Jak przekuć stres w swojego sprzymierzeńca w pracy?


Mam taką urodę, że jestem niecierpliwa i jeśli nie wychodzi mi wszystko tak szybko, jak bym tego chciała, zamartwiam się, tworzę w głowie czarne scenariusze i nie myślę o niczym innym, jak tylko o paśmie niepowodzeń lub ewentualnie o przesłodkich słodyczach. Bardzo niedobrze.

W takich momentach, aby nie runąć ze sprawami szybciej, niż na dobre zdążyły się rozkręcić, polecam się opamiętać i przekuć stres w swojego sprzymierzeńca.

Jak tego dokonać??? Śpieszę z pomocą!


1. Powiedz mi, czego się boisz.

Ja na przykład mam tak, że ogromnie stresuję się przed zdjęciami z nowymi osobami. Wy pewnie myślicie, że tylko Wy się stresujecie przed fotami, a to w ogóle nie tak. Obawiam się odmowy, obawiam się krytyki oraz niezadowolenia klienta z moich usług – i ten ostatni lęk jest najsilniejszy (i to głównie powoduje stres, ale jest to zupełnie naturalne, jeśli robimy coś, na czym nam zależy). W pracy ze stałymi klientami jest trochę inaczej – oni znają mnie, ja znam ich i wiemy, czego możemy się po sobie spodziewać.

Boimy się rozmów o pracę, bo nie znamy firmy lub osoby, z którą będziemy rozmawiać; boimy się egzaminów, które wiążą się z niepewnością zdam czy nie zdam. Boimy się nowych sytuacji, w których się jeszcze nie sprawdziliśmy.

2. A teraz hola – co najgorszego może się wydarzyć?

Wyobraź sobie, co w sytuacji, której się obawiasz, może się potoczyć źle. Nie ograniczaj się. Czarny scenariusz.

Mój jest taki: spartaczę robotę -> nikomu nie spodobają się moje zdjęcia -> nigdy nie zbuduję fantastycznego portfolio -> nie znajdę przez to żadnego zlecenia -> wydam wszystkie swoje pieniądze, jakie skrupulatnie gromadziłam na budowanie biznesu -> będę musiała zwinąć interes -> nie opłacę mieszkania/rachunków -> zamieszkam pod mostem -> wszyscy się ode mnie odwrócą -> nigdy już nawet na etacie nie znajdę pracy.

Nie wiem, czy to mądre i czy tak przystoi, ale tak to właśnie widzę. (Ale czy takie coś ma szansę się wydarzyć? Serio?)

3. A teraz popatrz, co za głupotki wymyślasz i wytłumacz mi to.

Nasz umysł lubi sobie dramatyzować (kto nie lubi, hehe, nie ma dramatu, nie ma zabawy) i przez jedno niepowodzenie doprowadzić nas do rozpaczy. Ale! Najważniejsze jest to, aby zdawać sobie z tego sprawę, a lęki oraz czarne scenariusze potraktować jako ostrzeżenia i kopniaki do działania, a nie wizje prorocze. Od nich jest Wróżbita Maciej, my jesteśmy od działania.

Więc – oswajaj swoje lęki i neguj czarne scenariusze. Dla każdego niepowodzenia, które wymyślisz, znajdź kontrargument; coś, co zaprzecza tej okropnej wizji. Na moim przykładzie:

– Po pierwsze – żyję na swoim już czwarty miesiąc i na razie nie zanosi się na bankructwo. Zdjęcia robię, więc nie ma co panikować.
– Wiem, że robię całkiem fajną robotę i jestem na tyle zdeterminowana, że będę szukać zleceń, aż je znajdę i zapełnię nimi kalendarz.
– Moja oszczędna natura nie pozwoli mi na to, abym wydała pieniądze do ostatniego grosza. Jeśli zbliżę się do krytycznego momentu, zacznę szukać innych sposobów utrzymania. (Ręka na pulsie!)
– Nikt się ode mnie nie odwróci, bo przecież wszyscy mnie kochają <3 bez względu na ilość złota, której jeszcze nie zarobiłam.
– A jeśli mi nie wyjdzie, znajdę pracę (czyli wrócę do punktu początkowego, ale bogatsza o doświadczenie; też na plus).

4. Przypomnij sobie sytuację, kiedy poradziłeś sobie w takich okolicznościach.

Czasami zapominamy o swoich sukcesach, a to jest dobry moment, aby je sobie przypomnieć. Jeśli obawiam się jakiejś sesji zdjęciowej, przypominam sobie kilka podobnych, z którymi poradziłam sobie świetnie, klient był zadowolony, ja cała, ilość złota się zgodziła, a już tym bardziej nikt nie ucierpiał. Ważne jest, aby sobie uświadomić, że ta nowa sytuacja wcale nie jest taka nowa i że kiedyś nam się udało.

