Ania Ulanicka

15 pytań, które warto sobie zadać przed końcem roku dla satysfakcji z pracy, biznesu, życia i relacji

W listopad wkroczyłam z mocnym postanowieniem – by w końcu dać sobie czas i przestrzeń na nabranie dystansu. Chcę ostatnie dwa miesiące roku poświęcić trochę bardziej na to, by przyjrzeć się temu, co robię. By ustalić nowe wartości w biznesie, zastanowić się nad tym, jak pracuję, jak chciałabym pracować, z kim pracować, a z kim nie, co najbardziej chcę robić. Myślę, że takie uporządkowanie sobie spraw w głowie i przyjrzenie się im dobrze mi zrobi. Mam nadzieję, że co poniektórzy z Was zechcą się do tej podróży przyłączyć.

Porządkowanie i nabieranie dystansu. Po co to w ogóle robić?

Wydawałoby się, że jak biznes się kręci, robota jest, zdrowie jest, to nie ma sobie czym głowy zaprzątać. Tak też myślałam, dopóki nie zaczęło mnie to wszystko uwierać. Zrobiłam wspaniałe projekty, wyrobiłam wręcz 150% normy, ale jakoś ciągle coś było nie do końca tak, jak powinno. Byłam nieustannie zestresowana i niewyspana, bo budziłam się w nocy z myślami, co jeszcze mam do zrobienia. Co za tym idzie – prawie zaczęłam się przyzwyczajać do ciągle towarzyszącej irytacji, niepokoju i poczucia, że gdzieś siebie pomijam w tej projektowej gonitwie. Czułam się pominięta, dawałam sobie obietnice, których nie potrafiłam spełnić, bo na horyzoncie zawsze pojawiał się jakiś deadline.

Postanowiłam dać sobie luz. Kto popada w sidła pracoholizmu wie, jakie to może być trudne. Ale skoro ja dałam radę, to może nie jest to takie niewykonalne. Wzięłam notes i zaczęłam sobie zadawać po kolei pytania. Stworzyłam sobie rano kreatywną przestrzeń dla siebie. Wstaję jak zwykle o 6:30, ale nie pędzę na złamanie karku do maili, a daję sobie czas na to, by się rozciągnąć, pomedytować, pozapisywać to, co się dzieje w głowie. Widzę, że powoli (ale jednak!) zachodzą dobre zmiany. Zaczynam widzieć, kiedy za mocno stresuję się tym, co mogę zobaczyć w swojej mailowej skrzynce i łatwiej jest mi odsiewać projekty, na które zwyczajnie szkoda mi teraz czasu. Dzięki odpowiedziom na te kilka pytań (na które, co ważne, nie trzeba odpowiadać od razu i szybko) tworzę kompas, który daje mi poczucie satysfakcji, komfortu i bezpieczeństwa.

Kiedyś pytałam siebie „co jeszcze?”, dziś pytam „z czego mogę zrezygnować?”

Pytania też są trochę inne niż te, które zadawałam sobie dotychczas. Kiedyś pytałam siebie: co jeszcze chcę zdziałać? Co fajnego jeszcze mogłabym zrobić? Co jeszcze sfotografować? Co jeszcze dorzucić do swojej listy?

Dzisiaj przestaję dorzucać, a zaczynam odcinać. Zastanawiam się, z czego mogę zrezygnować, by uwolnić przestrzeń na to, co lubię najbardziej i co daje mi najwięcej satysfakcji. Ucinam listę projektów, zleceń, tematów, wpisów, publikacji, dodatkowych zajęć, zajawek. Wszystko robię z głową po to, by jak najwięcej czasu móc poświęcić na to, co w tym momencie uważam za najbardziej wartościowe.

Pytania są punktem wyjścia do dłuższych rozkmin i mocno zachęcam, by nie przywiązywać się zbytnio do listy poniżej. To, co mogę zaproponować, to odpowiadanie sobie na te pytania w kilku kategoriach:

  • praca – przyjrzyj się swoim zleceniom, klientom, zadaniom, które wykonujesz
  • Ty – przyjrzyj się temu, co związane ze zdrowiem, dbaniem o siebie, nawykami
  • codzienność – sport, pasje, czas wolny, wakacje – jak chcesz, by wyglądały?
  • relacje – związki, przyjaźnie, rodzina, bliscy.

Jakie mogą to być pytania?

