Ania Ulanicka

Jak uczyłam się fotografować? Odpowiadam na jedno z najczęściej zadawanych mi pytań

Gdzie uczyłam się fotografować? Czy skończyłam jakieś studia? Czy mogłabym polecić jakąś szkołę fotografii? Na jaką uczelnię pójść, by móc zostać fotografem? Gdzie nauczyć się robić dobry portret? Jak nauczyć się pracować z ludźmi?

Te i podobne pytania są jednymi z tych, które najczęściej wpadają do mojej skrzynki od (nie zawsze) początkujących fotografów. I nie ma w tym nic dziwnego, że każdy oczekuje jak najbardziej konkretnej odpowiedzi o sposobie, który z łatwością będzie mógł wdrożyć u siebie. Nierzadko jednak spotykam się z ogromnym zaskoczeniem (i być może rozczarowaniem), kiedy odpowiadam, że fotografować uczyłam się sama. 

Jest to najkrótszy wariant mojej odpowiedzi, choć czuję się w obowiązku doprecyzować go tym wpisem. Nie jest tak, że wymyślałam koło na nowo, na czuja odkrywałam coraz to nowsze funkcje swojego aparatu, a robienie portretów miałam we krwi. Zrobiłam, świadomie bądź nie, kilka rzeczy, które w przyszłości okazały się być bardzo pomocne w moim zawodzie. 

Robię zdjęcia już dosyć długo.

Jakoś tak naturalnie wyszło, że aparat był w moim domu od zawsze. Zdjęcia robił dziadek, tata, ja natomiast już w podstawówce dostawałam aparat na kliszę na każdą szkolną wycieczkę. Oswoiłam się z pstrykaniem już bardzo dawno i nigdy nie był to dla mnie przerażający, skomplikowany proces. Po pewnym czasie dostałam swoją pierwszą cyfrówkę i strzelałam zdjęcia jak popadnie. Nie miało to absolutnie nic wspólnego z jakimkolwiek artyzmem, ale coraz bardziej naturalne stawało się dla mnie towarzystwo kompaktu. Moi znajomi natomiast przyzwyczaili się do faktu, że zawsze mam przy sobie aparat, którym można zrobić fotkę. Nadal jednak było to dość spontaniczne fotografowanie w trybie auto. 

Zobacz wpis, o tym, czym fotografuję oraz wpis z najczęściej zadawanymi przez Was pytaniami o sprzęt

Wiele zmieniło się, kiedy poszłam na studia, a po pewnym czasie kupiłam bezlusterkowca. Mogę uznać, że były to przełomowe momenty w mojej fotograficznej karierze. 

1. Studiowałam architekturę i urbanistykę na politechnice 

Nigdy przez myśl mi nie przeszło, by studiować cokolwiek związanego z fotografią, bo nigdy nie traktowałam swojej zajawki poważnie. Skończyłam pierwszy stopień szkoły muzycznej w klasie fortepianu i bardzo zastanawiałam się nad kontynuowaniem nauki, lubiłam też matematykę i ogólnie przedmioty ścisłe. Czułam się trochę rozerwana i pomyślałam, że inżynierskie studia architektoniczne pozwolą mi połączyć moje artystyczne zapędy z miłością do równań. ;) Nie cierpiałam lekcji rysunku, które były obowiązkowe w momencie, kiedy chciałam zdać egzamin z rysunku na te studia, ale jakoś je przecierpiałam i dostałam się na wymarzony kierunek. 

Studia były mega ciekawe i nauczyłam się tam OGROM, jeśli chodzi o poczucie estetyki, kompozycję, harmonię, ład, wyczucie przestrzeni i kolorów.

Potrafiłam idealnie wyliczyć wysokość każdego stopnia w klatce schodowej i zaprojektować osiedle, ale opuściłam wydział również z umiejętnościami estetycznymi, które dzięki temu kierunkowi poszybowały w górę. Mimo że w tym momencie nie kontynuuję pracy w zawodzie architekta, to studia na tym kierunku niesamowicie rozwinęły mnie estetycznie. 

Czasami zastanawiam się, czy studia fotograficzne nie sprawiłyby, że moja fotografia poszybowałaby jeszcze gdzieś wyżej w kosmos. Wychodzę jednak z założenia, że nie żałuję swoich decyzji i tych studiów nie zamieniłabym na inne. 