5. Jak możesz się do tego przygotować? Zrób plan działania.

Jeśli masz jakieś obawy, oznacza to, że są to słabe punkty Twojego planu, na które powinieneś zwrócić uwagę. Przed każdą sesją zdjęciową mam wizję, że przychodzę na miejsce zdjęć, a w aparacie ni baterii, ni karty. Ta obawa każe mi pięć razy wcześniej sprawdzić, czy wszystko jest na swoim miejscu. :)

Jeśli obawiam się o ilość zleceń – planuję określony czas w tygodniu na ich poszukiwanie. Jeśli nie otrzymam tylu zleceń, ile mnie satysfakcjonuje w danym okresie, szukam ich tyle czasu, aż znajdę. Jeśli obawiam się bankructwa – ustalam kwotę oszczędności, poniżej której nie mogę zejść; jeśli się do niej zbliżę – zacznę szukać innego źródła utrzymania. W projektach długoterminowych warto pamiętać o regularnych, mniejszych krokach i ustaleniu pewnych granic, punktów kontrolnych, które dadzą Ci bezpieczeństwo. Trzeba trzymać rękę na pulsie i nieustannie weryfikować sytuację, aby w razie potrzeby zmienić plan (nie cel!).

Poszukaj rozwiązań w internecie, zapytaj bardziej doświadczonych, co Ci radzą, dołącz do grup na fejsbuku i rozmawiaj z tymi, którym się udało. Nie bój się poprosić kogoś o pomoc, nawet jeśli ma to być tylko bliska Ci osoba, która spojrzy na sytuację z boku i pośmieje się z Twojego dramatyzowania.

Może być tak, że jakaś sprawa jest tylko dlatego stresująca, że wydaje się wielka i nie do ogarnięcia. Wtedy należy podzielić ją na jak najmniejsze kroki, dzięki czemu wyda się mniej straszna.

Pomocne wpisy: Planowanie długoterminowe – jak zaplanować cel? oraz Pozytywne nastawienie – jak je osiągnąć i jak pomaga w pracy?

6. Pamiętaj, że dzięki wyzwaniom możemy się rozwijać!

Jeśli pokonasz jakiś problem, czegoś się nauczysz. Jeśli setki rozmów z klientami mogą nauczyć mnie odporności na stres, odmowy oraz lepszej komunikacji – czy nie jest to już duży krok? Nie bój się wyzwań.

7. Oddychaj.

Nie spinaj się. Kiedy się stresuję, zapominam o oddychaniu, napinam mięśnie przy karku tak, że aby się rozejrzeć, musiałabym się pewnie obrócić cała. A nie chcę wielkością karku konkurować z kulturystami. Nie w tym wcieleniu.

Wstań, rozluźnij się, weź pięć głębokich oddechów i wróć do sprawy. Na spokojnie i z rozsądkiem.


PODSUMOWUJĄC:

1. Zwróć uwagę na obawy, które pojawiają się u Ciebie najczęściej.
2. Stwórz najczarniejszy z czarnych scenariuszy.
3. Obal czarną wizję rozsądnymi argumentami (i koniecznie się z niej pośmiej).
4. Podnieś się na duchu i przypomnij sobie podobną sytuację, w której sobie poradziłeś.
5. Potraktuj obawy jako słabe punkty i przygotuj się do nich.
6. Pamiętaj, że wyzwania to rozwój.
7. Oddychaj! :)


Zdaję sobie sprawę, że stresu nie da się odczarować w minutę i raz na zawsze go pokonać. Wiem, że czasami wygląda to na dyskusje ze sobą, kto ma rację i przekonywanie siebie, że damy radę.  Ważne, aby w sytuacji stresowej w porę się opamiętać, podejść do niej z rozsądkiem i przekuć w energię. Tego Wam życzę! <3


  • Jestem na etapie oswajania swoich potworków 😉 czasem są naprawdę dziwne… ostatnio się stresowałam, że ktoś zobaczy na moim blogu, że jestem bardzo wrażliwa 😅 zrobiłam najczarniejszy scenariusz, a przełamanie zaowocowało nowym wpisem. Da się! Już mi lepiej ;)
    Fajne rady, konkretne i treściwe. Trzeba wyłazić ze strefy komfortu,o!

