Ania Ulanicka

Czym jest content marketing i jak się do tego zabrać? Rozmowa z Marcinem

Mój biznes idzie w kierunku, który niesamowicie mnie cieszy i zadowala. Robię cudne realizacje, pracuję z naprawdę inspirującymi ludźmi, a ciągle uważam, że to dopiero początek. Jeśli chodzi o działalność w internecie - jak to zwykle wygląda, uczyłam się wszystkiego sama, czytając, oglądając, naśladując innych. Wiele wskazówek na temat mojego biznesu otrzymałam od Marcina. Czasami były to dłuższe rozkminy, a czasami pojedynczo rzucone zdania i krótkie komentarze na temat tego, nad czym właśnie pracuję. Nie da się ukryć - Marcin jest zwykle pierwszą osobą, do której się zwracam, kiedy potrzebuję jakiejkolwiek rady. 

Pomyśleliśmy, że możemy trochę porozmawiać o tym, co zrobiliśmy wspólnie w moim kawałku internetowego światka i tą rozmową podzielić się z Wami, byście na konkretnym przykładzie mogli zobaczyć, co dało mi większe skupienie się na content marketingu. Mam ogromną nadzieję, że ten wpis choć troszkę Was zainspiruje. Gotowi? 

Zapinajcie pasy, lecimy! 


Marcin, my oboje wiemy, że jesteś kocurem i fantastycznie znasz się na tym, co robisz. Powiedz jednak kilka słów o sobie, by lepiej przybliżyć swoją ciekawą osobę. Daj się nam poznać! 

Moja babcia powiedziałaby, że jestem magikiem od kumputerów, bo potrafię znaleźć w internetach prognozę pogody i opis najbliższego odcinka „M jak Miłość”. Ja jednak skłaniałbym się bardziej w kierunku husarza content marketingu, czyli wszystkiego, co jest związane z social mediami i obecnością firmy w internecie (husarz dlatego, że podobno ninja jest już niemodny, a że za małolata dużo grałem w gry strategiczne, to tak już zostało). 

Ponad 5 lat temu zacząłem swoją przygodę z marketingiem. Oczywiście od praktyk w korpo, no bo jakżeby inaczej. Jednocześnie studiowałem Zarządzanie&Marketing w Szkole Głównej Handlowej. Były jedne praktyki, drugie i tak to się wszystko zaczęła rozpędzać. Pracowałem dla Panasonica, prowadziłem social media Ambasady Amerykańskiej w Polsce, czarowałem digitalowo w branży doradztwa strategicznego, a także pracowałem w Microsofcie. Potem przyszedł czas na magisterkę – również SGH, tym razem E-biznes ze specjalizacją w marketingu internetowym. W międzyczasie zgłębiałem tajniki zarządzania projektami oraz skutecznej promocji aplikacji mobilnej. 

Przez ostatni rok budowałem strategię content marketingową dla Uber Eats. Byłem odpowiedzialny za wszystkie kanały komunikacji zarówno od strony koncepcyjnej, jak i egzekucyjnej. No i tak już zostałem, obecnie pracuję w branży motoryzacyjnej jako, uwaga niespodzianka, marketingowiec. 

Jednak im dalej w las, tym coraz bardziej po głowie chodzi mi pójście na swoje i możliwość robienia naprawdę grubych rzeczy. Poznawanie nowych branż, nowych ludzi, eksperymentowanie z nowymi narzędziami i formami. W końcu u boku mam kobietę-rakietę, także chyba jest to nieuniknione. Pytanie tylko, kiedy to się wydarzy.

Okej, wiemy już trochę o Tobie i o tym, że znasz temat. Napisz teraz, najlepiej w kilku słowach, czym jest content marketing i dlaczego w ogóle powinno nas to pojęcie obchodzić? 

Oho, pytanie z serii – a czy Ty mnie w ogóle kochasz? 

Zadawane bardzo często i za każdym razem odpowiedź jest inna. Nawet, jeśli pytasz tej samej osoby. Dokładnie tak samo jest z content marketingiem. Obecnie słowem wytrychem, którego używa każdy szanujący się marketingowiec, czyli dosłownie każdy, bo wszyscy dzisiaj potrafią w markjetingi i przecież to nie jest żadna wiedza tajemna. A marketing treści to już w ogóle banał. Nie od dziś wiadomo, że dzieci już od pierwszej klasy  klepią precle SEO w ramach lekcji z języka polskiego.

