Ania Ulanicka

Aplikacja do medytacji Calm – moje wrażenia.

Wstajesz, przeciągasz się, wychodzisz z łóżka. Wypijasz szklankę wody i zakładasz ciepły szlafrok. Siadasz na wygodnej kanapie, zamykasz oczy i wsłuchujesz się w szum lasu. Nie myślisz jeszcze o mailach, o pędzie, o tym wszystkim, z czym zaraz będziesz musiał walczyć. To później. Teraz siedzisz, oddychasz. Głęboki wdech i długi wydech. Wdech i wydech.

Do głowy przyszło Ci, że miałeś kupić mleko do kawy i oddać pożyczoną książkę. Nieważne. Myśl przychodzi, obserwujesz ją i pozwalasz jej odpłynąć. Znowu głęboki wdech i dłuugi wydech. Przypomniała Ci się wczorajsza rozmowa o pracę. Jest okej. Oddychasz. Wdech i wydech.

*

Kiedyś wkurzałam się okropnie na te wszystkie medytacje, o których pisali ci najmądrzejsi i odnoszący sukcesy. Że to takie fajne, że tak pomaga, że człowiek spokojniejszy i zrelaksowany. Wkurzałam się niemiłosiernie na to, że nie potrafię wysiedzieć na tyłku dziesięciu minut, nie myśląc o niczym.

Ba, nie potrafiłam skupić się na oddechu choćby przez dziesięć sekund.

Mój mózg to nieustannie otwarte siedemnaście kart, ciągłe procesy, rozkminy, nieskończone listy zadań i kopalnia pomysłów. Gdzie się nie ruszę, tam nowa myśl. Byłam pewna, że w moim wykonaniu jakakolwiek medytacja jest niewykonalna.

Nie pamiętam już gdzie natknęłam się na Calm. Uwielbiam testować nowe aplikacje, jednak naprawdę niewiele z nich zostaje ze mną na dłużej. W tym wypadku było inaczej. Okazało się, że medytacja nie musi oznaczać siedzenia na tyłku bez ani jednej myśli. Może oznaczać łagodny głos lektora, który prowadzi mnie przez kilkanaście minut. Dzięki temu mój mózg nie ma ochoty eksplodować z nadmiaru myśli, które nie mają ujścia. Jeśli macie ochotę wypróbować Calm, we wpisie wrzuciłam link, dzięki któremu otrzymacie dostęp do Calm na 30 dni.

Jak wygląda używanie Calm w moim przypadku?

Aplikacji używam już jakieś dwa lata. Przez zdecydowaną większość czasu używałam darmowej jej wersji. Płatną kupiłam dopiero w lipcu w prezencie urodzinowym. Kosztowała jakieś 30-40$ na rok. O tym, czy to dużo, pokminimy za chwilę.

Bardzo staram się używać aplikacji codziennie. Czasami najzwyczajniej w świecie o tym zapominam, ale niestety bardzo to odczuwam i pokornie wracam. ;) kiedy używałam tylko darmowej wersji aplikacji, najczęściej używałam timed meditation. Włączałam 10 – minutowe odliczanie. Polega to na tym, że przez określony czas szumi morze, las, pada deszcz, a na koniec wybija przyjemny dzwon. W tym czasie nie skupiamy się na tym, by nie myśleć, tylko na tym, by oddychać. ;)

W darmowej wersji można wypróbować kilku przewodzonych medytacji. Niestety można wysłuchać tylko pierwszego z siedmiu dni (np. 7 days of gratitude, 7 days of managing stress, 7 days of loving kindness).

Jak mi pomaga Calm?

Robię rano coś dla siebie – zanim rzucę się w wir zadań i pracy, medytuję przez 10 – 15 minut w zależności od tego, jak długie jest Calm na dany dzień. Uważam, że to, w jaki sposób rozpoczynamy dzień, jest niesamowicie ważne. najgorsze, co wg mnie można zrobić, to zacząć dzień od rzeczy, które stresują. Ja wolę zacząć dzień od czegoś, co będzie dobre dla mnie i nastawi mój umysł na spokój i bycie tu i teraz.

Pamiętam o tym, by w każdym chaosie znaleźć czas na spokój. Nie ma takiego chaosu, w którym nie dałoby się znaleźć kilkunastu minut dla siebie. Kiedyś przeczytałam, że jeśli nie masz czasu medytować 10 minut, powinieneś medytować godzinę. Coś w tym jest, prawda? Jeśli doprowadzamy swój dzień do takiego momentu, w którym nie mamy kiedy dać głowie odetchnąć nawet przez chwilę, to znaczy, że w którymś momencie się zagalopowaliśmy.