    • Ahahaha, serio??? :D Ja na początku pisania bloga w ogóle bałam się wszystkiego, o matko. Przez to te wpisy były jakieś takie mdłe i niemrawe. Ale z czasem się człowiek oswaja z nowością i jest coraz bardziej sobą. Trzeba się właśnie ciągle po troszeczku popychać do przodu. I będzie git!

      • Kurcze, myślałam, że tylko ja się tak boję;) ale małe kroki i jakoś leci. Po naszej ostatniej rozmowie przełamałam się i zaczęłam używać swoich zdjęć. Nie są idealne, ale będzie lepiej z każdym dniem:) dziękuję i ściskam mocno!

  • Czytałam kiedyś książkę „Jak przestać się martwić i zacząć żyć” (czy jakoś tak) i przyznam, że techniki, o których tam wspominano były bardzo podobne do tych, o których Ty piszesz (znowu!). :)
    Muszę wrócić do tamtej lektury, bo była naprawdę pomocna dla osób, które notorycznie czymś się martwią. :)

    • Hehe, czy warto w takim razie sięgać po książkę, którą znam bez czytania? :D Mam ją na swoje liście i na pewno w niedługim czasie przeczytam i zweryfikuję, kto tam mojego blogaska skopiował.

  • Bardzo ważne aspekty poruszyłaś, w bardzo przystępny sposób :) Podobno 90% rzeczy, którymi się zamartwiamy w ogóle się nie wydarza ;)

  • Marek Markowski

    Stres to niezwykle wyniszczający czynnik. Ja polecam dystans. W końcu po co się martwić czymś na co nie ma się wpływu? :)

    • Nie do końca się mogę zgodzić z tym, co piszesz, bo post dotyczy sytuacji, na którą akurat ma się wpływ, i to duży. :) A tym bardziej, jeśli przekuje się stres w swojego sprzymierzeńca.

  • Prawda jest taka że wszyscy się boimy przed nowym i nieznanym. Ale też trzeba wziąść pod uwagę że możemy się potknąć (mamy do tego prawo). Więc jeśli to się stanie to wstajemy, poprawimy koronę i wyciągamy wnioski :)

  • Mi często pomaga myśl, że przecież już to ktoś to kiedyś zrobił i dał sobie radę, żyje dalej, świat się nie zawalił, więc nie ma się czym aż tak martwić :)

    • Ja często właśnie z tego względu inspiruję się biografiami, nawet niekoniecznie fotografów. Życie innych pasjonatów równie mocno motywuje do działania! :)

  • Dla mnie oddychanie i świadomość tego ze będę o tyle bardziej doświadczona zwykle pomaga

  • Przez bardzo długi czas stres był moją zmorą! Ale właśnie dzięki podobnym patentom jak opisane w Twoim wpisie udało mi się go pokonać. Od siebie mogę polecić prostą i skuteczną metodę – wystarczy przez trzy minuty wypisać na kartce wszystko co siedzi nam w głowie. Mogą być to pojedyncze wyrazy, po prostu wszystko. W ten sposób wyrzucam z siebie zmartwienia i spokojnie mogę zająć się pracą☺
    Sama też piszę o stresie, to ogromy problem, a posty takie jak Twój są niezwykle potrzebne!

    • Ooo właśnie! Zapomniałam o tej metodzie, o której wspomniałaś. Ja najczęściej stosuję ją wtedy, kiedy tak się jakoś wszystkim przejmuję, że przez dzień czy kilka godzin nie jestem w stanie nic zrobić. Najczęściej wypisuję zadania, nawet te najmniejsze, które siedzą mi w głowie, a później planuję kilka z nich. Podobna metoda była opisywana w Getting Things Done, nie wiem, czy czytałaś. Jak dla mnie mega trafiona. :)
      Dziękuję za komentarz!

  • Ja się stresuję nawet, że mam stres. To już podlega pod chorobę chyba.
    Choć z biegiem czasu, patrząc wstecz robię wielki postęp. Dawniej wszystkim się stresowałam, ale myślę, że ten stres u mnie napędzali inni. Bo chciałam ich zadowolić, nie robić przykrości i stresowałam się, że znów nie wyjdzie.

    Pozdrawiam i zapraszam
    http://designyourhappylife.com/

    • Masz rację – uwolnienie się od oczekiwań innych ma ogromny wpływ na to, jakie my mamy samopoczucie. Bardzo dobrze, że sobie to uświadomiłaś i że jest coraz lepiej. Trzymam kciuki za dalsze powodzenie! :)

  • Pingback: Poodpoczynkowe plany - blog, biznes i osobiste. Do pracy, rodacy!()

  • Pingback: Jak sobie radzić ze stresem? | chwilaspokoju.pl()