Nie chcę zanudzać (o CM pisałem pracę magisterką, także definicjami mógłbym sypać jak z rękawa – Panie Promotorze, to Pana zasługa <3), dlatego podam definicję, z którą najbardziej się utożsamiam. 

Content marketing to strategia polegająca na docieraniu do ściśle sprecyzowanej grupy docelowej poprzez opracowywanie dedykowanych dla niej wartościowych treści. Marketing treści bazuje na budowaniu długotrwałych relacji z konsumentem poprzez interakcję i zaangażowanie obydwu stron. 

I strategia ma tutaj kluczowe znaczenie. Nie jednorazowy strzał, a przemyślane i długotrwałe budowanie, oto klucz do sukcesu. Tyle teorii, śmigamy do dania głównego, bo jeszcze nikt o samym jarmużu nie przeżył choćby godziny. 

Można próbować, ale czy warto? Kiedy się poznaliśmy, działałam już od jakiegoś czasu w internetach. Szybko jednak okazało się, że są rzeczy, które warto było u mnie poprawić. Przejdźmy więc do omówienia kilku zagadnień content marketingu na przykładzie moim i mojego biznesu, żeby mieć bardziej klarowną wizję. Co uważasz za największą zmianę u mnie, jaką zasugerowałeś mi w ciągu ostatnich miesięcy?

Hmm, od czego by tu zacząć. Do jutra mi się zejdzie wyliczanie. Dobra, żartuję. Żebyśmy mieli jasność – według mnie świetnie sobie radzisz w internetach i moje wskazówki były już bardziej pro. Także nie skupialiśmy się na tym, czy warto założyć Instagrama i jeśli tak, to jak to zrobić, jaką wybrać nazwę i jaki dać opis. Polecieliśmy grubo, czyli wgryźliśmy się w konkretne przypadki. 

Okej. Opowiedz bardziej konkretnie na moim przykładzie, co zmieniliśmy, żeby wszyscy czytający mieli jasność. 

Co wspólnie poprawiliśmy?

1. Kalendarz contentowy – to od tego zaczęliśmy.

Ania była bardzo nieregularna w komunikacji online. Najbardziej kulał blog, bo jak się poznaliśmy, to śmigał, że aż miło, a potem przez kilka miesięcy była cisza. Totalna cisza. Instagram i FB jakoś działały, ale było to raczej spontaniczne i bez szerszej wizji. Bardziej zabawa niż strategia. 

Zaproponowałem Ani stworzenie kalendarza contentowego. Teraz do tego używa Notion i podobno sprawdza się cudnie. Namówcie Anię, żeby napisała o tym programie kilka słów. Zaczęliśmy od budowania kalendarza blogowego, potem przerzuciliśmy się na czysty social. Efekty widzicie sami. Niedługo Ancia wyskoczy z lodówki. 

Tak, to prawda. Zauważyłam, że najsłabszą moją stroną jest regularność publikacji. Jeśli czegoś nie zaplanuję i nie przygotuję wcześniej, cokolwiek może sprawić, że regularność leci na łeb, na szyję. Jest to jedna z najważniejszych rzeczy, nad jakimi pracuję od dawna. I faktycznie - pomaga mi kalendarz publikacji w Notion i szkice postów, które robię w międzyczasie. Co dalej? 

2. Zmiana myślenia o social mediach – w ten aspekt włożyliśmy wspólnie wiele pracy.

Nie jestem w stanie zliczyć godzin spędzonych na rozkminach. Ania traktowała social media trochę po macoszemu. Jako nowinkę technologiczną i coś, co robią wszyscy, dlatego i ona powinna to robić. Raczej bez zrozumienia sensu i tego dokąd zmierza.

To się zmieniło. Starałem się Ani pokazać, że social media to jest tez jej praca. Równie ważna co reportaże ślubne czy sesje wizerunkowe. Może i bezpośrednio na nich nie zarabia, to są one takim „niewidocznym aniołem stróżem” jej biznesu. Im więcej wysiłku i czasu poświęci na dopracowanie swoich mediów społecznościowych, tym ciekawszych i bardziej dochodowych klientów pozyska. Proste i zawsze się sprawdza.