2. Na uczelni działałam w kole fotograficznym 

Za dużo się tam nie działo i mimo bycia nawet w jakimś momencie przewodniczącą nie przypominam sobie, bym czegoś wielkiego się tam nauczyła. Jednak sam fakt otaczania się ludźmi o podobnej zajawce jest naprawdę super. Wtedy byłam niesamowicie niepewna swoich zdjęć i estetyki, ale dzięki temu, że przynależałam do koła, powiesiłam kilka fotek na jakiejś wydziałowej wystawie. Byłam dumna jak paw i wtedy trochę bardziej zaczynałam się czuć fotografem. ;) Nadal fotografowałam głównie swoje makiety i budynki. 

3. Obsługi aparatu uczyłam się na szerokim kadrze

Pod koniec studiów naprawdę chciałam się dowiedzieć, co w aparacie przestawić, by osiągnąć lepszy efekt. Pamiętam, jak w pewne wakacje przyjęłam sobie za cel czytać jeden artykuł dziennie na portalu szerokikadr.pl i testować wskazówki na swoim sprzęcie. To tam nauczyłam się, co to jest ISO, przysłona i czas, i właśnie wtedy nauczyłam się fotografowania swoim bezlusterkowcem w trybie manualnym.

Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak zacząć fotografować w trybie manualnym, zajrzyjcie do tego wpisu.

Ten aparat był naprawdę nieskomplikowanym sprzętem. Jednak to codzienne, regularne przyswajanie wiedzy o technicznych aspektach fotografowania dało mi bardzo konkretny background pod zlecenia, które zaczęły przydarzać się w niedługim czasie. 

Kiedy dowiedziałam się, na czym mniej więcej polega tryb manualny, zaczęłam na swoje potrzeby fotografować jak szalona.

Fotografowałam kwiatki, listki, zabierałam ten aparat na wszystkie wyjazdy. Zrobiłam kilka naprawdę fajnych zdjęć w Turcji kilka lat temu. Zaczęłam kombinować z obróbką w darmowym Photoshopie. W 2015 r. Przeprowadziłam się do Warszawy i zaczęłam fotografować wnętrza dla swojego pierwszego biura (wtedy za darmo ;)), w którym pracowałam. Wtedy też wrzucałam zdjęcia na tumblr i Instagram oraz założyłam pierwszy fanpage, na którym zaczęłam publikować swoje zdjęcia. 

Co było najważniejsze - to wszystko sprawiło, że zaczęłam być cholernie regularna. 

Postawiłam sobie za cel robić co najmniej jedno zdjęcie dziennie i po prostu to robiłam. Miałam 5-10 lajków pod każdym, a moje wypociny na darmowym blogu okraszonym zdjęciami kawy czytało 20 - 30 osób. Nie wiem, skąd miałam tę determinację, by nie przestawać, ale uważam, że była to NAJWAŻNIEJSZA I NAJLEPSZA rzecz, jaką mogłam zrobić dla siebie i swojej fotografii. 

Nieważne, jakie masz narzędzie, gdzie się uczysz, kto Ci pomaga. Najważniejsze jest to, by robić to najczęściej jak możesz. 

4. Publikacje zmusiły mnie do analizy swoich zdjęć 

Nie chciałam publikować zdjęć jak popadnie. Mocno skupiałam się na tym, by to, co wrzucam do sieci, było czymś naprawdę fajnym i ładnym. Wiadomo, moje poczucie fotograficznej estetyki trzy lata temu było słabsze niż teraz, delikatnie mówiąc. ;) Mimo to analizowałam, co jeszcze mogę w zdjęciu poprawić, a co zrobiłam lepiej, niż ostatnio. Nauczyłam się naprawdę dużo na temat światła o różnych porach dnia i o tym, ile ziarna jest przy wysokim ISO, kiedy robię zdjęcia na bloga o 6:00 rano przed wyjściem do pracy. Miałam świadomość, że te zdjęcia oglądam nie tylko ja i chciałam być coraz lepsza z każdym kolejnym. 