Nie reaguję aż tak impulsywnie. Dzięki wyrabianemu powoli nawykowi pamiętam, by w chwili stresu wziąć kilka głębokich wdechów. W którejś z ostatnich medytacji usłyszałam, że stresem nie reagujemy na to, co na zewnątrz, a na to, co dzieje się w nas, wewnątrz. Serce mocniej bije, krew krąży szybciej, mięśnie nam się zaciskają. Wtedy wiemy, że jesteśmy w stresującej sytuacji. Analogicznie, jeśli uspokoimy oddech, pomoże to się nam odstresować.

Komu mogę polecić Calm?

Każdemu. Serio, dzisiaj, kiedy każdego dnia jesteśmy BOMBARDOWANI taką ilością informacji, jaką kiedyś ludzie otrzymywali miesiącami, musimy dać sobie oddech. Taka kilkunastominutowa medytacja to prysznic dla umysłu. Warto. :)

Klikając w ten link możecie otrzymać ode mnie Calm na 30 dni. :)

Jakie Calm ma funkcje?

Ogólna zasada działania: włączamy wybraną medytację, trwa ona określony czas. Możemy wybierać między medytacjami bez lektora oraz medytacjami z lektorem. Te drugie są bardzo różnorodne: 7 days of gratitude, Mindfulness at work, 21 days of Calm, Relationship with others series. Po skończonej sesji wyświetla się unikalny cytat na dany dzień – zawsze bardzo czekam na ten moment. Pokazują się też takie informacje jak to, ile dni z rzędu medytujemy, która to jest nasza sesja w ogóle oraz jak nasze sesje układają się w kalendarzu. Takie statystyki to coś bardzo motywującego. Szkoda zepsuć łańcuch dni bez przerwy lub widok zielonych kropeczek w kalendarzu.

Dostępne są również dłuższe wykłady pod nazwą „Calm Masterclass”, np. „Breaking Bad Habits”, „Mindful Eating” lub „Creating Living Beyond Fear” Elizabeth Gilberth.

Jest też zakładka „Calm Body” z kilkoma filmami / ścieżkami audio do krótkich ćwiczeń. Ostatnio zrobiłam wieczorny stretching i poranną pobudkę. Są naprawdę fajne! I krótkie, więc nie ma wymówek.

Jest jeszcze zakładka „Breathe”. W niej pojawia się „bąbelek”, z którym trzeba oddychać. Powiększa się na wdechu i zmniejsza na wydechu. Super opcja, kiedy przychodzi potrzeba uspokoić swój oddech.

Czym różni się płatna wersja od darmowej?

Kiedy używałam tylko darmowej wersji, nie byłam w stanie sprawdzić wszystkich funkcjonalności Calm. Dostępne były tylko pierwsze dni ze wszystkich 7 – dniowych serii z lektorem, z tego co pamiętam nie były też dostępne masterclass i calm body. Zablokowana była też opcja Daily Calm, czyli unikalnej medytacji z lektorem na każdy dzień. W zdecydowanej większości używałam medytacji bez lektora, ale to według mnie trudniejsza opcja. A wiadomo, słuchanie w kółko jednego odcinka managing stress może się szybko znudzić. ;) Dopiero po wykupieniu płatnej wersji zobaczyłam, jak rozbudowana i wszechstronna jest ta aplikacja. 

Może masz ochotę wypróbować Calm przez 30 dni?

Czy warto zainwestować w płatną wersję Calm?

Nie da się ukryć, że medytacja z płatną wersją aplikacji jest łatwiejsza, bardziej różnorodna i ciekawsza. Do wyboru jest kilkanaście czy kilkadziesiąt sesji z lektorem i ciągle pojawiają się nowe. Używam aplikacji dużo bardziej regularnie, bo po prostu strasznie ciekawi mnie, co będzie w kolejnym odcinku nowej serii. Słucham wykładów i używam Calm Body. Bardzo też sobie cenię Body Scan, do którego nie miałam dostępu w wersji darmowej. Body Scan to skupianie się kolejno na każdej z części ciała i rozluźnianie jej. Człowiek wychodzi rozluźniony jak trzcinka na wietrze. :)

Koszt pełnej wersji aplikacji to coś koło 40$ za rok. Czy to drogo? Tyle kosztuje jedna sesja u terapeuty lub wizyta u dentysty. Nie jest to dobry wybór jako zamiennik ;) ale jak na coś, co tak fajnie nastawia na każdy dzień, wprowadza spokój i pomaga się skupić, nie jest to aż tak wygórowana cena.

I wiadomo – pewnie wszystko da się zrobić samodzielnie, jak się człowiek mocno uprze. Ja postanowiłam, że Calm będzie moim prezentem urodzinowym. Dzięki czemu zrobię coś dobrego dla siebie. Nie żałowałam ani chwili tego wydatku, wręcz przeciwnie. Żałowałam, dlaczego zdecydowałam się na to tak późno! ;)

Category
Lifestyle

You may also like

Previous Post

10 lekcji, których nauczyłam się przez 2 lata prowadzenia swojego biznesu

Next Post

Jak robić ostre zdjęcia? Czy zdjęcie zawsze musi być ostre?