Pamiętam, jak kiedyś powiedziałeś, że strasznie olewam media społecznościowe, a powinnam traktować je na równi ze zleceniami. Sama widzę ogromną różnicę w ilości zapytań, kiedy uaktywniam się w social mediach, dodaję wpisy na blogi, instagram i stories. Aż samej ciężko mi było w to uwierzyć. 

3. Poprawność językowa.

Na szczęście tutaj Ania radzi sobie dobrze i potrzebny był bardziej tuning, niż metamorfoza (przecinek przed niż postawiłem specjalnie, bo Ania maniakalnie, do dzisiaj, wpycha go przed niż).

Zawsze czytam Ani tekst i sugeruję zmiany. Oczywiście ostateczna decyzja leży po jej stronie. Często oprócz przecinków zwracam uwagę na stylistykę i Ani ulubione „tasiemce”. Tasiemce, czyli zdania, które zanim skończysz czytać, to już dawno zaparzysz kawę, weźmiesz prysznic, a i może się zdrzemniesz. 

Podrzucam też Ani ciekawe książki traktujące o poprawności językowej. I wiecie co? To działa!  Z każdym kolejnym wpisem mam wrażenie, że uwag jest coraz mniej. Z drugiej strony może to być efekt tego, że wpisy są krótsze. Spryciula z niej!

4. Rozdzielenie komunikacji – Ania bardzo często duplikowała treści.

Ma kilka kanałów i brandów i często się w nich gubiła. Nie za bardzo była widoczna różnica pomiędzy każdym z nich. Wiele treści się przeplatało, był chaos. 

Rozpisaliśmy z Ania kluczowe cechy każdego z brandów. Zebraliśmy parasol i do niego zaczęliśmy dostosowywać treści. Coś a la budowanie domu. Zaczynasz od fundamentów, potem idziesz w górę, krok po kroku. Co ciekawe, Ania od razu była w stanie powiedzieć różnice pomiędzy swoimi dziećmi. Problem polegał na tym, że nie umiała tego zastosować w praktyce. Po rozpisaniu i dostosowaniu treści i narzędzi, nagle wszystko nabrało sensu. Eureka, to działa!

Kiedyś faktycznie totalnie nie wiedziałam, co gdzie publikować. Bardzo dużą zmianą było dodanie drugiego konta na instagramie, w którym publikuję tylko i wyłącznie zdjęcia z portfolio. Głównym kontem jest to, w którym buduję po prostu swoją markę osobistą. Nagle wszystko stało się jasne. 

5. Autentyczność i marka osobista.

Najtrudniejszy element do zmiany, bo wymagający od człowieka nie tylko umiejętności twardych i wiedzy, ale przede wszystkim zmiany myślenia, o czym więcej napiszę później. Autentyczność przyciąga i autentyczność sprzedaje. To nie jest tajemnicą. W połączeniu ze świadomym budowaniem marki osobistej może zdziałać cuda.

Ania bardzo dobrze czuje się przed kamerą. Sprawia jej to wręcz radość. I to trzeba wykorzystywać, szczególnie w dobie Instagram Stories. To właśnie tam człowiek może pokazać siebie. I trzeba z tego korzystać. Często Ani powtarzam, żeby wyluzowała. Owszem, trzeba pamiętać o tym, że to nadal biznes i budowanie wizerunku, ale nikt nie chce oglądać naburmuszonego i wiecznie niezadowolonego człowieczka.

Dzisiaj na Instagramie wszystko jest perfekcyjne. Jajecznica od linijki, chleb krojony z laserowym miernikiem. Nawet rozlana kawa musi nawiązywać do impresjonistów. Nasze życie takie nie jest.

Warto pokazywać coś, z czym ludzie się utożsamią.

Najtrudniejsze w tym jest zachowanie profesjonalizmu i estetyki. Ale Ania ma to opanowane do perfekcji, co widać po jej Instagramie. Kiedyś głównie zachowawcze i bezosobowe posty, teraz dużo radości, uśmiechu i motywacji. Ania bardzo dobrze żongluje prywatą i życiem zawodowym. To jest podstawa w budowaniu marki osobistej. Tak trzymać!

Ciągle walczę z tym, by nie pokazywać się w internecie jako zachowawcza dama, którą przecież nie jestem. Pozwalam sobie na więcej spontaniczności i luzu, nie zastanawiam się tyle nad formą. Jeśli mam coś ciekawego do przekazania, nawet mniej związanego z biznesem, po prostu to robię. 

