Ania Ulanicka

Edynburg – co zobaczyć, zjeść i jak doświadczyć tego szkockiego miasta?

Kiedy myślę o wakacjach, niekoniecznie jako pierwsze na myśl przychodzą mi miejsca, w których człowiek nie rozstaje się z parasolką i zamiast kawy wybiera gorącą czekoladę. Niemniej, kiedy usłyszałam hasło „A może Edynburg?” poczułam ekscytację i natychmiast zaczęłam się zastanawiać, co uroczego w tym mieście mogę zobaczyć.

Bo mimo pogody, która nie dla każdego wydaje się spełnieniem urlopowych marzeń, to szkockie miasto jest niezwykle urokliwe. Powiedziałabym, że wręcz na każdym kroku przepełnione atmosferą rodem z Harrego Pottera. I nic dziwnego, bo przecież w Edynburgu, w jednej z kawiarni, patrząc przez okno na zamek na wzgórzu, Rowling miała na serwetce opisać przygody chłopca, który przeżył.

Wylecieliśmy z Polski pierwszego września. Poza tym, że na lotnisku zorientowałam się, że nie spakowałam swoich ważnych leków na cały tydzień i się dosłownie tam poryczałam z bezsilności, wszystko przebiegło bez przeszkód. Przed wylotem musieliśmy wypełnić ankietę, którą otrzymaliśmy po rezerwacji biletów. Nikt jednak tej ankiety nie sprawdził. W drodze powrotnej kolejną uzupełnialiśmy już na pokładzie, a następnie oddaliśmy ją załodze.

Brytyjskie miasta mają swój charakterystyczny klimat, który strasznie mi się podoba. Jak tylko wylądowaliśmy w Edynburgu i zjedliśmy śniadanie, poszliśmy na długi spacer i pierwszą herbatkę! I mimo że w Polsce przy piętnastu stopniach raczej próżno szukać przesiadujących na zewnątrz klientów, tak tutaj wydawałoby się nikt nie zwraca uwagi na urywający głowę wiatr. ;)

Niesamowicie urocze, klimatyczne i śliczne uliczki Edynburga! Nie mogłam oderwać wzroku od wystaw, które, każda bez wyjątku, były przepiękne!

1. Wnętrze National Museum of Scotland. Wejścia do muzeów w Edynburgu są bezpłatne, ale względu na obostrzenia związane z COVID-19, duża część Muzeum była zamknięta. Mimo że Muzeum mocno na tym traci, to i tak uważamy, że warto było je odwiedzić. | 2. Widok na Zamek. | 3. Z takim widoczkiem można wsuwać fish and chips! | 4. A w tej okolicy jest niezwykły antykwariat.

Panorama Edynburga jest dość ciekawa – dosłownie na każdym kroku można natknąć się na cmentarze. Całe porośnięte trawą nie wyglądają aż tak mrocznie jak te w Polsce. ;) Wzniesienie widoczne na zdjęciu to Arthur’s Seat – podobno widok z niego jest wart wspinaczki.

Sławna kawiarnia Elephant House, w której Rowling zaczęła pisać Pottera. To niesamowite, bo w jej okolicy znaleźliśmy mnóstwo rzeczy, które natychmiast skojarzyły się nam z powieścią i które mogły służyć jako jej początek. Sama kawiarnia według nas jest trochę przereklamowana. Ale przecież fani Pottera nie odpuszczą takiej okazji.

Krótkie spodenki? Why not. Przecież mamy aż 15 stopni!

A za chwilę… deszcz. I tak w kółko.

Nie za bardzo lubię towarzystwo ogromnych ilości kurzu, które sprawiają, że nie mogę przestać kichać, ale ten antykwariat naprawdę ma klimat!

Z plecakiem, parasolką rzuconą w kąt i trochę zmarznięta. Ale przecież nie odmówię sobie zdjęcia z tak uroczym widokiem. Dla zainteresowanych – jest to Victoria’s Strees. Warta odwiedzenia ze względu na zatrzęsienie kolorowych witryn.

Fajnym punktem jest na pewno Portobello Beach, na którą można przyjechać jednym z autobusów z centrum. Prawie zawsze chodziliśmy pieszo, ale po kilkunastu tysiącach kroków ten nieco dłuższy dystans postanowiliśmy przejechać komunikacją. A kto nie chciałby pojeździć piętrowym autobusem. ;)

Naprawdę trudno było znaleźć kąt, pod jakim ustawić się do zdjęcia, by uniknąć wiatru i nie pozować z włosami na twarzy.

Co jedliśmy? Co piliśmy? 1. Naprawdę wartym odwiedzenia punktem jest Whisky Museum (tutaj wejście jest akurat płatne kilkanaście funtów). Nigdzie wcześniej nie dowiedzieliśmy się tyle o produkcji whisky. Na zdjęciu fragment kolekcji jednego z fanów whisky, licząca trzy i pół tysiąca butelek.) | 2. Fish and chips jako obowiązkowy punkt programu! | 3. Jedna z najlepszych pizz, jakie jedliśmy, czyli Civerino’s Slice. Pizza na kawałki, z chrupiącym ciastem i wielką ilością sera. Pizzowy comfort food! | 4. Wegańskie różowe gofry z bitą śmietaną i owocami w Naked Bakery.

Moje dwie miłości Edynburga: pieski cookapoo (a może cavapoo? Albo jeszcze inne?) oraz gorąca czekolada, której w taką pogodę nie mogłam się oprzeć.

Odwiedziliśmy również National Gallery of Scotland. Wystarczyło zarezerwować bilety z dwudniowym wyprzedzeniem, by znaleźć wejście na dogodną dla nas godzinę.

Jak wyglądały obostrzenia związane z COVID-19?

Pod tym względem Szkocja jest dość restrykcyjna. Wszystkie wejścia, również te darmowe, musieliśmy rezerwować na konkretne godziny i nie było możliwości wejść nawet 15 minut wcześniej. Wszędzie maseczki były obowiązkowe, nie dało się również nigdzie niepostrzeżenie wejść bez dezynfekcji rąk. ;) W każdym miejscu, które odwiedzaliśmy (nawet kawiarni) musieliśmy podać swoje dane (imię, nazwisko i telefon), w razie gdyby okazało się, że na miejscu przebywał ktoś zarażony. Wszędzie liczba odwiedzających jest mocno ograniczona. Zauważyliśmy również, że wiele miejsc było zamkniętych, niestety również na stałe.

Wegański donut w Naked Bakery i ta niezwykle fotogeniczna ścianka!

Dean Village – najstarsza część Edynburga.

My partner in crime!

Kategorie
Lifestyle

Sprawdź także

Poprzedni post

Warsztaty marka i portret: relacja z najbardziej inspirujących warsztatów fotograficznych 2020

Następny post

Nikon Z6 - moja opinia, wrażenia i zdjęcia