Ania Ulanicka

Rycerze, psy ganiające koty, Hermiona i żonglowanie, czyli blogowanie w rozmowie z Marcinem #2

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad prowadzeniem bloga dla siebie lub swojej marki? Czy zadawaliście sobie pytanie, od czego w ogóle zacząć i czy ważniejsza jest jakość wpisów, regularność, pomysł czy częstotliwość? Jeśli tak, musicie przeczytać kolejny wpis z serii rozmów z Marcinem. 

Podeszliśmy do tematu z dwóch totalnie różnych perspektyw. Marcin - inspirujący, który nie potrafi się zatrzymać, gdy spotka słowne flow na swojej drodze (tak, do długości wpisu piję) i ja, konkretna do bólu, patrząca na rady z perspektywy rad, jakie od niego dostałam. 

Jest to druga część naszej rozmowy i jeśli nie czytaliście jeszcze pierwszej, zajrzyjcie tutaj: Czym jest content marketing i jak się do tego zabrać? Rozmowa z Marcinem.

Mam nadzieję, że uśmiejecie się do rozpuku, ale i wyciągniecie coś konkretnego dla siebie. Zapraszamy. :)


O co chodzi z tym kalendarzem contentowym?

MM Terminy. Ludzi na etatach przerażają, freelancerom i przedsiębiorcom nie dają spać po nocach. ASAP, deadline, w ogóle to najlepiej na wczoraj. Znajome, co? I choć człowiek chciałby mieć klepsydrę Hermiony, aby móc podporządkować sobie czas, to rzeczywistość szybko sprowadza delikwenta na ziemię. Kredyty, umowy, zobowiązania. Na próżno szukać cudu. Media społecznościowe i blogi pomimo swojej cukierkowatości i wyobrażeń o życiu od porannej latte do wieczornego spotkania z wielką marką, też podporządkowane są terminom. Jak sobie z nimi poradzić? Zobaczmy!

W poprzednim wpisie wspomniałem o kalendarzu contentowym. Wiele osób pytało, co to dokładnie oznacza. Teraz chciałbym na przykładzie Pana Kowalskiego (ech, zawsze chciałem użyć do przykładu statystycznego Polaka), pokazać Wam przykładowe podejście do długofalowego myślenia o treściach blogowych. 

I tak się składa, że mam idealną, lubianą przez Was, statystyczną Panią Ulanicką.

MM - Pani Ulanicka jest fotografem. Jak większość, zaczynała od zajawki fotami. Nieśmiałe wrzutki na Instagrama, trochę lajków na prywatnym fejsie (głównie od rodziny) i BENG, rusza z biznesem. Żyła złota jest na wyciągnięcie ręki. Pani Ulanicka przeczytała gdzieś w Internecie, że warto mieć bloga. Zaczęła od czasu do czasu pisać, ale nie szło. Załamana rzuciła go w pieruny. Wtem pojawił się husarz contentu na białym koniu i do teraz stara się wyrwać Panią Ulanicką ze szponów blogowej blokady.

Czy rycerz uratuje swoją księżniczkę?

AU - Tak, dokładnie o to chodziło mi, kiedy mówiłam o inspiracji i nieskończonym flow Marcina. Pozwolę sobie inspiracyjne akapity przełożyć na konkretny język sztywnego człowieka. Każdy kiedyś zaczynał, ja również, i na początku blogowania (biznesu tym bardziej) bliżej mi było do dziecka błądzącego we mgle niż poważnej blogerki czy biznesłumen. Ale wiedziałam, intuicyjnie, że blog jest na pewno czymś, co pomoże mi zbudować i rozwinąć mój biznes. Marcin się z tym oczywiście zgodził, ale był też osobą, która znalazła najwięcej błędów w tym, co robię i pomogła nakreślić bardziej sensowny plan od nieregularnego pisania i rzucania bloga co tydzień. ;) 

Okej, chcemy założyć bloga. Co dalej, rycerzu?


Planuj i szkicuj 

MM - Plan najlepiej tworzyć na minimum dwa tygodnie wprzód. Jeśli czujesz się już pewnie w swoim blogowym podwórku, zaszalej i zaplanuj treści na najbliższy miesiąc. Jestem zwolennikiem prostoty, a co za tym idzie skuteczności. Nie należę do osób, które polecą Ci teraz 10 aplikacji czy programów do planowania treści. Uważam, że dopóki nie masz pod sobą kilku dużych, angażujących marek, to wystarczy ołówek, ulubiony kajet i głowa pełna pomysłów. Reszta to dystraktory i pożeracze czasu, który zamiast na rozgryzanie programu i zabawę kolorkami możesz poświęcić na rozkminianie swojego bloga.

