Ania Ulanicka

5 nawyków, dzięki którym pracuję krócej – czyli jak pracować mniej, a lepiej

5 nawyków, dzięki którym pracuję krócej - widok z tajlandii

Bycie człowiekiem zabieganym, ciągle zajętym, a przy okazji sfrustrowanym to nic przyjemnego ani atrakcyjnego. Lubienie swojej pracy i poświęcanie się jej to wspaniałe uczucie, ale uważam też, że nie ma nic fajniejszego, niż rzucenie się w zasłużony relaks po dobrze przepracowanym dniu, nawet jeśli praca wykonywana jest z największą pasją. Więc – jak pracować mniej, a lepiej, i tak gospodarować swoimi zadaniami, by móc się w ten relaks rzucić?

Uwielbiam swoją pracę, uwielbiam poniedziałki, nie mam nic przeciwko zapełnionemu kalendarzowi, ale naprawdę z ogromną przyjemnością i bez najmniejszych wyrzutów sumienia lecę po południu na trening i zapominam o całym pracowym świecie. Lubię pogadać o głupotach ze znajomymi na kawie, lubię poczytać książki albo wciągnąć się w najlepszy serial świata.

Dlaczego w ogóle chcę pracować mniej, nie więcej, skoro tak lubię swoją pracę?

Doceniam czas, który poświęcam pracy, ale i coraz bardziej doceniam ten, który spędzam bez niej. Bo to właśnie wtedy ładuję swoje baterie, wtedy przychodzą do mnie najlepsze pomysły i to właśnie ten czas sprawia, że jestem tak radosnym, pełnym energii człowiekiem, kiedy robię fotki. Trochę czasu mi zajęło, bym rozkminiła, jak pracować mniej i nadal wykonywać swoje obowiązki, ale jak zwykle skończyło się to po prostu na dobrej organizacji priorytetów. By nie być gołosłowną, opisuję kilka nawyków, dzięki którym naprawdę skróciłam swój czas pracy, możliwe że w niektórych przypadkach o dobrych kilka godzin na przestrzeni dnia.


1. Regularnie używam aplikacji Calm i Trello

O aplikacji Calm powiem krótko – 10 minut z samego rana z tą aplikacją nastraja mnie w taki sposób, że jestem gotowa na zdobywanie świata i to w błyskawicznym tempie. Jestem zmotywowana do działania – bo właśnie skreśliłam pierwsze zadanie ze swojej listy; zadbana i dopieszczona – bo nie robię tego siedzenia cicho dla nikogo innego, jak tylko dla siebie; uspokojona i zrelaksowana – bo dla mnie te 10 minut w ciszy to jak opróżnianie kosza w komputerze, który niesamowicie spowalnia jego działanie. Mam wrażenie, że oszczędzam ogrom czasu dzięki tym dziesięciu minutom z samego rana.

Po więcej o aplikacji Calm zapraszam do wpisu: Aplikacja Calm – uspokój się w 31 dni.

A jeśli chodzi o Trello – no cóż, gdybym miała wybrać jedną jedyną aplikację, z którą ja i moje projekty przetrwalibyśmy bez szwanku, byłoby to Trello. Mam tam rozpisane wszystkie projekty: od poprawek na blogu, przez kolejkę wpisów, po kalendarz reportaży ślubnych oraz bieżące sesje zdjęciowe i zadania z nimi związane. Opracowałam system, w którym wszystko mam uporządkowane i jeśli nie wiem, z czym ruszyć dalej, zaglądam do swoich tablic na Trello. I już wiem.

I nie ma luk w tygodniu, w których głowię się nad kolejnym krokiem do wykonania, a dzięki porządkowi w projektach nie działam bez celu i chaotycznie.


2. Kolejny nawyk – poranne pisanie

Moim ostatnim odkryciem jest poranne pisanie!