Wtedy z miesiąca na miesiąc widziałam ogromny postęp. I znowu - głównie dlatego, że tych zdjęć robiłam naprawdę dużo. Nigdy się do tego nie zmuszałam i uważam, że to naprawdę ważny wyznacznik. W żadnym wypadku nie mówię, że każdego dnia wstawałam z wielką ochotą o 6:00 rano, by robić zdjęcia na bloga. Myślę jednak, że jeśli potrzebujemy do czegoś zmuszać się nieustannie, to może warto poszukać czegoś innego.

5. Oglądałam innych. Niekoniecznie fotografów 

W tym momencie bardzo przestrzegam przed inspirowaniem się tylko swoją niszą. Miałam moment, kiedy tak bardzo zamknęłam się w oglądaniu tylko i wyłącznie fotografów ślubnych, że przestawałam wierzyć w to, że JA mogłabym kiedykolwiek stworzyć cokolwiek dobrego. Porównywałam dosłownie każde swoje zdjęcie z tym, co robili inni fotografowie ślubni. Zamiast chcieć poszukać własnego stylu wewnątrz siebie, narzucałam sobie, że muszę wszystko robić tak, jak inni. Tak jak gdyby tylko inni znali idealny przepis na każde zdjęcie. 

Zaczęłam oglądać więcej blogerów. Otworzyłam się na zdjęcia modowe i lifestylowe. Wróciłam do oglądania architektury, ładnych wnętrz i designu. Oglądałam magazyny z pięknymi sesjami i filmy, w których zdjęcia powalają. Oglądałam wystawy. Odobserwowałam większość kont fotografów, którzy działają w tej samej niszy, co ja. 

Serio, oglądanie tylko tego, co dzieje się w jednej branży, a już tym bardziej niszy, jest strasznie ograniczające. Według mnie warto skupić się na oglądaniu ładnych rzeczy w ogóle i kształtowaniu wyczucia estetyki jako takiego. 

Moimi fotograficznymi inspiracjami zawsze była Garance Dore, blog Make Life Easier i niezwykle estetyczne, czyste kadry Kasi, piękne sesje w Vogue oraz filmy "Wielkie Piękno" i "Grand Budapest Hotel".

6. Poszłam na warsztaty i nawiązałam znajomości z innymi fotografami 

Był to chyba jeden z najtrudniejszych kroków, do których musiałam długo dojrzewać. Zawsze dość ciężko przyjmowałam krytykę w pierwszym momencie. Musiałam długo przepracowywać krytyczne uwagi, dopóki przestałam się przeciwko nim buntować. Wiedziałam, że chcę pójść na warsztaty nie tylko po to, by dostać motywacyjnego kopa i zainspirować, ale też po to, by fotografowie, których szanuję, spojrzeli na moje zdjęcia. Tak się stało. Spojrzeli, powiedzieli kilka słów i od tamtego momentu diametralnie zmieniłam sposób swojej obróbki i kadrowania. I zmieniam do dziś, oczywiście na plus. 

Poznałam też wielu fotografów, z którymi mam kontakt do dziś. I może nie analizujemy codziennie nawzajem swoich zdjęć, ale ich rozwój jest dla mnie bardzo inspirujący. 

7. Otoczyłam się tematem i… już nie miałam wyjścia. ;) Musiałam w to wsiąknąć

Podobnie jak z językiem obcym. Jeśli chcesz się z nim osłuchać, poczuć swobodnie, nie musisz desperacko wkuwać nowych słówek. Wystarczy, że gdzieś w tle włączysz serial w oryginale, że zaczniesz czytać artykuły w tym języku, od czasu do czasu książki. Podobnie jest z fotografią. Zacznij otaczać się ładnymi rzeczami, pięknymi zdjęciami, zwracaj uwagę na to, jak wydawane są magazyny, sprawdź, gdzie są ciekawe fotograficzne wystawy, które mógłbyś odwiedzić.

Nauka fotografowania nie polega tylko i wyłącznie na nauce poprawnej obsługi aparatu i poznaniu swojego sprzętu. To w dużej mierze nauka bycia wrażliwym na piękno w prostych rzeczach. Uczmy się obserwować i to dostrzegać, a umiejętności techniczne i tak będą musiały naturalnie przyjść z czasem.

 

Category
Fotografia

You may also like

Previous Post

Jak zrobić fajne zdjęcia na wakacjach?

Next Post

Optymizm w pracy - jak mi pomaga i jak się go nauczyć?