Jak przywrócić motywację do pracy i zmusić się do działania? 11 kroków!

Kiedy z jakiejś przyczyny wypadam z rytmu pracy/ treningów/ zdrowego jedzenia, ciężko jest mi znowu wrócić. Czasami nawet nie chce mi się o tym kompletnie myśleć. Powroty są trudne, ale co wtedy zrobić i jak przywrócić motywację do pracy i zmusić do działania mimo lenistwa?

Ostatnio miałam taki czas, że budziłam się chwilę przed wyjściem, jadłam szybkie śniadanie, po pracy siadałam do komputera i nadal pracowałam do momentu, aż szłam spać. Moim celem na najbliższy czas jest powrót do zdrowego trybu życia, treningów, zdrowego jedzenia i w ogóle dbania o swoje samopoczucie. Muszę przyznać, że się trochę rozleniwiłam i nic nie kusi mnie tak mocno, jak łóżko, kakałko i laptop, ale dosyć tego lenistwa – czas na zmiany!

Poniżej podaję niezawodne sposoby, które pozwolą wrócić do normalnego rytmu.

Jak zmusić się do działania?1. Skup się na jednym celu.

Powyżej napisałam kilka rzeczy, co do których nie byłam tak wzorowa, jak powinnam. Zawsze jednak, jeśli mam wybierać ze składniowych zdrowego trybu życia, wybieram ruch. Mogę robić jakieś jedzeniowe grzeszki, ale porządna treningowa dawka zawsze lepiej na mnie działa w pierwszej kolejności, a dopiero później jedzenie. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie, nie rzucam się na ciastka po treningu. Mój umysł działa w taki sposób, że wykonany trening bardziej mobilizuje mnie do zdrowego jedzenia, niż na odwrót. Zwyczajnie szkoda mi zmarnować ten wysiłek. Dlatego wybieram zmianę, która ma szansę pociągnąć za sobą kolejne.

W przypadku pracy – jeśli mocno bym się leniła, wybrałabym na przykład pracę nad nowymi wpisami na blogu. Portfolio, komentarze, maile, social media – na tym nie skupiałabym się tak bardzo. Wiem, że praca nad wpisami pociągnęłaby kolejne zmiany.

2. Znajdź inspirację.

Jeśli chodzi o treningi – nie tak trudno o inspirację. Wystarczy przez kilka minut popatrzeć na wyrzeźbione ciała tych wszystkich fit girls na Instagramie i motywacja do walki wraca.

Jeśli chodzi o pracę nad jakimś projektem – wystarczy przeczytać artykuł na dany temat, przeszukać Pinteresta w poszukiwaniu motywujących cytatów, albo którąś z moich motywacji. :)

3. Wypisz, co Ciebie w tym ekscytuje, jakie są korzyści.

Przeważnie kiedy nie chce mi się ćwiczyć, myślę o tym, jak się czuję po wykonanym treningu. Wyobrażam sobie, jaką radością mnie to napełnia i jak lubię być zwyczajnie zmęczona. Z jaką przyjemnością jem później górę warzyw! Matko, co za satysfakcja. Albo myślę, jak fajnie będzie się po nim rozciągać – uwielbiam to! (Nie wspominam już o sześciopaku na brzuchu, krągłych pośladkach i jędrnych ramionach, bo to jasne, prawda?)

W pracy nad projektem natomiast warto podkreślić, jakie elementy tej pracy są najbardziej ciekawe, które przynoszą najwięcej przyjemności i za które najchętniej byśmy się zabrali. I od tego małego przyjemnego elementu należy zacząć pracę. Później pójdzie już z górki, nawet już z tymi trudniejszymi!

Proste sposoby na to, jak zmusić się do działania.

4. Zapisz swój cel.

KONKRETNIE. Zrobię cztery treningi w tygodniu. Napiszę jeden artykuł. Zrobię pięć zadań z matmy. Przerobię jeden rozdział.

Nie „schudnę, popiszę, zrobię matmę, poczytam”. Cel musi być MIERZALNY. Taki, o którym po wykonaniu możesz powiedzieć, że go zrobiłeś, albo nie. Bo albo masz ten artykuł, albo go nie masz; albo zrobiłeś trening, albo nie, prawda? Kiedy skończy się „popisanie” albo „schudnięcie”, hmmmmm? Konkrety!