Postanowiłam sobie, że każdego ranka, zanim zabiorę się do jakiegokolwiek zadania (a tym bardziej dorwę się do internetu), napiszę 150 słów. To jest tak mało, ale to tak mało, że zdarza się (i to często!), że wstyd mi taki mini akapicik zostawić i jak mnie wena najdzie, to zanim się obejrzę i wybija 500 słów na liczniku. Przecież to już wpis!

Tym samym moje pierwsze wersje wpisów powstają ostatnio w ciągu maksymalnie 15 minut (zamiast trzech dni, przykładowo, kiedy to się sto razy do nich zabieram). No trzeba przyznać, że to warta zastanowienia się oszczędność czasu.

Moja niezaśmiecona internetem głowa produkuje pomysły jak szalona. No któż by się spodziewał, że takie drzemią w niej pokłady słów i kreatywności. Odkryłam chyba jakiś nieodkryty strumień.

Ktoś chyba miał rację mówiąc o 1,5 – godzinnym oknie produktywności od razu po przebudzeniu! I obawiam się, że działa ono nie tylko na pisanie, ale i inne wszystkie ważne-które-chcemy-wciąż-odkładać-na-później-rzeczy!!!

Może by tak – zacząć dzień od czegoś małego, co da duży efekt i pozwoli pracować nad jakimś zadaniem krócej i mądrzej? Co mogłoby to być w Twoim przypadku?

mierzenie swojej pracy


3. Super skupienie

…czyli trzygodzinny blok z aplikacją Be Focused, a także sprawdzanie maila i internetu – po południu, kiedy odpracuję grzecznie trzy godziny.

Zaczęło się niewinnie, bo od kilku małych zmian, które postanowiłam wprowadzić z początkiem roku. Te oto trzy małe zmiany okazały się jednymi z bardziej skutecznych i bogatych w efekty, bo przestałam się rzucać na każde powiadomienie jak wariatka, a co za tym idzie – rozciągać wykonywanie ważnych zadań w nieskończoność.

Po półtorej miesiąca testowania tej metody powiem tak – nikt mi jeszcze nie umarł z niecierpliwości podczas oczekiwania na moją odpowiedź, nikt nie powiedział, że z tego właśnie powodu nie będzie ze mną pracował (a jeśli tak było i o tym nie wiem, to cóż – widocznie nie byliśmy sobie przeznaczeni). Wręcz przeciwnie. Dzięki temu dotrzymuję terminów i mogę zagwarantować, że naprawdę przykładam się do zleceń, które realizuję.

I wszyscy są zadowoleni, bo dzięki pracy w skupieniu mogę zagwarantować najlepszą jakość.   

>> Zobacz wpis: 3 życiowe zmiany, nad którymi teraz pracuję


4. Mierzę czas swojej pracy

Robię to na dwa sposoby. Po pierwsze – zawsze pomaga mi ww. blok trzygodzinnej pracy, który uświadamia mi, co jestem w stanie w tym czasie zrobić. Zwykle więcej, niż się spodziewam, jeśli tylko szczerze się w tym czasie oddam pracy.

Po drugie – planuję w kalendarzu według godzinnych odcinków czasowych. Rysuję sobie siedem kratek jedna pod drugą i nie planuję zadań bezmyślnie robiąc z nich zwyczajną listę, która zniesie każdą ilość pozycji, a wpisuję zadania obok kratek w ten sposób, by zaplanować siedem godzinnych zadań. Tym sposobem trzymam rękę na pulsie oraz naturalnie nakładam ramy czasowe swoim zadaniom. Jeśli zostaną mi do zaplanowania dwie kratki, to oczywiście nie zaplanuję w tym czasie obróbki czterech sesji zdjęciowych. To naprawdę tak proste.

Po godzinie robię krótką przerwę i odkreślam zadanie, które zdążyłam w tym czasie zrobić. Jeśli skończyłam je wcześniej, zabieram się za kolejne.

Co ważne: mądrej pracy nie nagradzam jeszcze większą ilością pracy!

