mi, moim celom i moim życiowym wartościom.

Co dopiszę do tej listy za rok? Na ten moment nie wiem. Ale jeśli dzięki temu, co robię, mogę rozwijać się w tak różnych sferach, to bardzo chętnie się tego dowiem. :)

Category
Biznes

You may also like

Previous Post

Relacja z Włoch - Bergamo, Mediolan, Jezioro Como, Brescia

Next Post

Aplikacja do medytacji Calm - moje wrażenia.