Ania Ulanicka

Co, jak i gdzie planuję? Moje sposoby na ogarnięcie życia i biznesów

Moje systemy do planowania projektów i ogarniania ich ciągle się zmieniają. To, co się nie zmienia, to moja wierność papierowym notesom i plannerom. Wielokrotnie próbowałam korzystać z różnych aplikacji i zwyczajnie zapominałam, że ich używam.

Nie oznacza to, że papier jest tym ONE & ONLY, bo choćby do monitorowania dużych projektów czy budżetów używam google sheets (nie wszystko jednak papier zniesie!), ale i tak korzystanie z nich i uzupełnianie tabel mam wpisane do papierowego plannera. ;) 

Dodatkowo – planowanie na papierze traktuję też jako odskocznię i jakąś formę relaksu, przynajmniej od elektroniki. Pisanie długopisem czy ołówkiem po papierze ma swój specyficzny charakter i działa na mnie kojąco.

Planuję bardzo dużo rzeczy, bo już nauczyłam się, że jestem totalnie niespontanicznym człowiekiem, jeśli chodzi o regularność działań. Jestem elastyczna, mogę zmieniać i dostosowywać swój plan, ale jeśli nie zaplanuję nic, to marne szanse, że zrealizuję swój plan choć w części. Dlatego jeśli będziecie zdziwieni planowaniem przeze mnie niektórych rzeczy – wiedzcie, że naprawdę jest mi to potrzebne.


1. Planner/kalendarz

W ostatnich latach używałam kalendarza Moleskine, który był piękny, minimalistyczny i elegancki, ale niestety nijak się w nim nie mieściłam. Doklejałam kartki, nosiłam dodatkowe notesiki, cuda niewidy. Oprócz tygodniowego rozkładu potrzebowałam dodatkowej przestrzeni na to, by rozpisywać dietę, treningi, monitorować nawyki czy rozpisywać sobie szkicowo plan kolejnego tygodnia.

Z pomocą przyszedł mi planner od Aliny designyourlife.pl, którego używam od początku stycznia. Sam fakt, że planner na 6 miesięcy jest tej samej grubości, co mój Moleskine na rok (również z układem tygodniowym) świadczy o ogromie przestrzeni do wykorzystania. 

Co w nim planuję?

  • widok miesiąca: publikacje wpisów i sesji na blogach. Potrzebuję całościowego rzutu na to, jakie publikacje w danym miesiącu mnie czekają, tym bardziej, że postanowiłam być bardziej regularna i przygotować wpisy z wyprzedzeniem, jeśli mam taką możliwość. Chyba dodrukuję jeszcze drugi widok miesiąca na rozpisywanie sesji.
  • nawyki, nad jakimi pracuję: to oczywiście joga, medytacja, dziennik, trening/10k kroków, publikacje w sm, cotygodniowe podsumowania oraz trzy godziny pracy offline. To ostatnie jest bardzo ważną rzeczą w realizacji moich planów, którą muszę monitorować i się na niej skupiać. Podkreślę, że ja te nawyki mam już trochę wypracowane i stąd ich duża ilość. Zaczynać polecam od dwóch – trzech, by się nie przemęczyć. 
  • obok strony z nawykami spisuję plany na dany miesiąc (które po części wynikają z planu 12-tygodniowego, o czym wspominam na końcu): ile sesji chciałabym wykonać, ile wpisów opublikować, co nowego wprowadzić czy poprawić.
  • w widoku tygodnia planuję dni godzinowo. Rzeczy, które muszę wykonać o konkretnych porach oraz zadania na każdy dzień. Próbowałam robić to w aplikacjach, ale na mnie chyba naprawdę działa tylko widok na papierze. 
  • na dodatkowych stronach w każdym tygodniu planuję: jedzenie na każdy dzień w tygodniu (serio jak tego nie zrobię, to nagle jem pączki na obiad), publikacje w social mediach (ciężko mi czasami nad tym zapanować) oraz rozpisuję sesje zdjęciowe, nad którymi pracuję w danym tygodniu na etapy.

Podsumowując: planner służy mi głównie do nadawania terminów konkretnym rzeczom. Blogowym publikacjom, spotkaniom, sesjom, zadaniom w każdym dniu, nawykom, działaniom w mediach społecznościowym. Dzięki niemu każdego dnia i tygodnia widzę, swoimi własnymi oczami, co mam do ogarnięcia.

2. Dziennik N/T/S

Drugim mega fajnym notesem jest N/T/S od Jacka Kłosińskiego. Jeśli mogę kilkoma słowami określić, do czego go wykorzystuję, to jest to „praca nad skupieniem i nastawieniem”. Mam tendencję do rozpraszania się i wątpienia w swoje cele przez jakieś dołki czy coś, dlatego korzystam z niego każdego dnia. 

