Ania Ulanicka

Jak pracować produktywnie, kiedy totalnie Ci się nie chce

Siedzę przed komputerem, wgapiam się w migający kursor i frustruję tym, że absolutnie nie mogę zabrać się do pisania. Mam beznadziejny humor. Nałożyło się trochę spraw firmowych, trochę problemów prywatnych i nawet biała czekolada w lodówce nie obiecuje pocieszenia humoru i zmiany nastawienia. 

Napisałam do siostry. Że źle się czuję, że mam doła i że wszystko mnie denerwuje, a miałam napisać artykuł, do którego totalnie nie mogę się zabrać. Miałam być super przygotowana, miałam mieć zrobione notatki, które później uzupełnię i voila, tak bez wysiłku powstanie nowy wpis. Nic z tych rzeczy.

E: Czego brakuje Ci do tego wpisu?
A: Tekstu, haha. Nie napisałam jeszcze nic.
E: A o czym masz napisać?
A: O tym, jak pracować produktywnie, kiedy totalnie Ci się nie chce.
E: Haha, kochana, no to przecież wpis w sam raz dla Ciebie na ten moment. Napisz o tym, jak się teraz zabierasz do pracy. 

Dokładnie to teraz zrobię. Zabiorę się do tego wpisu, pokonam swoje przeszkody i powiem Ci, jak pracować produktywnie, kiedy totalnie nie masz na to ochoty. 

Wiem, że dzisiaj tym bardziej może to być Tobie potrzebne. Kot chodzący po klawiaturze, współpracownik z biurka obok, który okazuje się być Twoim chłopakiem, niepozmywane naczynia w zlewie i suszące się ubrania, a pewnie i sporo myśli krążących w głowie, które nie pozwalają się skupić.

Tak jest dzisiaj u mnie.

Wiadomo, że jak się pracuje, to się powinno siadać i pracować, ale nie ukrywajmy, nie zawsze tak to wygląda. Czasami przychodzi moment, kiedy absolutnie nie masz na to ochoty.

Różne rzeczy dzieją się w ciągu dnia, które mogą negatywnie wpływać na Twoje plany. Ważne, by sobie uświadomić, że to normalne i że nigdy nasze warunki pracy nie będą idealne. Czasami się coś wykrzaczy, źle się poczujesz, mocno się wkurzysz albo pokłócisz się z partnerem. Nie ma co sobie robić wyrzutów, że nie jesteś tak produktywny, jak byś chciał. Reaguj na to, co się wokół Ciebie dzieje i bądź elastyczny.

Czasami warto po prostu odpuścić. Albo zrobić totalne minimum. 


Jak pracować produktywnie, kiedy totalnie nic Ci się nie chce?


Robię listę rzeczy do zrobienia i ustawiam je według ważności.

Pierwszym krokiem, jaki robię, kiedy totalnie nie mam ochoty zabierać się za cokolwiek, jest wypisanie wszystkiego, co mam w tym momencie do zrobienia i wyrzucenie tego z głowy.

Zapisz zadania w jednej notatce, na jednej kartce, żebyś miał wszystko na jednej stronie. Później ułóż te zadania według ważności ich wykonania. Na początku takie, które ABSOLUTNIE muszą być zrobione. Zadania, które sprzyjają określonym przez Ciebie celom, są zgodne z Twoimi wartościami, które podlegają nieprzesuwalnym deadlinom. 

>> Jak zaplanować pracę, by wspierać życiowe wartości, zawodowe cele, mieć czas na pasje, czas wolny i rozwój?

Na mojej liście znalazło się między innym napisanie tego artykułu, zaplanowanie postów na Instagramie, odpowiedzi na pytania do wywiadu i wysłanie ofert.

Wiedziałam, ze dopóki nie napiszę artykułu, nie będę mogła zaplanować postów na Instagramie. Na pytania do wywiadu mogę odpowiedzieć jutro, podobnie sprawa wygląda z ofertami. Mniej ważne zadania z listy przerzuciłam bez skrupułów na kolejny dzień. Postanowiłam zrobić to, co było dla mnie ważne i miało jasny deadline.

