Ania Ulanicka

Jak zaplanować 2020 rok – wizja, temat przewodni, cele i procesy

Na stronę ze swoimi celami zaglądam pewnie kilka razy w roku. Ostatnio zerknęłam tam, kiedy robiłam podsumowanie. Nie dlatego, że pies zjadł mi notes.

Ale dlatego, że najzwyczajniej w świecie obawiałam się, czego ja tam znowu nie nawymyślałam. Bałam się, że przerazi mnie miliard tych moich pomysłów, które zapisałam, bo na początku roku TRZEBA to zrobić, żeby nie odstawać od reszty.

Od kiedy na instagramie hype na produktywność, efektywność i wieczny zapierdziel ma się jak najlepiej, wstyd przecież odpowiedzieć, że Ty za cel w następnym roku masz co najwyżej nie przytycie od paprykowych laysów, które tak uwielbiasz.

Zajrzałam na stronę swoich celów i pomyślałam:

no kochana, połowy z nich nie zrobiłaś, po osiągnięciu kilku z nich wypięłaś się na resztę i poszłaś swoją drogą jak kot, a o kilkunastu to ja nie wiem, co Ty sobie myślałaś, kiedy zapisywałaś je w notesie.


Nie realizowałam wielu celów w 2019

I to absolutnie nie jest tak, że nie zrobiłam nic w ciągu dwunastu miesięcy dla siebie czy firmy. Wręcz przeciwnie.

Moje roczne przychody sukcesywnie rosną (znowu niemalże podwoiłam je względem poprzedniego roku), biznesowo się rozwijam, moje fotograficzne umiejętności ciągle rosną, podobnie jak statystyki na blogu czy Instagramie.

Uświadomiłam sobie jednak, że swoje sztywne cele miałam totalnie gdzieś.

Trochę nieświadomie poszłam ścieżką intuicji, słuchania siebie i reagowania na szanse, które przestają się mnie obawiać, bo coraz śmielej mówię im tak. Trochę jeszcze nie mając o tym pojęcia torowałam sobie ścieżkę świadomości tego, co mi biznesowo służy. Przy tym wycinałam chwasty, które absolutnie mi nie leżą.


Cele czasami są dołujące

Uogólniając zakładam, że znasz to uczucie, kiedy po miesiącu zaglądasz do postanowionych sobie cztery tygodnie wcześniej celów i mówisz soczyste O FUCK.

Nie schudłaś pięciu kilogramów, nie zarobiłaś dwudziestu tysięcy za ten fantastyczny projekt, który nigdy nie nadszedł (a który był Twoim celem), nie pobiłaś życiowego rekordu w biegu po karmelowe lody do lodówki i nie dobiłaś do dziesięciu tysięcy na Instagramie.

Zdołowałaś się, bo chciałaś zrobić tyle, a znowu po drodze cel się gdzieś rozmył. Kot znowu wygrzewał się na klawiaturze laptopa, pralka zepsuła się po raz trzeci, a Tobie horoskop przepowiedział słabą formę w robocie, więc się dostosowałaś.

Masz jeszcze gorszy humor, tracisz wiarygodność i zaufanie do siebie, bo zapisałaś tyle wspaniałych rzeczy, a nie zrobiłaś żadnej.

Nie wiem, czy wiesz, ale planowanie rzeczy, których i tak możliwe że nie zrobisz, podświadomie podkopuje Twoją wiarygodność. Przestajesz coraz bardziej ufać swoim planom i celom. Twój mózg już wie, że i tak tego nie zrealizujesz. Więc po co w ogóle zaczynać?

Jesteś zła na siebie, bo nie osiągnęłaś celu, którego jak się okazuje w ogóle nie chciałaś. Ale skąd miałaś o tym wiedzieć, skoro nie dałaś sobie czasu na refleksję?

