Na ile porażek jesteś gotowy?

W ostatnim tygodniu mnóstwo rzeczy wychodziło mi nie tak, jak chciałam, co już najbardziej mogę poznać po tym, że przestaję używać swojego kalendarza i strony świecą pustkami.

Negatywny feedback

Nie było dnia, w którym nie otrzymałabym wiadomości zwrotnej, że moja oferta nie jest taka kusząca, że jednak nie będę fotografować tego czy tamtego, że jestem za tania/za droga, że projekt się nie podoba, bo nie jest tak atrakcyjny, jak by się chciało, albo w ogóle nie dostawałam jakiejkolwiek informacji zwrotnej. Albo byłam hejtowana za to, że reklamuję się nie w tym miejscu, gdzie trzeba i co ja sobie w ogóle wyobrażam, królowa świata. (Żeby nie było – tego miłego odbioru było znacznie więcej, ale o tym dalej.) Zawsze ktoś się do czegoś przyczepi. Pod koniec tygodnia (czyli w weekend – na luksus dnia wolnego mogę sobie pozwolić na razie tylko w niedzielę) zaczęła już mnie boleć głowa i palce od ciągłego stukania w klawiaturę, ogarniania zleceń i czego jeszcze tylko można.*

Wiecie co, można być mądrym, fajnym i zadowolonym w swoim kąciku internetu, w którym lajki spadają z nieba, a w komentarzach roi się od przemiłych słów od czytelników. Można być dumnym, kiedy sąsiad, kot i babcia będą się cieszyć i chwalić, jakie to się robi piękne rzeczy. Można być sobie radosną i szczęśliwą kobietą biznesu w swoim mini gronie przyjaciółek na kawie, której nie trzeba słodzić od nadmiaru słodkości płynącej z komplementów.

Czy będziesz zdesperowany, aby działać dalej?

Kiedy natomiast dzieje się biznes i nadciąga pasmo niepowodzeń (obiektywnie patrząc – nazwałabym to raczej kilkoma pstryczkami w nos, ale na początku drogi każde potknięcie wydaje się być tragedią), wtedy dopiero nadchodzi czas na zweryfikowanie swoich chęci osiągnięcia celów z tym, ile jesteśmy w związku z tym gotowi znieść. Czy będziemy na tyle zdesperowani, aby mimo porażek, odmów i niepowodzeń, działać dalej.

Chcę też podkreślić, że nie jestem w momencie kryzysowym. Nikt nie wyrzucił mnie na bruk, nie zwyzywał ani nie zdarzyła się wielka tragedia. Chodzi mi o to, że czasami nie sądzimy, że osiągnięcie jakiegoś celu może być trudniejsze i bardziej czasochłonne. Że może wymagać większego nakładu pracy, starań i, co chyba najważniejsze, cierpliwości, o co u mnie chyba najciężej. :) Że im większej publiczności się pokazujemy, tym więcej otrzymujemy słów pozytywnych, ale też i krytyki.

I nie, nie pomyślałam ani przez chwilę o rezygnacji, a o tym, czy kawa i sernik wystarczą, aby odbudować moją motywację do działania. ;)

„Pojedyncza próba to za mało, żeby wyciągać jakiekolwiek wnioski.”

Przeczytałam wczoraj fantastyczny artykuł Michała (który polecam przeczytać w całości – i artykuł, i blog Volantification), z którego zacytuję fragment:

„Ludzie zazwyczaj odważą się, żeby sięgnąć po swoje marzenia, ale wystarczy, że raz dostaną po łapie, żeby już więcej nie wyciągnąć ręki. Zamiast tego mają litanię usprawiedliwień: „Próbowałem z firmą, ale padła”, „Zaufałem komuś w związku i zostałem zdradzony”, „Byłem raz w chińskiej knajpie, więc wiem, że nie lubię chińszczyzny”.

Tylko, że pojedyncza próba to za mało, żeby wyciągać jakiekolwiek wnioski. Nawet najlepsze strategie zawodzą. To jak z rzutami monetą – jeśli chcesz wyrzucić orła, to dobra strategia polega na tym, żeby wstać i rzucać monetą. Wtedy też zdarzy się, że wyrzucisz czasem reszkę, ale nie rzucając nigdy nie masz szansy na to, żeby dostać to, co chcesz.”