5. Myśl o tym codziennie.

Ustaw sobie inspirującą tapetę, która będzie przypominała o Twoim zamierzeniu. Zapisz trening w kalendarzu o konkretnej godzinie. Powieś kartkę z zadaniem w widocznym miejscu. Niech coś Tobie o nim codziennie przypomina.

6. Poproś kogoś o wsparcie.

Możesz porozmawiać z bliską Tobie osobą i powiedzieć, że pracujesz nad powrotem do swoich nawyków i może zwyczajnie brakować Ci motywacji. Jeśli się z kimś umówisz, ta osoba na pewno przypomni Tobie o tym. Mnie „Ćwiczyłaś dzisiaj???” motywuje jak nic innego. Serio. Grzecznie zakładam adidaski i ćwiczę jak wzorowa fitnesska.

7. Zrób kalendarz i bądź konsekwentny!

Nie pozwalaj sobie na omijanie zaplanowanych zadań i jakieś wymówki. Od jednego pominiętego treningu się zaczyna – później nie wiadomo kiedy minęły leniwe tygodnie. Jeśli postanowiłam ćwiczyć cztery razy, będę cztery. Choćby się waliło i paliło. W innym wypadku wiem, że moja regularność polegnie. Tak samo Ty – jeśli postanawiasz robić matmę codziennie, rób codziennie. Nie pozwól na to, aby pomijać zaplanowane zadania.  Nie dość, że stracisz motywację, to również zaufanie do samego siebie i stawianych sobie celów.

jak-przywrocic-motywacje-3

8. Zacznij od małego kroku.

Powroty są ciężkie, dlatego nie warto od razu się forsować. Zacznij od czegoś małego. Postanów, że codziennie zrobisz jedną małą rzecz. 30 – minutowy trening. 20 stron książki. 5 zadań z matmy. Malutko, prawda? Gwarantuję Ci, że dużo łatwiej będzie Ci się wywiązać z zadania, jeśli nie będzie Ciebie ono przerażało, a po tym małym kroku bardzo możliwe, że będziesz miał ochotę na jeszcze więcej. Mały krok jest zawsze lepszy od żadnego!!!

9. Myśl o korzyściach, nie o złych rzeczach!

Zamiast myśleć o tym, jak jest ciężko wstać z kanapy i poruszać się 30 minut, myślę o tym, jak będę fajnie się czuła, kiedy skończę. Jak poprawi mi się dzięki temu humor, jaką będę odczuwała satysfakcję, jak wzrośnie mi pewność siebie. To jest ważne! Nie to, że przez chwilę będzie niekomfortowo.

Myśl o tym, że dzięki kilku dodatkowym zadaniom codziennie rozwiniesz swoje zdolności. Że po miesiącu będziesz już miał całkiem sporo godzin porządnego warsztatu. Rozwijaj się.

10. Pokochaj proces. Nie czekaj na efekt.

Podobno jest tak (co u mnie się sprawdza), że jeśli przestajemy się skupiać na efekcie, on przychodzi szybciej. Wyluzuj. Ciesz się drogą, codziennym ćwiczeniem, tym, że dzięki treningom zwyczajnie czujesz się lepiej. Że codziennie odczuwasz satysfakcję z wykonywanego zadania. Nie patrz nerwowo na wagę albo ilość zadań do wykonania w przyszłości. Pomyśl, jak przyjemnie jest się po prostu rozwijać.

11. Cały czas pracuj nad swoim nastawieniem.

Bądź optymistą! Kiedy myślisz, że nie dasz rady i kiedy myślisz, że dasz radę – w obu przypadkach masz rację. Każdy cel jest do osiągnięcia – trzeba go tylko rozbić na wystarczająco małe kroki. Proste do wykonania. I robić je codziennie. Dasz radę! Uwierz w siebie. Działaj. Masz niesamowity potencjał i musisz go wykorzystać. Rozwijaj się. Buduj swoją pewność siebie, dyscyplinę i pielęgnuj chęć własnego rozwoju. Mów sobie, że dasz radę. Codziennie! Nastawiaj się pozytywnie. Ciągle wyszukuj korzyści we wszystkim, co robisz. Nawet jeśli przez chwilę jest niekomfortowo – no cóż, tylko niekomfortowe sytuacje wymuszają rozwój.

