Jak przestać porównywać się z innymi?

Nie wiem, jak Wy, ale ja bardzo lubię otaczać się inspirującymi osobami. Uwielbiam dobre blogi. Ubóstwiam świetnych fotografów. Kocham czerpać inspirację do działania garściami, podziwiać sukcesy innych i patrzeć na to, jak piękne rzeczy tworzą. Uwielbiam siadać z kubkiem kawy i odwiedzać profile tych ulubionych. Uwielbiam patrzeć na zdjęcia, z których kipią emocje. Czytać teksty, po których łzy ciekną mi po policzkach. Uwielbiam podziwiać dobrych twórców i karmić swoją kreatywność nowymi inspiracjami, które mam nadzieję wdrożyć i przenieść na własne pole działania.

Czasami jednak taka sesja rodzi ogromną presję. Powoduje, że przestaję czuć się na siłach, aby realizować własne działania. Czuję się mała, bezsilna i tak bardzo niedoświadczona i początkująca. Jest to moment, w którym zaczynam stawiać siebie obok twórców, którzy są dla mnie wzorem.

Przestaję się inspirować, a zaczynam porównywać.

Posiadanie wzorów do naśladowania i osób, które już osiągnęły cele, do których my dążymy może być szalenie inspirujące i ułatwiające działanie. Przecież wystarczy, że prześledzimy ich ścieżkę kariery i mamy dosyć dobre wskazówki co do tego, w jaki sposób my powinniśmy się poruszać. Jednak łatwo jest zapomnieć o tym, że te osoby mają za sobą już niesamowicie długą drogę. Porównywanie bardzo szybko podburza pewność siebie – ja od razu tracę ochotę na produktywne działanie i konsekwentną pracę, jest okropnym marnotrawstwem czasu i frustruje, zamiast budować.

Nie ma jednak tego złego, czego nie można by opanować, dlatego i ja powoli uczę się, jak zamieniać swoje pytanie „Z czym ja do ludzi” na „Co mogę teraz zrobić”.

1. Bądź tego świadomy.

Uświadom sobie, że właśnie to porównywanie psuje Twój humor, odbiera Ci pewność siebie i to ono jest często powodem, dlaczego Twój dzień jest mniej produktywny, niż powinien. Często łapię się na tym, że w takich sytuacjach przewijam Instagram w nieskończoność podziwiając piękne zdjęcia, jakie chciałabym zrobić. Wtedy wydaje mi się, że wszyscy dookoła mają łatwiej, niż ja, nie mają problemów z brakiem weny/światła/pomysłów/motywacji. Uświadamiam to sobie, a wtedy pomaga mi rzecz kolejna.

2. Miej plan.

Bardzo łatwo jest się zagubić i trwonić czas na podglądniu innych, kiedy nie mamy określonego planu działania. Ja najczęściej najgorsze momenty mam wtedy, kiedy kończy się jeden etap, a zaczyna drugi. Nie muszą być to przełomowe momenty – zdarzyło mi się to na przełomie stycznia i lutego, kiedy podsumowałam pierwszy miesiąc mojej pracy. Dopiero kiedy zaplanowałam konkretne działania na luty, odzyskałam pewność siebie i przestałam się martwić, że nie idę w kierunku, w którym powinnam. Skup się na swoich działaniach i pokochaj proces.

3. Pamiętaj, że nikt nie jest perfekcyjny.

Odwrócę sytuację. Wiele razy słyszałam, że jestem niesamowicie zorganizowaną osobą i że komuś tej umiejętności brakuje i chciałby tak mieć. Słuchajcie, to nie jest tak, że u mnie wszystko tyka jak w zegarku i zawsze jestem zwarta i gotowa do pracy. To kompletna nieprawda. Przeżywam tyle samo kryzysów, co wszyscy inni, tyle że uczę się je przezwyciężać i jak najszybciej wracać na dobry tor. Na blogu i we wszystkich mediach społecznościowych staram się motywować najbardziej, jak się tylko da, bo zdaję sobie sprawę, jak optymizm i energia potrafią dać kopniaka do działania.

I tak też staram się widzieć tych, których podziwiam i nie zapominać o tym, że publicznie pokazujemy w większości to, co najlepsze. A tak naprawdę stanowi to kilka procent całości. Kolosalna większość to pot, łzy i ciężka praca, haha. Serio.

4. Jeśli musisz się porównywać, porównuj się do siebie.

Często kiedy wpadam w pułapkę porównań, przeglądam swój kalendarz – najchętniej notatki dotyczące podsumowań, stare zdjęcia, starsze wpisy. Przypominam sobie, ile słabsze umiejętności miałam chociażby rok temu. Sprawdzam, ile udało mi się zrobić (nawet tych najmniejszych rzeczy) przez ostatni tydzień, czy miesiąc. Staram się spojrzeć na swoją drogę z szerszej perspektywy. Jakkolwiek mały postęp by to nie był, postęp jest postępem.

