Klimatyczny wieczór w Warszawie i spotkanie z Olą Stabrawą

Skromnie sądzę, że ostatnie spotkanie z Olą było jednym ze spotkań roku!

Poniedziałkowe popołudnie. Telefon. "Ania, muszę być we czwartek w Warszawie, może wpadnę we środę, spotkamy się i spędzimy ze sobą trochę czasu?". No jasne! Tym bardziej, że wspólną kawę planowałyśmy już od lutego, a setki wymienionych wiadomości, komentarzy, serduszek, rozmów telefonicznych i skajpowych jednoznacznie wskazywały na to, że się dogadamy. Zresztą. Była to chemia od pierwszego blogowego oglądnięcia, o czym pisałam tutaj.

Przekuwanie blogowo - internetowych znajomości w te prawdziwe, okraszone plotami przy wspólnym makaronie i kieliszku wina, godzinach rozmów i spacerów po Warszawie to zdecydowanie moje ulubione blogerskie zajęcie. 

Odpoczywam, inspiruję się, śmieję, ładuję baterie, uczę, nabieram energii i wracam do działania ze zdwojoną siłą. <3

Zapraszam na środowe warszawskie foteczki!


 


 

Ul. Wilcza

Czułyśmy się w Warszawie jak turystyki i pstrykałyśmy foty na prawo i lewo. (Zajrzyjcie do Oli na blog.stabrawa.pl oraz IG: @blog.stabrawa.)

Uwielbiam ten wieczorny klimat, kiedy ludzie powoli wychodzą z pracy i spotykają się na mieście odpocząć i spotkać z przyjaciółmi. Na tyle tłumnie, że w środku tygodnia miałyśmy problem ze znalezieniem miejsca w ulubionej Charlotte. ;)

Spotkałyśmy się też z Martą (Veganama.pl), od razu ruszyłyśmy w poszukiwaniu pyszności i resztę wieczoru spędziłyśmy na rozmowach ("A widziałaś to konto na insta?"), jedzeniu ("Ja nie zjem dużej margherity?" (to akurat ja)), spacerowaniu (tysiąc pięćset sto dziewięćset kilometrów) i śmianiu do rozpuku. 

1. Pyszności w AÏOLI | 2. Plac Konstytucji | 3. Plac Zbawiciela


 

Dziewczynom dziękuję za fantastycznie spędzony czas, a nam życzę jak najwięcej tak inspirujących spotkań! ⭐

  • Aniu to były genialne dwa dni (już abstrahując od tego co działo się w czwartek). Koniecznie do zobaczenia na podkrakowskiej wsi <3

    • Oj koniecznie Ola! :D Będzie na pewno co najmniej tak, jak w Warszawie, więc już z całej siły nie mogę się doczekać! <3

  • Czasami cieszę się, że mój dojazd do pracy zajmuje mi 40 minut. Mogę w tym czasie nadrobić zaległości i tym samym poczytać Pani ostatnie wpisy na blogu :) zdjęcia jak zwykle – klimat niezwykły! Zazdroszczę tych spotkań, bo każdy człowiek wnosi do naszego życia coś wyjątkowego :)

    • Ja cały rok 2016 dojeżdżałam 40 minut do pracy i dzięki temu pobiłam swój życiowy rekord przeczytanych książek w roku. :D Nie ma tego złego! Bardzo dziękuję za przemiłe słowa, dobrego dnia życzę! :)

  • Pingback: 7 zdjęć sierpnia | śluby, perfekcjonizm i #secretprojects()