Jak przywrócić motywację 3


Zastanów się dzisiaj, w czym ostatnio zabrakło Tobie motywacji; z czego być może zrezygnowałeś, bo przestałeś wierzyć w to, że Ci się uda. Określ, co to jest, a później wykonaj wszystkie kroki po kolei: znajdź inspiracje, wypisz korzyści, zapisz cel, myśl o nim codziennie, poproś kogoś o wsparcie, zrób kalendarz i zaplanuj w nim małe kroki, myśl o pozytywach, pokochaj proces i nieustannie siebie motywuj.

Ja pracuję nad powrotem do ćwiczeń i, szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać satysfakcji po pierwszym tygodniu porządnych treningów! Będzie ekstra!

Nad czym Wy pracujecie?

  • Monika małe-duże.pl

    Punkty 2 i 7 – u mnie zawsze działają:)

    • Tak szczerze mówiąc siódmy jest moim ulubionym. ;) Nic mnie tak nie mobilizuje, jak odhaczone wszystkie zadania! :D

  • Świetny blog, Aniu! Jest minimalistyczny – akurat to, co lubię =) Będę częściej do Ciebie zaglądać. A ja kocham proces (p.10) – to zawsze pomaga. Nic na siłę!

    • Dzięki! <3 Rozgość się i zostań na jak najdłużej!
      Wystarczy pokochać proces, aby dążenie do celów stało się jeszcze bardziej eskcytujące. :)

  • Moja mistrzyni mobilizacji! :)

  • Aniu – bardzo inspirujący tekst. Ale wydaje mi się że zabrakło w nim jednego ważnego punktu. Czasem trzeba po prostu odpoczac – spadek motywacji do realizacji naszego celu może być spowodowany czymś tak bardzo prozaicznym jak zwykłe, ludzkie zmęczenie i przepracowanie.

    • Masz całkowitą rację! Te kroki są następstwem mojego czasu off, o czym pisałam we wczorajszym tekście: http://aniaulanicka.pl/motywacja-17/ oraz w jednym z zeszłego tygodnia również: http://aniaulanicka.pl/motywacja-16/.
      Nie będę rozpisywała się w komentarzu, bo wszystkie te kolejne teksty są w pewien sposób ze sobą powiązane, ale jesli masz ochotę – zajrzyj. :)

      Dziękuję za Twój komentarz! <3

  • Pozytywne myślenie, marzenie naprzód i wypatrywanie korzyści – sprawdza się :)

  • bardzo dobra, mobilizująca lista :D
    szczególnie przydatna w chwili, gdy już ktoś nie ma siły ruszyć nogą do przodu
    pozdrawiam!

    • Oby jak najmniej takich chwil, ale w razie gdyby się jednak zdarzyły, śpieszę z pomocą! :D Dzięki za komentarz!

  • zyciejakmuzykablog.wordpress.c

    Proces i zaakceptowanie że on trwa jest ważne. Kiedys jak cos postanawiałam czekałam na szybki efekt, czyli nie czekałam. Z czasem, gdy życie pokazywało mi że zmiany na prawdę istotne dokonują sie powoli, zaakceptowałam ten koloryt. A kalendarz i zapiski to konieczność w moim roztrzepanym świecie :)

    • „czekałam na szybki efekt, czyli nie czekałam” – świetnie to ujęłaś! Zajęło mi trochę czasu przyswojenie sobie, że jakikolwiek efekt wymaga sporo pracy, ale niestety dużo osób jeszcze tego nie wie i rezygnuje w przedbiegach. A to najgorsze, co można zrobić. :D

  • Anna Rozdejczer

    Dla mnie chyba najistotniejsze to skupienie na jednym celu. Bo jak mam głowę zawaloną myślami, celami, planami i jest tego za dużo zupełnie się blokuję.

    • Och, ja też! W takim wypadku zaczynam pracę od uporządkowania tego, co dzieje mi się w głowie – wypisuję wszystko, co mi ją zaprząta i zabieram się za planowanie i ustalanie tego, co najważniejsze.

  • Tak naprawdę każdego dnia toczymy walkę z sobą samym o to żeby nam się chciało :) Nigdy nie należy się poddawać, nawet wtedy gdy coś nam totalnie nie wyjdzie :)

    • Z pierwszą częścią Twojego komentarza trochę się zgadzam, a trochę nie. Jeśli pracujemy i robimy coś, co nas ekscytuje i pasjonuje – nie zawsze trzeba się do tego motywować. To zajęcie jest motywujące samo w sobie i ja przynajmniej nie mogę się doczekać, kiedy zacznę to robić (np. zdjęcia albo bloga).

