Ćwiartka raz. Jak ponownie pokochałam to, co polskie.

Nie wiem, czy spotkałeś się już z Karoliną Korwin Piotrowską – dziennikarką, felietonistką i pisarką. Wygadaną tak, że jej słowotoku nie sposób zatrzymać. Oczytaną i inteligentną babkę. „Ćwiartka raz”, o przewrotnym i dwuznacznym tytule, jak się okazuje – zupełnie nie na wyrost, jest moją pierwszą jej książką, ale pewnie nie ostatnią.

Jak mówi, według mnie zdecydowanie zbyt zachowawczo i delikatnie, okładka ksiażki: „Ćwiartka raz to zaproszenie do wspólnej podróży sentymentalnej przez wyjątkowe ćwierćwiecze w wolnej Polsce. To subiektywny przegląd tego, jakie zmiany zaszły w popkulturze, świadomości i gustach”. W książce dzieje się dużo. Czyta się ją jednym tchem, mimo że jest to tomiszcze o prawie ośmiuset stronach.

Karolina opowiada o każdym roku po kolei – od 1989 do 2014, z czego każdy z nich opisuje pod kilkoma aspektami: mediów, kina, muzyki, życia gwiazdorskiego i towarzyskiego. Bez owijania w bawełnę, zgrabnym, charakterystycznym sobie ciętym językiem.

Szalone lata ’90? A jakże! Niektóre fakty, w szczególności te późniejsze, jak przez mgłę, ale pamiętam.

Autorka przypomina, jak Polacy, przez tyle lat odcięci od wpływów zachodniej Europy uczyli się od nowa nowoczesności. Dla przykładu:

„Media rozpoczynają nierówną, ale wytrwałą walkę o męskie mydło, dezodorant, regularne wizyty u fryzjera czy dentysty oraz czyste skarpetki… Przez lata Polaka za granicą poznawało się po kreszowym dresie noszonym od rana, fatalnym uzębieniu, rozczłapanych butach, brudnych paznokciach i koszmarnej fryzurze. Do nadrobienia było strasznie dużo.”

Smutne to, bo smutne, ale ile łatwiej docenić teraz gust dobrze ubranych mężczyzn na naszych ulicach.

O tzw. polskiej muzyce ludowej, czyli disco polo Piotrowska pisze:

„Wokół disco polo wyrosła cała kultura dyskotek, cały w sumie fascynujący, dla mnie obcy, co nie znaczy wrogi, świat. Wtedy zapełniony marmurkowymi dżinsami, tureckimi bluzkami i czarnymi mokasynami z białą skarpetą. Owa biała skarpeta do wszelkiego obuwia to był symbol. Niby wszyscy wiedzieli, że to obciach, ale wtedy jakby zapomnieli, bo był to rodzaj manifestu. Odrzucenia tego, co do tej pory uznawano za normę. „

Za to w roku 1997 „Wszystko jest WOW! Jesteśmy (teoretycznie) coraz bogatsi, a więc zgodnie z zasadą, że nigdy nie jest się ani za chudym, ani za bogatym, życie jest w wersji light. Chuda kuchnia, chude jogurty, chude wszystko, tylko nam tyłki dalej rosną„.

Książka momentami jest komiczna – bo jakie mogą być białe skarpety, wielkie majty w fitnessowych sesjach w pierwszych magazynach dla kobiet albo gwiazda bez nogi na okładce, która padła ofiarą zachłyśniętego Photoshopem grafika. Jeśli chcesz to wszystko zobaczyć na własne oczy i uśmiać się po pachy, kup książkę. Nie pożałujesz! :)

W roku 2016 możemy uważać się za państwo europejskie – nie odbiegamy od reszty kontynentu strojem, posiadaniem czy mentalnością. Jednak ta książka bardzo nam uświadamia, jak długą drogę przeszliśmy od zakompleksionego, zagubionego, przestraszonego, biednego społeczeństwa do całkiem pewnych siebie, odważnych ludzi. Obywateli świata.

Karolina Korwin Piotrowska zmieniła mój pogląd na to, co polskie. Dzięki niej zrozumiałam trochę bardziej kontekst naszego dorastania jako narodu. Było ono dosyć długie i nie bez trudności. Odkryłam kilka niszowych produkcji, które kiedyś wzbudzały śmiech i krytykę, jednak z roku na rok niczym nie odbiegają od tych zagranicznych. Ba, bywają lepsze.

Momentami czułam sentyment do czasów, w których życie działo się nie tylko w internecie. Jednak głęboko wierzę w to, że wyrośliśmy na ludzi z intuicją. Umiemy dokonać wyboru.

Całe szczęście!