Dzięki temu z listy, która miała kilka przeróżnych pozycji pozostała jedna, bardzo konkretna i ważna dla mnie: napisanie artykułu na bloga.

Jak pracować produktywnie, kiedy totalnie Ci się nie chce? Określ jasno zadanie, które masz do zrobienia w pierwszej kolejności.
Jak pracować produktywnie, kiedy totalnie Ci się nie chce? Określ jasno zadanie, które masz do zrobienia w pierwszej kolejności.

>> Jak planować publikacje na bloga i media społecznościowe?


Odkładam telefon za siebie, wkładam słuchawki na uszy i maksymalizuję okno z zadaniem, które teraz robię. 

Przeprowadzono badania, że telefon, którego nie używamy i jest wyciszony, ale leży w zasięgu wzroku, nadal źle wpływa na skupienie. Jedyną opcją, która działa w moim przypadku jest położenie telefonu w takim miejscu, by nie był w ogóle widoczny. To nie wywołuje w nas bodźców z nim związanych. Ja odkładam telefon na stół, który znajduje się za moimi plecami. 

Podczas pracy nad moim produktem bardzo często wkładałam na uszy słuchawki, by odciąć się od otoczenia i przez godzinę pracować w totalnym skupieniu. Dzięki temu wyrobiłam sobie nawyk. Kiedy tylko zakładam słuchawki i włączam określoną playlistę, łatwiej jest mi się skupić. Przyzwyczaiłam się, że muzyka i słuchawki to skupienie i rzetelna praca. Jest to też jasny sygnał, że pracuję nad czymś ważnym i potrzebuję czasu na pracę w spokoju. 

Ostatnim krokiem jest wyłączenie niepotrzebnych aplikacji na laptopie, kart w przeglądarce i maksymalizacja okna z zadaniem, nad którym teraz pracuję. W tym momencie mój ekran wygląda tak, że widzę tylko program do pisania, w którym tworzę swój tekst. 

Robię jedną rzecz na raz.


Ustawiam sobie krótki deadline pracy nad najbliższym zadaniem.

Już i tak ciężko mi się jest zabrać do pracy, więc jeśli zaplanowałabym zbyt długą pracę nad jednym zadaniem, nie pomogłoby mi to. Czuję wewnętrzną presję (którą sama sobie nakładam), by nadrobić cały ten zmarnowany czas i chciałabym zrobić jak najwięcej. Jednak wizja pracy przez kilka długich godzin w stanie, w którym nie jestem na siłach zabrać się za nic, byłaby trochę przerażająca.

Dlatego, by stanąć na wysokości moich sił w tym momencie oraz by siebie zbytnio nie przerazić, planuję naprawdę mały krok. Taki, który będzie łatwy do zrobienia. Na przykład taki: będę przez 20 minut pracowała nad tekstem, po tym czasie, jeśli nadal będę się źle czuła, na dziś odpuszczę. Włączam minutnik i działam.

Jak się pewnie domyślasz, rzadko kiedy odpuszczam. Często wygląda to tak, że po tych 20 minutach tak wkręcę się w temat, że nie będę chciała w tym momencie przestać i dokończę najważniejsze zadanie. A później pójdę za ciosem i odkreślę kolejne zadania z listy.

Często najtrudniej jest przełamać schemat. Wyrwać się z tej wszechogarniającej niemocy i rozpocząć realizację zadania. Dla mnie ten rytuał robienia listy, odkładania telefonu, włożenia słuchawek i maksymalizacja okna to nierzadko codzienny rytuał, który towarzyszy mi każdego ranka. Dzięki temu mam szansę się rozpędzić, a kolejne zadania z listy łatwiej jest mi wykonać. 

>> Najważniejsza zasada produktywności – praca głęboka

Jak pracować produktywnie, kiedy totalnie Ci się nie chce? Rób jedną rzecz na raz. Rozpraszacze w ogóle tego nie ułatwiają.
Jak pracować produktywnie, kiedy totalnie Ci się nie chce? Rób jedną rzecz na raz. Rozpraszacze w ogóle tego nie ułatwiają.

Kiedy planuję swój dzień, planuję tylko 3/4 czasu, który przeznaczam na pracę.