      Jednak jak we wszystkim, w pewnym momencie ta motywacja spada i o tym właśnie jest ten wpis. O tym kryzysowym momencie, który może spotkać nas po czasie intensywnej pracy albo innym trudnym okresie.

      Raczej nie chciałabym motywować ludzi do robienia czegoś, do czego nie mogą się zmusić żadnego dnia i czego nie lubią. :D

      • Jeżeli lubimy to co robimy, motywacji nie powinno brakować, to fakt :) Ale słabszy dzień trafia się każdemu prędzej czy później. A jeśli dochodzą do tego różnego rodzaju problemy ze zdrowiem, śmierć bliskiej osoby czy kłopoty w pracy, to pomimo dokładnego zaplanowania tego co mamy zrobić i pomimo tego, że lubimy coś robić, nasza motywacja jest wtedy zwykle zerowa. Czasem też nie mamy wyboru i musimy się zmuszać i motywować do zrobienia czegoś czego nie lubimy :) Życie byłoby naprawdę piękne gdybyśmy robili tylko to co lubimy, niestety nie jest tak :)

        • Tak, masz rację.

          Chodziło mi o to, że jeśli musimy motywować się do pracy przez cały czas, być może nie powinniśmy w ogóle tego robić i pomyśleć nad jakąś zmianą. A co do tego, że w życiu spotykają nas różne trudne momenty (czego jestem w tych dniach najlepszym przykładem) i to one sprawiają, że tracimy motywację – zgadzam się w stu procentach.

  • Anna Prokopowicz

    Często gubię gdzieś motywację, zawsze szybko rezygnowałam z moich postanowień. Postaram się wdrożyć chociaż część tych porad, może kolejnym razem mi się uda :)

  • Aniu, świetna dawka motywacji i porządny kopniak. Ja nieco wypadłam z rytmy ale chcę i muszę szybciutko wszystko nadrobić. NIe ma zmiłuj, nie ma że boli… :)
    p.s. pięęęęęęęękne zdjęcia <3

    • U mnie to samo, Olu. Powroty bolą, są ciężki, trudne i zajmują dużo czasu. Ale nie ma rzeczy niemożliwych! :D Życzę Tobie i sobie mnóstwo motywacji!
      PS. Dziękuję! :* :* :*

  • Kalendarz i inspiracje robią u mnie największą robotę ;) Gdyby zerknąć z dystansu, zapewne moja szala byłaby w równowadze, bo z drugiej strony mam wszelkie zapędy by popadać w depresję i snuć myśli o porażce, jak również przeważnie nie cieszy mnie droga. Jest nad czym pracować!

    • Ja też czasami mam ochotę poddać się wcześniej, niż powinnam, ale staram się jak najmocniej sama siebie motywować i nie przestawać w działaniu!
      Życzę Ci jak najwięcej mocy do działania! :D

  • Mam wrażenie, że właśnie konsekwencja i pełna świadomość tego, co chce się osiągnąć, potrafią człowieka zmotywować. Czasem trzeba przetrwać te bardziej monotonne okresy, które niejako wliczone są w osiąganie sukcesów. Ale efekty tak bardzo cieszą. :)

    • Podpisuję się obiema rękami pod Twoim komentarzem! Widzę, że mamy podobny pogląd na kwestię realizowania swoich celów. :) Jeśli cel jest wystarczająco atrakcyjny i naprawdę szczerze chcemy go osiągnąć, to nie będziemy musieli motywować siebie w nieskończoność. Jak napisałaś – tylko w tych bardziej monotonnych okresach.

  • Kalendarz u mnie to podstawa. Wpisuje wszystko do google’a i mam stałe pozycje, które potem motywują do ich wykonania. np siłownia, zaplanowana, zapisana i aż głupio przed samym sobą by nie pójść.