I nie – nie zapycham swojego dnia w taki sposób, bym koniecznie przepracowała osiem godzin. Mądrej pracy nie nagradzam jeszcze większą ilością pracy (!), nieważne jak mądrej, a czasem dla siebie. Wtedy bez wyrzutów sumienia lecę na trening, spacer albo spotykam się ze znajomymi na kawie. Czy nie jest to najlepsza zachęta do tego, by pracować sprawniej?

*Dlaczego siedem, nie osiem? Po pierwsze – zawsze wypadnie coś niespodziewanego i warto zostawiać zapas, by nie stać się sfrustrowanym i zestresowanym człowiekiem. A po drugie – praca rozciąga się na tyle czasu, ile sobie na nią sama dasz. Ja wolę dawać mniej czasu i jak to wynika w moich obserwacji – nie czuję potrzeby rozciągania swojej pracy na 12 godzin dziennie, bo jakimś cudem się ze wszystkim wyrabiam.

>> Zobacz też wpisy na temat sprytnego planowania strategii:
Jak zaplanować cele na rok i wybrać z nich te najważniejsze?
Jak zaplanować kwartał i miesiąc?
Jak zorganizować tydzień i jak zaplanować dzień?

planowanie siedmiu godzinnych bloków czasowych


5. Wyceniam dzień na koniec pracy

To jest po prostu life-changer. Coś, dzięki czemu zaczęłam traktować swój czas z dużo większą starannością i rozwagą. Otóż postanowiłam sobie, że pod każdym dniem w kalendarzu będę zapisywała orientacyjną kwotę, na jaką wyceniam swój dzień. Wszystko, co robimy, możemy na koniec dnia wycenić. Nie jest to oczywiście równoznaczne z tym, że każdego dnia muszę na tę kwotę otrzymać przelew. ;) Chodzi o to, by rozpatrywać swoje działania pod kątem profitu – w danym momencie bądź w przyszłości.

I nie – nie chcę tu sugerować wyrachowanego podejścia do życia, bez pasji, radości i entuzjazmu w pracy! Wręcz przeciwnie!

Każde działanie niesie za sobą jakąś wartość. Albo pieniądze, albo kontakty, albo portfolio. Czyli – nie mówię, że wpis blogowy, za który nikt mi nie zapłaci, jest bez sensu. Na ten wpis może trafić dziewczyna, która zaczyna prowadzić własny biznes i szuka porad, jak ogarnąć swoją pracę. Okaże się, że dopiero buduje swoją stronę firmową i przydadzą się jej fajne zdjęcia. Przy okazji – za chwilę się zaręcza i akurat spodobają się jej zdjęcia ślubne, które robię. Widzisz już, do czego piję?

Nie jest to bynajmniej sytuacja wyssana z palca, bo sama czasami się zadziwiam, kiedy dowiaduję się, skąd ci wszyscy wspaniali ludzie, których fotografuję, do mnie trafiają.

Chodzi o szczerą weryfikację na koniec dnia, czy naprawdę poświęciłaś czas zadaniom, które w przyszłości, bliższej bądź dalszej, pomogą w rozwojowi Twojego biznesu/pracy/kariery na studiach. Dzięki temu cały czas ukierunkowuję się na naprawdę wartościowe zadania i mam mniejszą ochotę skupiać się na głupotach – bo jeśli mam wpisać “zero” na koniec dnia, to ręka mi zadrży i pomyślę trzy razy, zanim się ku temu skłonię.

Ale – co jeśli praca faktycznie mi nie idzie i będę musiała wpisać to zero?

To nic, proszę Państwa. Uczę się nie tylko pracować mniej, ale i odpuszczać. Jeśli potrzebuję dnia, którego połowę prześpię, bo kompletnie nie ogarniam, co się wokół mnie dzieje, to tak właśnie robię.

Bo wiem, że dzień off zaprocentuje większą wydajnością, niż zmuszanie się do pracy, a później frustrowanie się tym przez okrągły tydzień.

Category
MĄDRA PRACA
Share on

You may also like

Previous Post

Czy spontaniczne decyzje zawsze są złe?

Next Post

Chcesz osiągnąć sukces? Olej portfolio, zacznij budować markę osobistą!