W ostatnim tygodniu rzuciłam monetą pewnie kilkadziesiąt razy. Orzeł wypadł, ale wypadała i reszka. Dzisiaj rzucę znowu i będę rzucać tyle razy, aż statystyczne wyniki spotkają się z moimi celami.

A jak Wy radzicie sobie z odmową, krytyką lub rezygnacją? Dawajcie znać!

Życzę Wam pięknego i obfitującego w energię do działania tygodnia!


*PS. Część tego wpisu dotyczy również ostatnich moich poszukiwań. A mianowicie – poszukuję osób, które najlepiej w tym roku biorą ślub, a z różnych względów nie chcą bądź nie mogą wydać dużych pieniędzy na profesjonalnego fotografa. Z racji tego, że buduję swoje ślubne portfolio (w innych tematach, jak wiecie, jestem już doświadczona), szukam osób, które mi zaufają, a którym ja, w bardzo atrakcyjnej cenie (win-win) wykonam reportaż ślubny. Jeśli jesteście zainteresowane bądź ktoś z Waszych znajomych mógłby być – dawajcie znać! Moje portfolio znajdziecie pod adresem fotografia.aniaulanicka.pl lub klikając w zakładkę „PORTFOLIO”.


  • Staram się nie poddawać. Nauczyłam się, że jak mnie wyrzucają drzwiami, to wchodzę oknem. W biznesie nie da się inaczej. Nie można się poddać po kilku porażkach. Trzeba posuwać się naprzód, choćby małymi kroczkami, ale systematycznie. A porażki zawsze czegoś uczą, więc staram się wyciągać z nich to, co dobre. Da się :).

    • Bardzo to mądre, co piszesz i cieszę się, że otrzymałam tu taki motywujący komentarz. :) Dziękuję!

  • Radzę sobie źle, ale staram się nie poddawać mimo to… ;)

  • Zrządzenie losu, dzisiaj również czytałam wpis Volantification :) I dziękuję, że przeczytałam go za nim wyszłam na rozmowę o pracę. W ułamku sekundy nauczyłam się asertywności, gdy usłyszałam kwotę „wynagrodzenia” oraz dziękuję za to, że po powrocie do domu w kiepskim nastroju natrafiłam na Twój wpis. To takie doładowanie akumulatorów na to, by robić swoje i się nie poddawać :)

    • O, między innymi dla takich komentarzy pisze się wpisy! :) Bardzo się cieszę z tego, co piszesz na temat swojej rozmowy o pracę i wierzę, że znajdziesz lepszą. Trzymam kciuki i życzę dużo energii na kolejny tydzień!
      A taki blog jak Volantification potrafi wiele nauczyć, nie tylko asertywności. :)

  • Różnie sobie z tym (nie)radzę, ale staram się zawsze wyciągać wnioski i wykorzystywać je w przyszłości :)

  • Time For Spain

    Bardzo mądry artykuł. Najważniejsze to mieć zdrowe podejście do sukcesu jak i porażki, bo w życiu jest jak w kartach- czasem się wygrywa, a czasem przegrywa. Za chwilę i tak jest nowe rozdanie i nowa szansa na sukces. Ślemy uściski i trzymamy kciuki za rozwój, bo Twoje prace są piękne. Dziewczyny z Time For Spain.

    • Dziękuję! :)
      Macie całkowitą rację, a porównanie z rozdaniem kart jest niezwykle trafione! Uwielbiam świeże starty (poranki, początki tygodnia, miesiąca itd.), a dodatkowa metafora z tym związana na pewno pozwoli mi jeszcze lepiej radzić sobie z niepowodzeniami i działać dalej! :D

  • Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie narzekał i negatywnie komentował. Tak jak piszesz, raz będzie coś za tanie, raz za drogie, raz za mało oryginalne, a czasem zbyt ekstrawaganckie. Moim zdaniem to właśnie na tym polega walka o swoje marzenia- wiara w siebie i nie raz ogromna determinacja. Bo mimo całego natłoku pozytywów czasem wystarczy jeden negatywny komentarz w nieodpowiednim momencie i wiele osób chce rzucać to co robi, „bo się nie nadaje”.