AU - Ja natomiast należę do osób, które polecą Ci co najmniej 10 aplikacji czy programów do planowania treści. Jedną z najważniejszych jest (ostatnio) Notion, w którym jednym z projektów jest właśnie mój blog. I wręcz przeciwnie, uważam, że zaoszczędzam dzięki niemu bardzo dużo czasu, ale wiecie, ja to ja - muszę zapisać mleko do kupienia, bo inaczej zapomnę i zostanie mi tylko czarna kawa. Kolejnymi aplikacjami jest papierowy planer od Aliny z Design Your Life i notesy od Jacka Kłosińskiego (zajrzyjcie do wpisu Co, jak i gdzie planuję? Moje sposoby na ogarnięcie życia i biznesów, by sprawdzić, jak dokładnie je wykorzystuję). Dzięki temu centrum dowodzenia jestem w stanie panować nad milionem projektów, jakimi zajmuję się w tym samym czasie.  


Wypisz wszystko, co siedzi w Twojej głowie. Obserwuj i słuchaj.

MM - Wypisz wszystko, co siedzi w Twojej głowie. WSZYSTKO. Nie ograniczaj się tematyką swojego bloga. To jest bardzo ciekawe ćwiczenie, bo niesamowicie Cię otworzy i uwierz mi, sprawi wiele radochy. W autobusie zobaczyłeś jak wzruszona kobieta dostaje kwiaty od nieznajomego? Super! Niech to będzie początek do wpisu o bezinteresowności w biznesie. Pies biegł za przerażonym kotem? Zapisuj i zrób wpis o klientach, którzy nie płacą terminowo i potem trzeba ich ścigać po całej galaktyce. 

Inspiruj się otoczeniem. Obserwuj i słuchaj. Wtapiaj się w tłum. Bądź kamaleonem, a blog sam popłynie. Po prostu nie blokuj swojej kreatywności i daj jej przestrzeń. 

Druga szkoła jest znacznie bardziej hmm, nudna? To zabawa w słowa kluczowe, maniakalne przesiadywanie na AnswerThePublic, przetrzepywanie internetu w poszukiwaniu tego, co jest obecnie trendy i szlajanie się po grupach i forach, żeby wyłapywać tematy.

Sam musisz wybrać, do której metody jest Ci bliżej.

AU - Anna Zaradna: mam taką stronę w Notion z projektem, który nazywa się blog. Tam mam kilka kategorii: pomysły, opublikowane, do publikacji. Zapisuję tam wszystkie tematy, jakie kiedykolwiek przyjdą mi do głowy, pytania, jakie mi zadajecie, ciekawe obserwacje w komentarzach, które warto rozwinąć i różne problematyczne kwestie, jakie chciałabym poruszyć na swoim blogu.

Nie wiem, co to jest AnswerThePublic, ale ja na przykład często wykorzystuję instagramowe ankiety do Questons and Answers, które nadają się równie dobrze do tego, by wywnioskować, czego oczekują na blogu moi obserwatorzy. Kategoria „pomysły” nigdy nie jest w Notion pusta i nie wiem, czy nadejdzie dzień, kiedy zabraknie mi pomysłów na blogowe wpisy. 


Niech blog będzie czymś, co sprawia Ci frajdę

MM - Następnie z wora pełnego inspiracji wybierz to, co Cię jara. Tak, dobrze widzisz. Jara. Bo jak Cię to jara, to ludzie w to uwierzą. Mam nadzieję, że nie muszę odnosić się do podstaw, czyli tego, że blog powinien płynąć z Twojego serca. Z Twoich pasji i umiejętności. Inaczej daj sobie spokój i nie zawracaj gitary.

Blog jest dopełnieniem, taką truskawką na torcie, jak to mawiał klasyk. Jeśli brak mu głębi, to będzie to zwykłe repozytorium precli, które może i w SEO sobie poradzi, ale wstyd będzie się przyznać, że to Twoje dziecko. Oczywiście jest to przejaskrawione przykład, bo blog musi mieć spójność tematyczną, ale mam nadzieję, że wiesz, co mam na myśli i co staram się przekazać między wierszami.

AU - Niestety w tym wypadku precle to nie chrupiące przegryzki, ale teksty pisane typowo pod SEO. Tak, też jestem zawiedziona doborem słownictwa. 

Wracając do tematu - na początku blogowania chciałam pisać o wszystkim, bo interesowało mnie wszystko i myślałam, że moich czytelników również. W pewnym momencie dzięki podpowiedzi Marcina ograniczyłam tematykę do budowania marki osobistej: jestem Anią Ulanicką, mającą swój biznes, będącą fotografem, lubiącą fajnie zorganizować swoją pracę, czytającą dużo książek. I wokół tego, wokół swojej osoby buduję swojego bloga.