Na pomyślenie o tym, czym się w życiu kierujesz. Jakie są Twoje przekonania. Czy to, co chcesz osiągać, w ogóle pokrywa się z tym, jakie masz życiowe wartości.

Ja przekonałam się na przykład, że wcale nie chcę być destination photographer. Wcześniej wydawało mi się to czymś cudownie egzotycznym. Dzisiaj wiem, że zmiana miejsca pracy kilka razy w miesiącu wcale mnie nie kręci, a częste loty są okrutnie nieekologiczne. Z przekonaniem wykreśliłam tę pozycję z listy swoich celów.

Kiedy już doszłam do wniosku, że cele wymyślałam z palca i nawet mimo najszczerszych chęci nie do końca wiedziałam rok temu, w jaką stronę chcę dążyć, w tym roku zrobiłam coś innego.

/Zdjęcia w tym wpisie zrobiła mi Magda Mizera. Dziękuję!/


Zapisałam wizję i określiłam temat przewodni

W pracy czuję się profesjonalistką w tym, co robię. Wiem, że dużo umiem, mam kontrolę nad procesem i efektem. Mogę robić wszystkie te kreatywne rzeczy, które mam w głowie. Mam na to przestrzeń. Czuję, że jestem częścią czegoś dużego i fajnego. Pracuję z profesjonalistami i lubię to, co robię. Zlecenia bardzo do mnie pasują, czuję, że ze mną grają. (…)

Znajduję czas na relaks i pracę ze stresem. Nie przeżywam tego, co totalnie nie jest tego warte i o czym zapomnę po kilku dniach. Olewam to, czego za kilka tygodni nie będę nawet pamiętać. Życie nie musi polegać na ciągłej napince i stresie. Jestem spokojna i zrelaksowana. Czuję się dobrze. Jestem w dobrej formie fizycznej i psychicznej, bo o siebie dbam.

Zapisałam wizję na ten rok (wyżej jej fragment), która mówi o tym, co jest dla mnie najważniejsze. Jakich wartości chce się trzymać. Jakie decyzje podejmować. Jak chcę się czuć w związku ze swoją pracą, z sobą samą, z relacjami z ludźmi, których mam wokół siebie. Jak chcę się czuć pracując, odpoczywając, dbając o siebie. Jakie wartości będą mi towarzyszyć. Jakie wartości będą mi pomagały podejmować decyzje, które w najbliższych miesiącach będę musiała podejmować.

Wybrałam temat przewodni

Be present. Być obecna we wszystkim, co robię.”

Być obecna, kiedy pracuję. Skupiać się na tekstach, które piszę, na mailach, na które odpowiadam, zdjęciach, które obrabiam. Poświęcać się w swojej pracy, zamiast nieustannie jęczeć, że się nie mogę skupić, jednocześnie przeglądając w nieskończoność Instagram.

Być obecna, kiedy rozmawiam z ludźmi. Patrzeć w oczy, a nie ekran, kiedy ktoś ma mi coś do powiedzenia.

Być obecna, kiedy jem i kiedy robię trening. Czuć smak potraw. Skupiać się na oddechu, kiedy się ruszam.

Być obecna, tak po prostu. Nie poddawać się bezsensownej gonitwie, internetowym porównaniom, wyścigu, w którym jedynym celem jest się ścigać.

Być obecna, kiedy podejmuję decyzje. Słuchać, kiedy intuicja do mnie mówi. Słuchać, kiedy czuję, że coś jest totalnie nie moje. Krzyczeć „tak”, kiedy czuję nieśmiałą chęć na zrobienie czegoś nowego, ale jeszcze się tego z jakiegoś powodu obawiam.


Zamiast celów planuję procesy

Nie ustawiam sobie konkretnych liczb, do których mam dojść. Cele zamieniam na procesy. To na nich skupiam się najbardziej. Cele są dla mnie kierunkiem, pewną wytyczną, w której stronę chcę iść. Ale przestają być sztywnym wyznacznikiem tego, czy czegoś dokonałam, czy nie, bo liczba się nie zgadza.