  1. Co zrobiłam w tym roku? Wszystko, z czego jestem dumna (nie muszą to być wielkie rzeczy!). Co fajnego zrobiłam w pracy / dla siebie / w swoim otoczeniu / w relacjach? 
  2. Co lubiłam robić? Co było fajne? Co dało mi radość? 
  3. Czego nie zrobiłam?
  4. Czy mam ochotę wrzucić to na listę later, czy w ogóle usunąć z listy marzeń? Jeśli tak, odpuść!
  5. Co mnie stresowało? Co sprawiało, że czułam się źle?
  6. Przy czym ciało dawało mi znaki, że to jednak zły pomysł?
  7. Kiedy zrobiłam coś, na co nie miałam ochoty? Może jakaś współpraca, która od początku śmierdziała?
  8. Co muszę uciąć? Z czego zrezygnować, by zrobić miejsce na coś fajniejszego?
  9. Co sprawia, że źle się czuję?
  10. Co sprawia, że czuję się fantastycznie?
  11. Jak chciałabym spędzać czas w pracy / czas wolny / czas na wakacjach / święta i inne okazje?
  12. Z kim chciałabym spędzać swój czas?
  13. Z kim spotkania pożerają mi energię?
  14. Z kim chciałabym być w pracy? W związku?
  15. Co mnie uszczęśliwia?

Do jakich wniosków ja już doszłam?

Doszłam już do wniosku, że zrobiłam w tym roku naprawdę na tyle dużo, że mogę poklepać się po plecach i bez wyrzutów sumienia trochę przystopować, a później zamknąć ten rok z satysfakcją. Zrobiłam mnóstwo fajnych sesji, sfotografowałam tyle pięknych historii ślubnych, zrobiłam zdjęcia do książki, zorganizowałam warsztaty i ugotowałam wegańskie spaghetti.

Lubiłam spotykać się z klientami, którzy totalnie mi ufali i dawali wolną rękę do realizacji. Uświadomiłam sobie, że w takiej właśnie atmosferze powstają najlepsze rzeczy. Nie schudłam, nie zrobiłam formy życia, ale zaczęłam robić treningi dlatego, bo lubię. I raczej już nigdy forma życia nie będzie moim docelowym zadaniem.

Chcę być zajebistym fotografem, dlatego chcę więcej się uczyć i więcej projektów robić dla siebie.

Zaczynam dochodzić do momentu, w którym fajnie by było dostać bodźce z zewnątrz i wyjść fotograficznie poza swoją strefę komfortu. Mam już w głowie pomysły, które chciałabym zrobić dla siebie w najbliższych miesiącach.

Stresowały mnie współprace, które od początku śmierdziały i które podejrzewałam, że będą niewypałem. Odebrałam swoje lekcje i zaczęłam jak nigdy wcześniej ufać swojej intuicji. Na pewno chcę zrezygnować z zajeżdżania się w pracy, jeśli nie będę akurat miała na to siły i ochoty. W to miejsce chcę słuchać siebie i dawać czas na luz, kiedy właśnie tego potrzebuję. Źle się czuję, kiedy ktoś oczekuje, że zmienię zasady swojej gry, kiedy dochodzi do współpracy. Chce niższych stawek (lub wręcz darmowych zleceń), większych ilości zdjęć, nieskończonych poprawek, deadlinów na jutro, negocjacji umowy czy zdjęć w totalnie innym stylu niż właśnie ja robię. W tym wypadku wolę przeznaczyć to miejsce rzeczy, które satysfakcjonują i mnie, i klienta. Wtedy czuję się fantastycznie i rozwijam skrzydła.

Czas wolny chciałabym przede wszystkim mieć.

Na sport, gotowanie, czas z bliskimi, randki w knajpkach, spacery, podlewanie kwiatków i jedzenie drożdżówek. Nie mam ciśnienia na jakieś fancy zajawki, ale chcę mieć czas na swoje zwykłe, normalne życie. To mnie uszczęśliwia i chciałabym, by to właśnie wspierał mój biznes.

Jest to dopiero początek moich rozkmin, w niektórych momentach jeszcze niekonkretnych, ale już zaczyna się klarować, o co mi w życiu chodzi. :)

Nie jest to jedyna opcja i prawdopodobnie możecie dopisać do tej listy sporo swoich pytań. Ale być może będzie ona fajnym punktem wyjścia do porządkujących przemyśleń?

You may also like

Previous Post

Jak robić selekcję zdjęć (szybko i sensownie)? Mój workflow

Next Post

Moje wartości w biznesie - co zrobić, by praca wspierała życiowe wartości?