    • U mnie kalendarz to też podstawa, ale jednak ten papierowy. :D Nie wiem dlaczego, ale mimo że uwielbiam wszelkiego rodzaju aplikacje i wypróbowuję ich mnóstwo, to jakoś o nich nie pamiętam. Zapominam z nich korzystać po kilku dniach, jak śmiesznie by to nie brzmiało. :D
      Ale zapisuję wszystko w tym papierowym i wtedy masz rację – głupio nie wykonać. A wykreślone zadania motywują jak nic innego. ^^

  • Oj tak, organizacja i motywacja! Czasem bywają gorsze dni, ale daję radę :)

    • Jak wszystkim. Najważniejsze to ciągle iść do przodu! :D

  • Oj jest wiele rzeczy, nad którymi muszę popracować. Przez to, że jest ich tyle często przeskakuję z jednej do drugiej i tak naprawdę nic z tego nie wychodzi. Ale powolutku… organizuję się i dam radę :)

    • Łatwo jest się zagubić, kiedy chce się tyle naprawić, a najlepiej już, od razu! :D Ale trzeba tak, jak piszesz, powolutku. Powodzenia! :)

  • punkt pierwszy najtrafniejszy :) pozdrawiam!

  • Świat Krupci

    Bardzo lubię tak motywacyjne wpisy :) Dziękuje za niego :)

  • Świetne rady! Najważniejsze, żeby wprowadzić Twoje rady w dzienną rutynę u wtedy zawsze powinna znaleźć się motywacja.

  • Mi zawsze najbardziej pomaga kalendarz i lista. Dzięki temu wiem ile realnie jest do zrobienia i gdzie jest mój cel. Bez tego wiele wyzwań zaczyna mnie przerastać.

    • Listy mają w sobie coś oczyszczającego. Kiedy czuję się przytłoczona, spisuję wszystkie zadania, które mam do zrobienia, planuję je i od razu czuję się lepiej! Wolisz robić to raczej w aplikacjach, czy tradycyjnym, papierowym kalendarzu?

      • Próbowałam przerzucić się na apikacje kilka razy, ale niestety nie umiem… Zdecydowanie wolę tradycyjny kalendarz albo notatnik. Generalnie z robieniem list jest tak, że to porządkuje wszystko i sprawia, że zadania stają się wykonalne. Nagromadzone w głowie „rzeczy do zrobienia” potrafią doprowadzić do szaleństwa, a przede wszystkim o wielu rzeczach się przez to zapomina ;)

        • Mam to samo z aplikacjami! Jakoś o nich zapominam zawsze szczerze mówiąc i nie ma to jak tradycyjny kalendarz, w którym wszystko do wykonania jest pokazane jak na dłoni.
          Haha dokładnie, co nie jest zapisane, nie będzie wykonane! :D

  • Ula z prostoofinansach

    Pozytywne nastawienie to połowa sukcesu. Ale fakt, nie zawsze o nie łatwo. Myślę, że motywujący dobry znajomy i choćby „atakująca” tapeta mogłaby mi pomóc :)

    • Taak! Motywujący znajomy to skarb, naprawdę. A i tapeta nieźle działa. Najlepiej z jakimś ulubionym cytatem. ^^

  • Fajne pomysły i piękne zdjęcia!

  • cenne porady:)

  • Pingback: #DzikoDobre teksty o planowaniu i realizacji celów + styczniowa tapeta na pulpit - Wild Rocks()

  • Dla mnie najważniejsze są chyba dwa ostatnie punkty – zauważyłam, że jak za bardzo skupiam się na celu – to przestaje mnie bawić to, co robię. Uważność jest kluczem dla mnie – staram się cieszyć tym, co robię i że lubię samą czynność, lubię pisać, moją pracę – staram się o tym nie zapominać :) No i nastawienie – kluczowa sprawa. Kiedyś na wszystko narzekałam. Dużo mnie kosztowało wyrobienie sobie nawyku nie narzekania, doceniania – ale można w sobie to wypracować!
    Pozdrawiam!

    • Ach, Twój komentarz uświadomił mi dzisiaj, w całkiem kiepskim dniu, że być może ostatnio jednak zbyt mocno skupiłam się na efekcie, a koniec końców zapomniałam również o nastawieniu, które też podupadło. :D
      Masz całkowitą rację – wszystko jest do wypracowania! Kiedyś też zmagałam się z brakiem wiary w siebie, co to nastawienie jednak bardzo mocno psuło, ale trochę pracy nad tym zrobiło jednak swoje, za co jestem wdzięczna. :D