Rano – wpisuję datę, temat dnia (również na mnie dobrze działa grupowanie zadań tematycznie), priorytet oraz chyba najważniejszą dla mnie rzecz NASTAWIENIE. Dla przykładu: po świętach wróciłam niesamowicie napalona na pracę i niesamowicie zniecierpliwiona. Dlatego, dopóki nie utrwaliłam sobie tego w głowie, zapisywałam zdanie GOOD THINGS TAKE TIME. Ta mała czynność codziennie nastawiała mnie na cierpliwość, której ojej jak często mi brakuje.

Wieczorem – zapisuję sukcesy, wyciągam wnioski, a pustą stronę traktuję jako miejsce do luźnych przemyśleń. 

Sukcesy:

Mam tendencję do umniejszania tego, co zrobiłam i po nawet pracowitym dniu mówić BOŻE DZIŚ TO NIE ZROBIŁAM ABSOLUTNIE NIC. A potem wpisuję: 

  • Podpisałam umowę na fantastyczny reportaż ślubny z mega fajnymi ludźmi.
  • Zrobiłam trening i przeszłam 10k kroków (a po świętach to wyczyn!).
  • Opublikowałam wpis z moim zdjęciowym BEST OF 2018, który rozniósł się po internetach jak szalony.
  • Opublikowałam wpis na blogu z podsumowaniem roku.
  • Dostałam kilkanaście wiadomości z pytaniami o sesje zdjęciowe – cudnie! 

Nie brzmi tak źle, prawda? Czasami nie doceniamy tego, co zrobiliśmy danego dnia i fantastycznie jest to sobie uświadomić na koniec pracy.

Wnioski:

Rzeczy, które zauważam, że chcę kontynuować lub uważam, że powinnam poprawić.

  • Spanie 12h wcześniejszej nocy jest złe, bo nie mogę spać, zasypiam późno, muszę wstać o 6:00. Totalna masakra.
  • Kawa po 4h snu to Z.Ł.O.T.O.
  • Praca od rana (6:00) offline przez 3-4 bloki pomodoro* powinna być moim obowiązkiem. Jestem wtedy szatanem produktywności. :) 

*moje bloki Pomodoro to 45 minut.

Dodatkowa pusta strona obok to dziennik. Zapisuję tam luźne myśli, podsumowania, wyrzucam z siebie to, co we mnie siedzi. Oczyszczający rytuał na zakończenie dnia.

3. Pomysłowy notes ;) 

Drugi z notesów Jacka wykorzystuję typowo do rozkminiania biznesowych zagwozdek: ofert, szkiców wpisów, planów wpisów na kolejne tygodnie, pracy nad zleceniami, pomysłów na to, co chciałabym wdrożyć w bliższej lub dalszej przyszłości. Zwykle robiłam to na luźnych kartkach, ale sami pewnie wiecie, że jest to później nie do odnalezienia i nie do ogarnięcia. Tym sposobem wszystko mam w jednym miejscu i nie martwię się o to, że zwyczajnie wyrzucę jakiś fajny pomysł wraz ze stertą śmieci.

Nie korzystam z niego codziennie, raczej wtedy, gdy wpadnie mi coś fajnego do głowy lub potrzebuję wspomóc się tymi notatkami. Rozpoczęłam go podsumowaniem ubiegłego roku, dzięki czemu w każdej chwili podczas planowania mogę zerknąć do wniosków, jakie wyciągnęłam po ostatnich kilkunastu miesiącach.

4. Google sheets do monitorowania projektów na 12 tygodni

Jedyną niezbędną aplikacją, bez jakiej totalnie nie potrafię się obejść, jest monitorowanie postępu projektów zaplanowanych na 12 tygodni. Robię to w szablonie Dominika Juszczyka. Rozpisuję tam działalność związaną z tym blogiem oraz z działalnością typowo fotograficzną. 

Podobnie planuję również budżet, podliczam czas pracy nad projektami, rozpisuję dokładniej koszty zleceń – czyli wykorzystuję to do tematów, których nie byłabym w stanie samodzielnie przeliczyć czy ogarnąć na kartce papieru. 


Jak dobrze wiecie, eksperymentuję ze swoimi sposobami na ogarnięcie życia, a te ewoluują z miesiąca na miesiąc. Ten system jak na razie się sprawdza, choć pewnie za jakiś czas znowu go ulepszę.

Dajcie znać, czy odnaleźliście tutaj coś dla siebie, czy jesteście raczej zwolennikami narzędzi elektronicznych. :)

Category
MĄDRA PRACA
Share on

You may also like

Previous Post

Zabraniam sobie stresów, czyli rachunek sumienia po 2018!

Next Post

Jak odnaleźć swój styl w fotografii? Kilka pytań, które mogą Ci w tym pomóc