Nigdy nie planuję całego dnia swojej pracy, bo rzadko udaje się te wszystkie plany zrealizować. Zawsze po drodze się coś wykrzaczy, coś będzie trzeba ratować, poprawiać, a na mailu pojawi się wiadomość, na którą już teraz, w tym momencie, koniecznie trzeba odpowiedzieć.

Albo, tak jak to wygląda u mnie teraz, przez jakiś czas będę musiała zmagać się ze swoim rozmemłaniem. Shit happens!

Możemy być niemal pewni, że każdego dnia wydarzy się coś niespodziewanego. Co z tego, że zaplanuję swój dzień pod korek, skoro i tak nie zrealizuję tego planu, a to w efekcie doprowadzi do niepotrzebnej frustracji.

Nauczyłam się planować mniej optymistycznie. Planuję to, co koniecznie musi być zrobione i co jest naprawdę ważne.

Dzięki temu szanse na realizację wszystkich zadań są większe, a co za tym idzie – wzrasta moje poczucie własnej wartości. Nie wyrzucam sobie każdego dnia, że moja lista zadań wydłuża się, zamiast się skracać. Czuję się dobrze z tym, że realizuję swoje plany. A tym samym nabieram ochoty na kolejne działania, bo wiem, że jestem skuteczna.


Nie zapominam o podsumowaniu i nagrodzie.

Podczas kwarantanny mój dzień się bardzo ustabilizował i jak nigdy wcześniej pracuję o bardzo regularnych porach. Wcześniej, kiedy kilka razy w tygodniu realizowałam sesje zdjęciowe, czasami wracałam ze studia nawet o późnych godzinach wieczornych.

Dzisiaj moim naturalnym zakończeniem dnia pracy jest 17:00, godzina treningu online. Przed 17:00 zerkam na swój kalendarz i sprawdzam, co udało mi się zrealizować, a co ewentualnie będę musiała przełożyć na jutro. Nie przedłużam sztucznie swojej pracy, by nadrobić to, czego nie zdążyłam zrobić w ciągu dnia. Wiem, że szybciej zrobię to rano, kiedy będę wyspana niż teraz, kiedy jestem styrana po kilku godzinach intensywnej pracy.

Cieszy mnie to, co zdążyłam danego dnia zrobić i wpływa to pozytywnie na moje poczucie sprawczości. Jestem dumna, że popchnęłam ważne dla mnie zadania i bardzo to doceniam. Cieszę się również, że po ich realizacji mogę zająć się czymś, co sprawia mi ogromną przyjemność. Pracuję w ciągu dnia z myślą, że zrobię po południu fajny trening, zjem coś dobrego na kolację, obejrzę odcinek Grace i Frankie albo doczytam „Atomowe nawyki”.


Jak pracować produktywnie, kiedy totalnie Ci się nie chce? Podsumowanie:

  1. Wypisuję wszystko, co mam do zrobienia i wybieram zadanie, które w tym momencie jest najważniejsze.
  2. Odkładam telefon za siebie, wkładam słuchawki na uszy i maksymalizuję okno z zadaniem, które teraz robię. Robię jedną rzecz na raz.
  3. Ustawiam sobie krótki deadline pracy nad najbliższym zadaniem. Opieram się presji nadrobienia zmarnowanego czasu.
  4. Kiedy planuję swój dzień, planuję tylko 3/4 czasu, który przeznaczam na pracę. Zawsze się coś wykrzaczy.
  5. Nie zapominam o podsumowaniu i nagrodzie. Doceniam zadania, które zrobiłam, a po pracy robię coś, co sprawia mi ogromną przyjemność.

I tak oto dzięki tym kilku krokom powstał ten wpis. Nie zasiadałam do niego z wielką ochotą, pomysły na pisanie się ze mnie nie wylewały, natchniona wena również nie zaszczyciła mnie swoją obecnością. Ale zdążyłam już trochę poznać siebie i swoje schematy i wiem, czym się ratować, kiedy bardziej przypominam kanapowe burrito niż rekina produktywności. Mam nadzieję, że i Wy odkryjecie na siebie sposób.

Category
Produktywność

You may also like

Previous Post

7 zdjęć marca

Next Post

30 faktów o mnie