5. Nie zazdrość. Inspiruj się.

Uważam, że to naprawdę świetne mieć wzory do naśladowania. Jednak zamiast im zazdrościć i wzbudzać w sobie destrukcyjne uczucia, lepiej spróbuj nauczyć się czegoś z ich sukcesów i dzięki temu ulepszyć siebie. Jeśli możesz – wyślij tej osobie wiadomość i zapytaj o wskazówki. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak ciekawą odpowiedź możesz uzyskać! Bałam się kiedyś pisać do lubianych przez siebie ludzi, ale przełamałam się i muszę przyznać, że nawiązałam dzięki temu wiele fantastycznych relacji!

6. Ten moment jest najlepszy.

Uświadomienie sobie tego było chyba dla mnie momentem przełomowym. Czasami zadaję sobie pytanie: „Dlaczego nie zajęłam się fotografowaniem wcześniej?” i zawsze dochodzę do wniosku, że zwyczajnie nie byłam gotowa. Nie miałam warsztatu, pomysłu, pewności siebie. Dobrze jest popychać siebie do działania zamiast czekać na ‘ten idealny moment’, ale nie robić nic wbrew sobie.

Idealny moment jest tu i teraz.


WPISY Z OSTATNIEGO TYGODNIA:

Najważniejszą relacją, jaką tworzysz, jest relacja, którą tworzysz ze sobą.
9 książek, które chcę przeczytać w tym roku.


CO NOWEGO W TYM TYGODNIU:

– Jako że ostatni tydzień był w dużej mierze poświęcony przeróżnym spotkaniom (na niektórych jednak nie udało mi się zachować ani godności, ani całych paznokci), ten tydzień zapowiada się dużo ciężej; różne fajne rzeczy się ostatnio dzieją, ale o tym napiszę już w kolejnym miesięcznym podsumowaniu!
– Jak już wiecie z FB – planuję ruszyć w niedługim czasie (już w marcu!) z kolejnym cyklem wpisów, tym razem poświęconym fotografii. Jeśli więc chodzą Wam po głowie fotograficzne problemy, które mogłabym w nim rozwiązać – piszcie! Na pewno wezmę to pod uwagę. :)

Pięknego tygodnia!  <3


  • Najważniejsze to pamiętać,że każdy z nas jest inny. Nie możemy stać się tacy sami jak dana osoba,to by było nienaturalne,a działając w sposób nienaturalny ciężko osiągnąć sukces. Inspirować się jest dobrze, ale nie warto próbować stać się tą osobą. Możemy wyciągać wnioski z tego jak ktoś osiągnął/osiąga cel czy sukces, może pewne rzeczy wprowadzić do swojego życia,ale nigdy nie oznacza to,że zwalnia nas to z tworzenia własnego planu działania. Pozdrawiam.

    • Masz całkowitą rację. :) Sama się kiedyś przyłapałam na tym, że jeśli nie dostosowywałam tego, co gdzieś podejrzałam do siebie, a bezmyślnie robiłam to samo, przeważnie nigdy nie dawało to pożądanego efektu.
      Bardzo ładne podsumowanie! :)

  • Porównywane się do innych jest pewną naturalną rzeczą – najlepiej jeśli porównania są pozytywne i dają siłę i inspiracje. Oczywiście że zastanawiamy się „dlatego ja na to nie wpadłam wcześniej” ale z drugiej strony miejmy na uwadze że ktoś dokładnie tak samo może myśleć o naszych działaniach. Tylko tego nie wiemy :)

    • Otóż to! Z tym porównywaniem w drugą stronę całkowicie się zgadzam – zbyt często zapominamy o tym, że my również możemy kogoś inspirować. Celna uwaga!

  • Ale mi się dobrze czytało Twojego posta :). Uwielbiam, tak jak Ty, inspirować się osiągnięciami innych ludzi. W pewnym momencie też miałam tak, że usiłowałam się z nimi porównywać, aż doszłam do tego, że każdy z nas jest inny i porównywać się mogę tylko z sobą samą z przeszłości i przyglądać się postępom jakie robię.
    Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

    • Bardzo miło mi to czytać. :) Dziękuję serdecznie!

