Motywacja #14

Live, love, and work, simply.

Erwin Valencia Macasaya


Żyj, kochaj i pracuj, po prostu.

Ostatni tydzień minął mi w mgnieniu oka.

Dopadła mnie chyba fala gapowatych przygód. Jako pierwsza – zalana łazienka. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że największym mieszkaniowym dramatem były kiepskie korki, które wystarczyło tylko ponownie włączyć po tym, jak włączałam nocną lampkę, wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy ujrzałam w piątkowy wieczór centymetr wody na swojej podłodze. Winnym okazał się grzejnik. To był mój pierwszy koniec świata. Po podpowiedzi silnego mężczyzny, który zawsze ratuje mnie biedną z opresji, a do którego mój telefon sam dzwoni, kiedy się w takowej znajdę, skonstruowałam rynnę z worka na śmieci i do momentu naprawienia usterki, łazienka moja i wszystkich sąsiadów poniżej była uratowana. Nigdy wcześniej nie poczułam się inżynierem tak mocno, jak wtedy.

Kiedy odczułam ulgę po uporaniu się z jednym problemem, napotkałam drugi. Okazało się, że naprawa cieknącej rury w ścianie mojego pokoju będzie dużo szybsza i łatwiejsza. Pan hydraulik bez pardonu pozbawił ścianę kilku warstw farb i tynku, odsłaniając te starsze i kolorowe – od zieleni, przez turkus po pomarańcz. Kiedy patrzę na ten kolorowy placek na ścianie, korci mnie, aby przesunąć szafę.

Do pracy przychodziłam raczej później, niż wcześniej, nie tylko przez oczekiwanie na ratunek w obliczu wszystkich mieszkaniowych nieszczęć, ale również zepsute tramwaje.

Bateria w telefonie ledwo wytrzymywała dobę ze względu na ilość połączeń, jakie wykonywałam w tamtym tygodniu.

A śniadania jadłam w pięć minut. Bez kawy.

W taki sposób dni nie mogą zaczynać się dobrze!

Znowu brakowało mi balansu. Tęsknię za moimi spokojnymi, ulubionymi porankami, długimi wieczorami i tymi wszystkimi drobnostkami, które robiły mi dzień. A nie trzeba dużo, żeby te szalone dni były również dobrymi dniami.

Wystarczy żyć małymi momentami. Rozkoszować się kawą i szarlotką zjedzoną w wyśmienitym towarzystwie, śmiejąc się oraz rozmawiając o wszystkim i o niczym.

Kochać ludzi wokół. Sprawiać małe przyjemności – zrobić herbatę do pracy, powiedzieć komplement, wyjść na wspólny spacer.

Pracować. Nad tym, co kochamy i co sprawia, że życie nabiera sensu.

Właśnie wtedy, kiedy poświęcam chwile na małe przyjemności, mam wspaniałych ludzi wokół i robię to, co kocham, czuję, że szaleństwa mi niestraszne, a niepowodzenia nie są tak tragiczne, jak by się mogło wydawać.

Bo nie potrzeba nic więcej.


Pięknego tygodnia!

  • Ostatnio brakuje mi motywacji. Coś zaczynam, a nigdy tego nie kończę. Ten problem dotyczy bloga, bo wiecznie znajdą się lepsi, z ładniejszą grafiką i fajniejszymi treściami. Nie mogę przełamać się do zrealizowania swoich marzeń. Dolicz jeszcze do tego przeziębienie, które towarzyszyło mi przez ostatnie 5 dni.

    • Każdy od czegoś zaczynał. Każdy na początku miał mniejsze umiejętności, niż po kilkumiesięcznej czy kilkuletniej pracy. Ale trzeba zacząć i być konsekwentnym, zobaczysz, że warto! Trzymam za Ciebie kciuki. Na pewno dasz radę zrobić to, o czym marzysz!

  • La Blonde Vita

    Masz rację, trzeba skupiać się na drobnych przyjemnościach, chwilach :)

  • prawda to, małe rzeczy cieszą najbardziej

  • Asia – Matka w Kratkę

    Radość z codzienności to najlepszy sposób na radosne życie:) wiem jak to jest, kiedy jest się w stanie chwiejnej rownowagi, takie małe rzeczy mogą sprawić że traci się balans. Ale na szczęście takie serie zawsze się kończą!

  • Też lubię swoje małe, codzienne rytuały :)

  • Jest takie powiedzenie, że nieszczęścia chodzą parami…ale jak człowiek wie, do czego dąży i nie zadręcza się drobiazgami, to nawet takie sprawy w pewnym momencie przestają mieć znaczenie. No cóż nie na wszystko mamy wpływ, ale mamy wpływ na to, jaki sposób wpłyną na nas nasz małe „nieszczęścia”. ja uwielbiam się głośno śmiać z tego, co mnie totalnie wkurza…choć jasne, czasem świat przegina.

    • Bardzo dobra metoda! Nastawienie potrafi zdziałać cuda, a ten śmiech z drobnych rzeczy może być zbawienny. :)

  • Nie chcę marudzić, ale mama z dwójką maluchów ma tak mało momentów na celebrowanie chwili, które tak uwielbiam… :) Jak córki śpią to zajmuję się blogiem i pisaniem…taka moja odskocznia :) Polubiłam godzinne, samotne wypady: do sklepu, na spacer, samotną kawę cokolwiek,aby wyjść z domu i nie zwariować :)

    • Pewnie maluszki same w sobie są do celebrowania! :D
      Samotną kawę również uwielbiam. Mimo tego, że maluszków jeszcze się nie dorobiłam. :) Mam nadzieję, że odnajdujesz w tych wypadach spokój, tego Ci życzę! <3

      • Zdecydowanie jest to czas dla mnie :-) mysle,ze kazdy powinien miec chwile dla siebie…

  • Moje ulubione, codzienne rytuały dają mi energię na kolejne działania. Jest coś je zaburza, chwilę się zatrzymuję, bo burzy to mój ustalony z góry porządek czy plan, ale potem otrzepuję się i idę dalej. Rutyna wbrew pozorom jest człowiekowi czasem potrzebna, tyle, że słowo rutyna kojarzy się wyłącznie z nudą, której z kolei nigdy nie doświadczam i której nie znoszę.

    • No jasne, że jest potrzebna! Ja, podobnie do Ciebie, kiedy coś mi się sypie, czuję się jakoś tak niespokojnie. Te drobne rzeczy pozwalają mi zachować ten spokój jak najdłużej.
      Pozdrawiam! <3

  • No uwielbiam sposób w jaki to opisałaś <3 Cudnie że wyciągasz tylko to co dobre – szkoda życia na te złe momenty :*

    • Dzięki! :D <3 Wychodzę z założenia, że nieważne, co się przytrafia – reakcja zawsze zależy od nas samych. :)

  • Bardzo fajna seria motywacyjna! Podoba się nam. Nieprzegadana, a ekspresyjna.

    • Dzięki! :D Takiego określenia na te wpisy jeszcze nie usłyszałam. Ekstra!