Ania Ulanicka

Czy masz odwagę przyjąć krytykę?

Było mi jakiś czas temu trochę wstyd, kiedy usłyszałam, że moja obróbka zdjęć jest smutna “jak z Pcimia Dolnego”. Szok niesamowity, bo byłam w niej zakochana i uważałam za przepiękną! Wzięłam jednak te słowa do serca. W innym wypadku zostałabym najsmutniej obrabiającym zdjęcia fotografem na świecie. 


ZANIM PRZECZYTASZ WPIS, ZAPOZNAJ SIĘ UWAŻNIE Z TYM WSTĘPEM:

Mimo swej dosadności, była to krytyka bardzo konstruktywna i odmieniająca, od ludzi, których ogromnie szanuję. Muszę zaznaczyć, że to porównanie z kilku zdań wyżej było niezwykle dla mnie zrozumiałe i w żadnym wypadku nie odebrałam tego jako wbijaną szpilę czy złośliwość. Poszłam po tę krytykę, nie mając takiego obowiązku, z własnej nieprzymuszonej woli. Czuję się również w obowiązku dodać, że w tym wpisie mówię o krytyce, z której można coś wynieść. Nie o hejcie i dopiekaniu.

Warto jednak zauważyć, że czasami możemy być w swojej pracy tak zakochani, że każdą opinię inną od naszej, nawet najbardziej dyplomatycznie wypowiedzianą, odbierzemy jako personalny atak. Miałam kiedyś z tym problem, szczególnie na studiach, kiedy każdy projekt krytykowany był dość mocno i niekoniecznie zwracano uwagę na dyplomację tych wypowiedzi. Jest to jednak problem tych, którzy tę wypowiedź w ten, a nie inny sposób formułują i nie powinniśmy tego brać do siebie. 

Jestem bardzo zorientowana na to, by być najlepsza w swoim fachu (nie na to, by się dołować i rezygnować) i każde słowo, z którego mogę coś wynieść (nawet jeśli wydaje się być zbyt dosadne), jest dla mnie cenne. Klienci niezadowoleni z produktu bądź usługi nie zawsze zwracają uwagę na swój język, co nie znaczy, że ich opinie powinniśmy zbagatelizować. Wręcz przeciwnie.

Odnosząc się do mojej smutnej obróbki - od tamtej pory moje zdjęcia wyzbyły się anemii i nabrały kolorów, co zauważyło wiele osób, a z czego ja jestem niesamowicie dumna. Był to swego rodzaju przełom w moim fotografowaniu.

Jeśli to, co napisałam wyżej, jest dla Ciebie jasne, możesz przejść do dalszej części wpisu! 


Nikt nie lubi słuchać krytyki.

Ja również. Kiedy słyszę coś, co mi się nie podoba, czuję się zakłopotana, robi mi się gorąco, stresuję się i nierzadko jest mi zwyczajnie przykro. Najchętniej wszelkie słowa krytyki otrzymywałabym mailem, żeby nie pokazywać swojej twarzy wtedy, kiedy słyszę nie to, co bym chciała i mogła przeżyć te chwile upokorzenia w zaciszu swojego mieszkania.

Ale - wiem, że mogę być zbyt zaślepiona, zbyt blisko tego, co robię i zbyt przywiązana, by zauważyć błędy. Byłabym nierozsądna, gdybym w stu procentach wierzyła tylko i wyłącznie temu, co sama myślę.

Więc słucham. Słucham, a potem biorę, co słyszę, na klatę. 

Słyszę, że ta fota jest kiepska i stać mnie na więcej (bo światło nie takie, bo mogłam się obrócić), że użalam się nad sobą, kiedy brak mi motywacji do pracy (bo czasami po prostu trzeba się spiąć i robić), że tak w ogóle - “to ogarnij się i wrzuć nowy wpis na bloga" (no bo zdarza mi się marudzić więcej, niż to warte). ;)


 

Fascynują mnie ludzie, którym mogę powiedzieć wszystko.

Mogę im powiedzieć, że nie jestem (tylko) od klepania po plecach, kiedy jest źle, a raczej od pomocy w poszukiwaniu rozwiązań. Mogę im powiedzieć, że gdzie w burzy mózgów dwie identyczne opinie, tam jedna osoba jest zbędna. Rozumieją, że powtarzanie jakiegoś błędnego działania w kółko nie sprawi, że nagle stanie się ono poprawne i są otwarci na to, co mam do powiedzenia. I vice versa.

Jesteś tak dobra, jak Twoje najsłabsze ogniwo.

Czy słyszałaś kiedyś, że narzekający klient to skarb? Wytknie Ci wszystkie słabe punkty Twojej usługi (produktu), dzięki czemu będziesz miała szansę ją ulepszyć. I nawet jeśli tej opinii daleko od dyplomatycznej, warto rozważyć, czy nie ma w niej ziarna prawdy. 

Czy dopuszczasz do siebie myśl, że Twój idealny w Twojej głowie plan może tak naprawdę się nigdy nie ziścić? Zachęcam do mierzenia wysoko, ale również weryfikowaniu pomysłów na bieżąco. A to jak wiadomo - ciężko jest zrobić w pojedynkę.

Czy pozwalasz sobie zasiać w głowie wątpliwość na temat tego, co robisz tylko po to, by móc spojrzeć z innej strony i zauważyć inne (być może jeszcze lepsze) rozwiązania?

Zasiewanie wątpliwości to coś, co lubię najbardziej.

Wielokrotnie zdarzało się tak, że kiedy usłyszałam konstruktywną krytykę od innych, zrobiłam coś o wiele lepszego, niż gdybym działała w pojedynkę. Nie wszystkie nasze pomysły są dobre, ale im mamy ich więcej, im częściej będziemy wyciągać je na wierzch, konsultować i rozmawiać - tym większa szansa, że znajdą się wśród nich prawdziwe perełki.  

Paradoksalnie również nabieram szacunku do osób, które potrafią szczerze powiedzieć mi, jakie błędy widzą w moich pomysłach. Mam ogromny respekt dla tych, dzięki radom których wyrzuciłam ze swojego planu pomysły i projekty, które kompletnie nie miały racji bytu.

Tylko będąc otwartym na słowo innych, zasiewając w głowie wątpliwość, podając swoje działania pod (czasami ciężką do przełknięcia) ocenę mogę natknąć się na myśl, która możliwe że nigdy nie zaszczyciłaby mnie swoją obecnością.


Na zdjęciach: Aneta simpledancerslife.com.

Category
INSPIRACJE, PRACA
Share on

You may also like

Previous Post

Zdejmij z siebie presję!

Next Post

3 pytania, które warto sobie zadać, kiedy kompletnie nic Ci się nie chce