Bardziej skupiam się na tym, by zrobić zdjęcia dobrze, po swojemu, wykorzystując nowy pomysł (proces) niż na tym, by zrobić określoną liczbę sesji (cel). Ważne jest dla mnie codzienne pisanie i tworzenie (proces), a nie aż tak liczba nowych followersów, która dzięki temu do mnie przyjdzie (cel). Zwracam uwagę na ilość ruchu i liczbę treningów w tygodniu (proces), a nie na to, czy już zgubiłam ten kilogram (cel), który potrzebny jest mi do osiągnięcia celu.

Widzisz różnicę?

Już sam fakt, że działam, że robię coś w danym kierunku, jest dla mnie sukcesem. To budujące, bo każdego dnia robiąc małą rzecz zgodną z obranym przeze mnie kierunkiem odnoszę małe zwycięstwo. Zrobiłam coś fajnego jednego dnia. I drugiego. I trzeciego. Może po drodze okaże się, że cel osiągnę szybciej albo może straci on na wartości i zrobię coś totalnie innego.

Oczywiście nie żyję w utopii i sprawdzam, czy proces prowadzi mnie w dobrym kierunku, czy w ogóle się opłaca. Nie chcę tracić czasu na rzeczy, które są totalnie nieefektywne i prowadzą mnie donikąd. Chyba że jestem w stanie zgodzić się z tym, że będę je robiła tylko dla własnej radości.

Cele jako pomysły do testowania

Cele zaczęłam traktować jako pomysły do przetestowania. Zapisuję je w swoim notesie w przeznaczonym do tego miejscu i zapisuję, kiedy mniej więcej chciałabym je zrealizować. Wykorzystuję bazę tych pomysłów, kiedy planuję kwartał. Wybieram wtedy trzy najważniejsze i nimi zajmuję się w pierwszej kolejności.

Procesy trzymają mnie w ryzach

Trzymanie się konkretnych procesów, które mam jasno wyznaczone, jest dla mnie jaśniejsze i lepiej trzyma mnie w ryzach niż cele, które z czasem się rozmywają czy tracą na znaczeniu.


Podsumowując

  1. WIZJA – opisz, czego w swoim życiu w tym roku chcesz więcej, czego chcesz mniej. Jakie wartości są dla Ciebie ważne? Jak chcesz się czuć ze swoją pracą? Z czasem wolnym? Z dbaniem o siebie? Z relacjami? Możliwe, że nie zechcesz nic zmieniać w porównaniu do tego, co robiłeś w ubiegłym roku. Tu nie o to chodzi, by robić rewolucję, ale by utwierdzić się w swoim kierunku.
  2. TEMAT PRZEWODNI wybierz hasło, które będzie Ci o tym przypominać. Zapisz je w swoim planerze czy innym widocznym miejscu. I przypominaj sobie o nim często. :)
  3. CELE / POMYSŁY – co konkretnego chciałbyś zrobić w tym roku? Zapisuj to sobie, nie tylko na początku roku, w specjalnym miejscu. Niech dobre pomysły się nie gubią.
  4. WYBIERZ NAJLEPSZE – te, którymi zajmiesz się w ciągu najbliższego kwartału.
  5. ZAPLANUJ JE JAKO PROCESY – co możesz każdego dnia robić, by iść w tym kierunku? Ja każdego dnia trzy godzinne bloki poświęcam właśnie na pracę nad tymi najważniejszymi rzeczami.

Pomocne mogą być pytania, które rozpisałam w tych wpisach (warto przeczytać je w kolejności – tworzą fajną całość):

Category
Produktywność

You may also like

Previous Post

2019 rok w 11 hasłach - nie osiągnęłam celów, ale odnalazłam kierunek

Next Post

Best of 2019 - 20 najważniejszych zdjęć 2019