Mimo tego, że poruszam na nim sporo tematów, to kręgosłup jest jeden i każdy potrafi wyczytać, że robię zdjęcia. W dodatku ma szansę lepiej mnie poznać i mnie polubić (mam nadzieję). Dzięki temu piszę na naprawdę interesujące mnie tematy.

Gdybym miała porównywać obiektywy na swoim blogu (mimo tego, że jest to związane z moim zawodem), chyba umarłabym z nudów. Wy również. 

Stwórz kalendarz dla swojego bloga

MM - Jak już wybierzesz tematy, które poruszysz w danym miesiącu, rozpisz je. Tutaj z etapu „ALE SIĘ JARAM” schodzimy kilka schodów w dół i zaczynamy żmudną robotę „HALO TU ZIEMIA”. Na tym etapie spójrz na cały tydzień z lotu ptaka i wybierz dni, które według Ciebie będą najwygodniejsze dla twojego odbiorcy. Nie bój się testować. Zacznij od publikacji 2 razy w tygodniu, potem spróbuj 3, może raz w tygodniu będzie odpowiednim wyborem. Pytaj o feedback, bądź otwarty na rozmowę. Tylko tak dojdziesz do perfekcji. 

Załóżmy, że najchętniej jesteś czytany we wtorki i soboty. No to w skali miesiąca mamy 8 wpisów. Tematy są, dni są, czas wejść głębiej. Teraz zaczyna się zabawa.

AU - Fakt faktem - jestem osobą, która jara się jak pochodnia, kiedy przychodzi do zapisywania pomysłów i gaśnie, gdy musi usiąść na tyłku i je zrealizować.

Kiedyś na przykład wymyśliłam, że będę publikowała w poniedziałki. Wyglądało spoko na papierze, ale totalnie się to u mnie nie sprawdzało. Lubię ten dzień pozostawić na gaszenie pożarów, maile, oferty, ogarnianie przyszłego tygodnia, a nie na przygotowywanie i publikowanie wpisu na hurra. Wtorek jest zdecydowanie lepszy, ale przekonałam się o tym w praniu. 


Rób szkice wpisów. Nie planuj tylko i wyłącznie tytułów

MM - Wiele osób myśli, że to już koniec. Dobra, tematy ogarnięte, dni są, JAKOŚ TO PÓJDZIE. Moi drodzy, jakoś, to może pójść blog Pani Krysi o najlepszych wątkach w M jak Miłość (chociaż im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej widzę potencjał w takim blogu). Starajcie się nie zostawiać pola do popisu przypadkowi. Czasem jest on potrzebny, żeby wnieść nieco świeżości i skruszyć mury rutyny, ale nie zaprzyjaźniajcie się z nim. W blogowaniu nie jest zbyt mile widziany.

Szkicuj tematy. Podstawa w prowadzeniu bloga. Podobnie działają pisarze. Kiełkującą myśl podlewają i pielęgnują. 

Nie pisz: Wtorek 12 marca – Jak pilnować terminów?

Napisz: Wtorek 12 marca – Jak pilnować terminów? We wstępie poruszę problematykę terminowości w życiu codziennym (metafora z Hermioną, nawiązanie do freelancu i etatu). Skupię się w tym wpisie na prowadzeniu bloga. Podzielę mój wpis na 5 najważniejszych kroków. Krok 1 - …, Krok 2…, itd.

Widzisz różnicę?

Przy takim podejściu masz poczucie bezpieczeństwa. Nie prześladuje Cię wizja „braku weny”, nie stresujesz się tym, że dopadnie cię niespodziewana robota. Tu już masz 70% roboty wykonane. Teraz tylko ubrać to w słowa. Owszem, ten etap zajmie najwięcej czasu. Jednak z czasem docenisz, jak wiele to ułatwia.

AU - I tutaj właśnie sprawdza się Notion. Wpisy mam zaplanowane do końca miesiąca i gdy tylko mam wolniejszą chwilę z laptopem pod ręką (czy telefonem - aplikacji na iPhonie również używam), zapisuję w punktach, co chciałabym w danym wpisie zawrzeć. Lub jeśli mam czas, piszę cały wpis.

Nie przejmuję się składnią, zapisuję tylko luźne myśli, które chciałabym rozwinąć w tekście. Dzięki temu chwilę przed publikacją nie muszę tworzyć wpisu od zera. Pozostaje mi tylko zredagować to, co zapisałam już wcześniej. Ciężko radzę sobie ze spontanicznymi publikacjami i muszę przygotować się zawczasu, by nie zawalić kalendarza. 

Jedną z wazniejszych i bardziej poruszających mnie rad, jakie dostałam od Marcina, było:

traktuj swojego bloga jak pracę. Jak zlecenia.

Pamiętam, że kiedy mi o tym powiedział, stanęłam jak wryta. No bo jak to, zlecenia dla klienta przecież nie zawalę. Oddam materiał, kiedy mam oddać. Na sesję przyjdę. Zdjęcia obrobię.