  • Monika Skrobol

    Kurczaczki! Strasznie podoba mi się Twój blog! Nie jesteśniadanie przypadkiem moją siostrą bliźniaczką? :D Po inspirację i teksty podobne do Twoich zapraszam też do siebie, skoro lubisz czytać :D

    • Ale fajnie! Haha, nic mi o tym nie wiadomo, ale kto wie, gdzie i kiedy można trafić na bratnią duszę! :D
      PS. Chętnie bym wpadła, ale – dodaj adres swojej strony w disqusie. :D

  • Jakie to świetne uczucie móc przyznać przed sobą, że jestem świadoma swojej wartości bez porównywania jej z innymi ludźmi. Nie wiemy, przez co przeszła inna osoba, co nią kieruje w życiu, czy jest szczęśliwa mając to, co my nazywamy szczęściem i czego zazdrościmy.
    Tak jak napisałaś – porównujmy się do wczorajszego ‚ja’, a tylko wtedy będziemy mogli się rozwijać i doskonalić :)

    • To fantastyczne uczucie! I bardzo się cieszę, że zwróciłaś uwagę na to, czy druga osoby, której możemy zazdrościć, jest szczęśliwa. Hmm, może to całe porównanie to kwestia tego, że efekt wcale nie powinien być ostatecznym celem, a proces sam w sobie?

  • Mnie zawsze denerwowało takie porównywanie do wszystkich wokół – nie tylko gdy sam porównywałem się do innych, ale też, a może i przede wszystkim, gdy bliscy mi ludzie porównywali mnie do innych. Strasznie siadała mi pewność siebie oraz samoocena i to już w bardzo młodym wieku. Zawsze się bałem tego co inni pomyślą, nigdy nie chciałem wypaść gorzej od innych przez co przestałem się udzielać w różnych zajęciach szkolnych itp. Czułem się przytłoczony tym byciem cały czas najlepszy i moja psychika bardzo źle to zniosła.
    Dopiero w wieku około 20 lat zrozumiałem jak przestać się porównywać do innych dzięki czemu znalazłem chęci i siły do rozwijania się w kierunku w jakim od zawsze marzyłem. Dużo w tym też pomogła mi moja pierwsza (i jeszcze aktualna) praca.
    Trochę jeszcze mam z tym wszystkim problem, ale przez te wszystkie lata właśnie doszedłem do dość podobnych wniosków jakie wymieniłaś w tym tekście i czuję, że z takim podejściem jest o wiele wiele łatwiej żyć i robić to co się chce robić, to co się lubi.
    Bardzo trafny tekst.

    A tak z innej beczki to śledzę Twojego bloga od kiedy zobaczyłem Twoje zdjęcia na tookapic i jestem pełen podziwu Twojej twórczości. Tak trzymaj! :)

    • Oj tak, tutaj poruszyłeś mega ważny aspekt porównań! Można mówić o tym długo, zaczynając od porównań innych osób na systemie oceniania kończąc. ;) Ale po sobie widzę, że bardzo dużo daje usamodzielnienie się. To jakoś dodaje powera. Ciekawi mnie – co to za praca?

      Ale miłe słowa, dziękuję! :D

      • Zgadzam się w stu procentach.
        Usamodzielnienie się na pewno sporo zmienia.

        Ogólnie to jest dość zawiła historia z tą pracą.
        Na początku byłem razem z moimi kolegami takimi jakby pomocnikami kierownika projektu, ale w miarę rozwoju działu moje stanowiska się zmieniały, bo byłem osobś techniczną do obsługi urządzeń do skanowania postaci do gier, montażystą filmów i zdjęć sferycznych, a jakieś 4 miesiące temu zostałem młodym grafikiem 3D.

        Mieliśmy dość sporą wolność twórczą, że tak to określę i przez ten czas również zacząłem odkrywać i poznawać siebie jakby na nowo. Zacząłem inspirować się innymi – ludźmi z pracy czy ludźmi z branży, a nie tylko porównywać i uświadamiać sobie wtedy jaki to jestem beznadziejny.
        Postawiłem za cel nauczenia się grafiki przynajmniej w podstawowym zakresie, a to że w pracy uwierzyli we mnie i dali mi szansę rozwoju w tym kierunku to tym bardziej popchnęło mnie i moje myślenie do przodu. Wtedy zacząłem bardziej myśleć o sobie, a nie tylko o tym co inni powiedzą, itp. Po tym wszystkim kupiłem też swój pierwszy własny aparat (jako moje spełnienie kolejnego marzenia z dzieciństwa). Nie zważając na wszystko i w tym kierunku zacząłem się rozwijać. :)

        I gdybym tylko te parę lat temu trafił na taki tekst co Ty napisałaś… jak to by wtedy pomogło. Dochodzenie do takich prawd życiowych czasami (tak jak w moim wypadku) przychodzi baaaardzo długo.

        • Możliwe, że by pomogło, ale zdarza się również, że do niektórych rzeczy zwyczajnie musimy dojrzeć. Być może tak było w tym przypadku? Trzeba czytać blogi – taki z tego wniosek, haha! :D
          Fajne jest też to, że każdy, nawet najmniejszy sukces popycha do następnego. Każdy jeden wniosek na temat siebie przynosi kolejny. Wystarczy zacząć. :)
          A Tobie życzę powodzenia!

  • Miło mi że znalazłem tak bardz ciekawy wpis. Gratuluję! Teamt wyczerpany do dechy ;-)