Co uważasz za najważniejszą zmianę? 

Zmiana myślenia. Serio - tylko i aż. Od tego powinno się zacząć każdą zmianę. To, że ktoś nam powie, że trzeba publikować regularnie nic nie zmieni, jeśli będziemy się wstydzić. Nowe narzędzie do monitoringu nic nie zmieni, jeśli będziemy traktowali działalność w internecie jako obowiązek lub karę. Należy oswoić się z myślą, że stajemy się „osobami publicznymi”, że fejsbuki, instagramy i inne media społecznościowe staną się nasza codziennością. Oddamy trochę swojej prywatności i czasu prywatnego, w zamian otrzymamy klientów, wizerunek. Coś za coś. W końcu nie ma nic za darmo.

Tym akapitem można podsumować moje stories, których ciągle wstydzę się nagrywać przy ludziach. A powinnam traktować to po prostu jak część pracy, obowiązek, jak choćby obróbkę zdjęć. Jakie błędy popełniam nadal? 

Ania chyba największy problem ma z blogiem. O ile Instagram nabrał mocnego rozpędu, komunikacja na FB i Insta ma ręce i nogi – materiały się nie duplikują, zostały wydzielone przestrzenie tematyczne i kręgosłup dla każdego brandu, o tyle blog nadal kuleje.

To jest taka sinusoida Ulanickiej – jednego dnia naskrobie 5 wpisów, potem przez miesiąc cisza i foszek na bloga.

Brakuje konsekwencji i zacięcia. Wierzę jednak, że z każdym tygodniem Ania coraz bardziej zakumpluje się z blogowaniem i będzie nam dostarczała cudnych treści.

Staram się!!! :D Wiesz, czasami można stracić już cierpliwość do tworzenia i publikacji, kiedy tyle czasu trzeba czekać na efekty. No właśnie, ile? Kiedy się ich spodziewać? 

Najtrudniejsze i najbardziej bolesne pytanie. Pewnie w głowie macie już wizje setek tysięcy ludzi przesiadujących na Waszych blogach, mnóstwo followersów na Insta i w ogóle marki dobijające się do Was z każdej strony. Niestety content marketing wymaga czasu. Wymaga też mnóstwo dyscypliny i determinacji. 

Dzisiaj chcemy wszystko mieć na już, najlepiej na wczoraj. Content marketing uczy pokory. Uwierzcie mi, że ciężka praca się opłaca. Moment, w którym nagle wszystkie trybiki wskoczą na swoje miejsce będzie cudownym momentem. Oczywiście potem trzeba naoliwiać maszynę, modernizować i analizować, żeby trybiki się nie stępiły, ale jak już raz maszyna pójdzie w ruch, tak nikt i nic jej nie zatrzyma.

No dobra, może oprócz Was samych.

Ja swoje internety pielęgnuję dość długo, to miesiące i lata prób i błędów. Nie wiedziałam nic, kiedy stawiałam swojego pierwszego bloga i konto na instagramie. Teraz raczej nie narzekam na brak pracy, ale faktycznie - publikuję już od dawna, konsekwentnie i wracam po każdym okresie ciszy. ;)

To, co na pewno dzięki Tobie zapamiętałam to to, że trzeba publikować, publikować i publikować. Nie ma publikacji, nie ma mnie. To była bardzo wartościowa i dająca wielkie efekty lekcja!

Mam nadzieję, że moje obserwacje będą dla Was wartościowe i każdy z Was wyciągnie sobie z tego coś dla siebie. Dajcie znać, jeśli wpis się Wam podoba. Wtedy chętnie siądziemy z Anią do rozbudowania każdego zagadnienia i kto wie, może to będzie początek czegoś zajebistego?


Content marketing to niesamowicie obszerny temat i mam wrażenie, że nawet nie zrobiliśmy z Marcinem nawet wstępu, ale jeśli zajdzie taka potrzeba, opublikujemy takich wpisów więcej. Dajcie znać, czy takie materiały są dla Was wartościowe, a jeśli tak, to co chcielibyście przeczytać w następnym wpisie. :) 

Category
Biznes

You may also like

Previous Post

Podsumowanie lutego - biznes, lifestyle, dobre rzeczy i to, co chciałabym poprawić

Next Post

#GIRLBOSSES, które sfotografowałam i czego się od nich nauczyłam