A wystarczy byle wymówka, bym olała swojego bloga czy social media po całości. A przecież to tak samo jest moja praca! Kiedy dotarło do mnie, że bez publikacji i szumu ludzie prawdopodobnie o mnie zapomną, ogarnęłam się i zaczęłam traktować contentowy kalendarz na równi ze zleceniami dla klientów. I powiem Wam, że kiedy się do tego naprawdę przyłożyłam, mój mail nie stygnie, a terminy schodzą jak świeże bułeczki. Tylko trzeba dać sobie na to trochę czasu, co najmniej kilka, kilkanaście tygodni regularnych publikacji. 


Bądź elastyczny - jeśli trafisz na coś ciekawego, olej kalendarz  

MM - Nie bój się zmian. Nie traktuj tego kalendarza jak dekalogu, czegoś nienaruszalnego. Dopóki trzymasz się fundamentów, czyli głównie tematyki bloga i REGULARNOŚCI, baw się kalendarzem. Jeśli na wtorek masz zaplanowany wpis, ale we wtorek rano obudzisz się natchniony niczym Werter, to przerzuć zaplanowany wpis na kolejny tydzień i napisz to, co Ci w duszy gra.

Żongluj tematami i poszukuj. Śledź ciekawych blogerów, czytaj, co się dzieje na świecie i w Twojej branży. Często nie jesteś w stanie przewidzieć niektórych rzeczy, a to one mogą się okazać Twoimi najlepszymi tekstami.

AU - Zdarza się, że wpisy zrobione na kolanie czy turbo spontanicznie przyjmują się tak świetnie, że nie ma co trzymać się sztywno kalendarza. Dokładnie tak było z wpisami z Marcinem. Miałam na te dni zaplanowane totalnie coś innego, ale jak naszła nas wena w niedzielny wieczór, wywróciłam cały plan do góry nogami. Jak widać - z niesamowicie dobrym skutkiem. :)


Pisz, twórz, publikuj

MM - Pozostała najprzyjemniejsza rzecz – sukcesywne ubieranie każdego z zaplanowanych wpisów w słowa. Ale o tym, jak pisać, aby inni chcieli Cię czytać, to już może przy następnej okazji. O ile ktoś z Was będzie nadal chciał mnie czytać. Inaczej to będzie piękny przykład paradoksu, o co w dzisiejszym świecie influłenserów nie trudno.

Pamiętaj, najgorsze, co może się wydarzyć, to moment, w którym staniesz się zakładnikiem własnego bloga. Zakładnikiem statystyk (och, to jest temat na kolejny wpis, a może i całą serię), zakładnikiem kalendarza, czy zakładnikiem swoich sztucznych ograniczeń i strachu. Cały myk polega na tym, aby balansować na granicy inspiracji, kreatywności oraz wolności i regularności, merytoryki i dyscypliny.

AU - Wiecie, za każdym razem, kiedy miałam ochotę zamknąć bloga i przez niego płakałam (dosłownie, haha) okazywało się, że przejęłam się statystykami, tym, że nie opublikowałam jakiegoś wpisu, kiedy miałam zamiar lub narzucałam sobie w związku z blogiem tak wielką presję, że nie wiem, kto podjąłby się tego zadania. 

Gdy zbyt mocno się spinam (co nie jest w moim wypadku tak rzadkie) Marcin mi doradza, bym zaczęła się tym bawić, żebym wróciła do stanu, w którym blog sprawia mi frajdę, bym wyluzowała i przestała się tak tym napinać. Bym wrzuciła wpis, który może nie będzie odkryciem świata, ale który mnie samej da po prostu przyjemność.

Konkretne, sztywne podejście jest fajnym punktem wyjścia, ale koniec końców ważne jest, by to, co robimy, dawało nam frajdę. 

MM - Mam nadzieję, że te kroki pomogą ci okiełznać temat blogowania i sprawią, że będzie to dla ciebie czystą przyjemnością, a nie karą. Jak już ten etap przetrawisz, to zabierzemy się za planowanie aktywności w mediach społecznościowych, czyli Fejsbuki, Instagramy i takie takie. Tam to jest dopiero gruba impreza i jazda bez trzymanki.

Do usłyszenia!


Również mam nadzieję, że drugi wpis ze wspólnej serii z Marcinem Was zainspirował. Dajcie znać, czy ten materiał był dla Was wartościowy, a jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało w komentarzach.

To jak, siadacie do blogowania?

Category
Biznes

You may also like

Previous Post

Książki, które już przeczytałam w tym roku i które mnie zachwyciły

Next Post

Fotografia, blog, media społecznościowe, pasje i życie prywatne - jak znaleźć czas na wiele projektów?