Ania Ulanicka

Bycie zajętym jest formą lenistwa

"Bycie zajętym jest formą lenistwa - niechlujności w myśleniu i bezmyślności w działaniu. Najczęściej jest przykrywką dla unikania niezwykle ważnych, ale niekomfortowych zadań. Brak czasu to brak priorytetów."


Przeczytałam te kilka zdań w książce Tima Ferrissa „Narzędzia tytanów” w tygodniu, kiedy nie wiedziałam, w co ręce włożyć i kiedy dosłownie bałam się zaglądać do kalendarza. Wiedziałam, że ujrzę zadania systematycznie przepisywane z jednego dnia na drugi.

Ciągle brakowało mi na wszystko czasu, ciągle miałam wrażenie, że kawa na mieście będzie w moim przypadku oznaką okropnego lenistwa.

A kiedy przeczytałam te kilka zdań poczułam, jakbym dostała małego kopniaka, który zmotywował mnie do kilku przemyśleń.

Oznaczało to dla mnie ni mniej, ni więcej, że podporządkowałam swoje dni zadaniom, które nie miały większego sensu w dłuższej perspektywie, a które skutecznie zabierały mi czas, który mogłabym (i powinnam!) poświęcić na wykonywanie tych projektów, które są faktycznie ważne.

Czyli w moim przypadku pracą z klientem, nawiązywaniem relacji, reklamą oraz analizowaniem, w jaki sposób mogę ulepszyć swoją usługę, aby była jak najbardziej satysfakcjonująca.


>> Zobacz wpis: Od zawsze chciałam dawać wartość.

Bycie zajętym jest formą lenistwa - niechlujności w myśleniu i bezmyślności w działaniu. Najczęściej jest przykrywką dla unikania niezwykle ważnych, ale niekomfortowych zadań. Brak czasu to brak priorytetów.


20% naszych działań daje 80% naszych efektów.

Idąc tym tokiem myślenia zadania, które dają mi zdecydowaną większość moich efektów z całego tygodnia powinnam móc upchnąć w jeden dzień. A jeśli mam pięć tak samo zaplanowanych dni tak samo ważnymi zadaniami, to halo ale ktoś tu jest kłamczuchem.

Wszystkie zadania nie mogą być ważne, choćbyśmy nie wiem co sobie wmawiali.

Jeśli przychodzi moment, w którym wszystkiego jest za dużo, może to oznaczać, że wybieram zadania bezmyślnie. 


>> Zobacz wpis: Zdejmij z siebie presję!


Do tych przemyśleń skłoniło mnie również sporo wpisów w social mediach, kiedy pod każdym ze zdjęć mogę przeczytać „busy monday/tuesday/wednesday/thursday/friday”. Busy life.

Potrafiło to działać na mnie bardzo przytłaczająco i wzbudzać wyrzuty sumienia, że nie jestem tak zajęta jak wszyscy. Bo czy w dobie kobiet sukcesu, #girlspower i #busymondays spacer z kubkiem kawy w ręku po mieście nie jest oznaką niedozwolonego lenistwa?


>> Zobacz wpis: 5 nawyków, dzięki którym pracuję krócej – czyli jak pracować mniej, a lepiej


"Kto pracuje dużo, ten nie pracuje ciężko." Thoreau

Nie jest dla mnie miernikiem sukcesu praca 24/7, a taka, która daje mi satysfakcję i czas dla siebie. Bo zamiast zapychać dzień mało ważnymi zadaniami, które swoją liczbą mogą przyprawić o ból głowy, wolę wrócić do początków.

I zastanowić się, czy byciem tak bardzo busy nie usprawiedliwiam swojej niechęci przed wykonaniem naprawdę ważnego zadania.

Więcej zdjęć z tej sesji z Anetą możecie zobaczyć we wpisie w moim portfolio na studioulanicka.com.

Category
PRACA
Share on

You may also like

Previous Post

7 podstawowych zasad, dzięki którym zrobisz lepsze zdjęcia TELEFONEM