183 dni

Tyle minęło od 1. stycznia. I dokładnie tyle samo pozostało do 31. grudnia. Postanowiliśmy sobie, że będziemy w tym roku młodzi, piękni i bogaci.

I jeszcze będziemy!

Nie wiem jak Ty, ale ja miałam kilka postanowień, które jak zwykle kręciły się wokół zdrowego jedzenia, treningów, książek, zdjęć, blogów, sławy, pieniędzy i wielkiej kariery. I to jedno główne – że ten rok będzie jeszcze lepszy niż 2015. Co nie jest takie łatwe, bo poprzedni rok wyszedł mi śpiewająco!

Najważniejszą rzeczą, jakiej się ostatnio nauczyłam jest to, że nieważne co by się działo, kluczowe jest nastawienie, które pomaga przetrwać w najtrudniejszych nawet momentach (niekoniecznie tych ważnych i wielkich, przypalona pizza potrafi skutecznie zepsuć humor).

Zrozumiałam, że to zmienia absolutnie wszystko. Oczywiście nie pominęłam postanowienia, że przeczytam sto książek miesięcznie, będę trenować 4 razy dziennie i jeść zdrowo, robić najlepsze zdjęcia, rozwijać bloga i planować swoje cele z tygodnia na tydzień i miesiąca na miesiąc i sekundy na sekundę. Wszystkie te postanowienia mają wspólny mianownik.

Nowy start.

Zrozumiałam w końcu, że czego bym nie postanowiła, muszę pozwalać sobie na ciągłe starty. Zbyt wiele razy zniechęcałam się po kilku dniach czy próbach, bo wymagałam od siebie perfekcji. I jak patetycznie by to nie brzmiało, nieważne ile razy się wyłamujesz, ważne, ile razy zaczynasz.

Ten rok jest dla mnie rokiem startów. Nie zliczę, ile razy ciężki tydzień w pracy prowadził do tego, że rezygnowałam z treningów. Ile razy gorszy dzień prowadził mnie za rączkę po oreo. Ile razy wolałam pospać dłużej, niż obudzić się wcześniej, aby zacząć dzień od napisania kilku słów.

Ale teraz jest prościej, bo zawsze wracam. Po dniu, dwóch, czasami tygodniu, ale wracam. Z nowymi siłami i energią do kontynuowania swoich celów. Ile nie potrwałby mój przystanek, i tak jestem dalej, niż gdybym zrezygnowała po pierwszej porażce.

Nadal na plus!

Nie stresuję się tym i nie obwiniam. Postanowienia powinny być pozytywnym motywatorem do tego, aby pracować nad sobą i nad swoim życiem, nie czymś, co nas więzi i powoduje poczucie winy.

Dlatego ciągle szukam nowych początków. Nie odkładam ich; ustalam konkretne daty. Nie czekaj na to, aż dojdziesz do perfekcji. Nie myśl tyle. Nie analizuj.

Zacznij.

Po raz pierwszy. Drugi, piąty, dziesiąty i piętnasty. Ale zacznij. Niech te początki wejdą Ci w krew. Nie czekaj na nowy rok, lepszą pogodę, lepszy dzień, lepszy humor.

Piszę to dzisiaj, dokładnie w połowie roku i weryfikuję swoje postanowienia. Kilku początków się obawiałam. Nie były tak straszne. Kolejne też nie będą.

Twórz.

Okazje do startów i nowe początki. Nie bój się i nie czekaj na nie. Może dzisiaj zaczniesz coś jeszcze raz?

Bierzmy się do roboty! Jeszcze zdążymy spełnić wszystkie nasze postanowienia, żeby w następnym roku tylko leżeć i pachnieć. :)

Brzmi dobrze? To do dzieła!