    • Oj, jest dokładnie tak, jak mówisz w ostatnim zdaniu. Gdybym nie miała tyle determinacji i świadomie nie uczyła się wyciągać wniosków z niepowodzeń, dawno pewnie rzuciłabym wszystko w cholerę. Ale dla swojej pasji można zrobić naprawdę wiele, jednak ta wiara w siebie jest nieodłącznym czynnikiem działania.

  • Ja natomiast myślałam, że jestem silniejsza. Bardzo chcę mieć wszystko „na już”. Nie znoszę tej cechy u siebie, bo niezwykle często mnie irytuje i doprowadza do czarnych myśli, kiedy to cele nie są jeszcze osiagnięte, a życie toczy się nie tak, jak sobie to obmyśliłam. Dojrzewam jednak do tego, żeby nie dać się stłamsić, nei dać się zakopać i zapomnieć. Codziennie szukam motywacji w samej sobie, bo ta wewnętrzna jest najbardziej trwała i pożądana. Nie mam idealnego nastawienia, ale postanowiłam niedawno walczyć. O siebie i o swoją przyszłość. Droga trudniejsza, ale jakże satysfakcjonująca.
    Będę wracać do tego wpisu w razie kryzysu. A i pomysł z sernikiem nie taki zły :D :*

    • Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, prawda??? :D Powoli, konsekwentnie, ale do celu! Wydaje mi się, że powodzenie zależy od tego, na ile jesteśmy elastyczni i na ile potrafimy reagować na to, co złego się nam przytrafia i dopasowywać do tego swój plan. U mnie to wygląda tak, że kryzysy przeplatają się z upartą pracą i determinacją. Ale najważniejsze to żeby jednak nie rezygnować, próbować drzwiami, oknami, kominem i jak się tylko da.
      A sernikowi i kawie zawsze udaje się mnie uratować, całe szczęście! :)

    • Jeju Jola ja jestem taka sama :D

      • To co, piona? :)
        Ale mamy przechlapane trochę, c’nie?

  • Paulina

    Interesujący wpis :) Co do Twojego pytania staram się nie brać krytyki do siebie :) Co innego jeśli jest to krytyka konstruktywna, bądź od osób na których mi zależy, tylko w takich przypadkach się zastanawiam :)

    • Ja analizuję (może za bardzo) w sumie każdą krytykę, jaką usłyszę, ale bardzo staram się oddzielać krytykę konstruktywną od hejtu. Chociaż, tak jak piszesz, najbardziej cenię tę od najbliższych, o ile jest naprawdę szczera. :)

  • Wojciech Burczyk

    Super! Piszemy i myślimy podobnie, zapraszam do mnie!

    • Gdybyś miał adres bloga w swoim disqusie, to może i bym wpadła!

      • Wojciech Burczyk

        Rzeczywiście, blondyn ;D http://ciemnastronamusko.pl pozdrawiam!

        • Dodaj adres w swoim profilu disqusa, nie na moim blogu. :) Daj ludziom szansę odnaleźć swojego bloga!

          • Już :) jestem noobem w tym świecie. Będę wpadał do Ciebie na pewno!

  • Stawiam na stoicyzm. Wiem, że łatwo powiedzieć trudniej zrobić – mi też nie zawsze wychodzi. Osobom, którym doradzam w kwestii zarządzania sobą w czasie i realizacji celów mówię, że droga do celu jest jak zdobywanie szczytu: jest cholernie ciężko, często musimy przełamywać swoje ograniczenia, mamy chwile zwątpienia i myślimy, że nie damy rady, ale kiedy już znajdziesz się na wierzchołku to roztacza się z niego piękny widok!

    • Bardzo mądrze mówisz, dziękuję! Mnie raczej do stoicyzmu daleko, ale jak najbardziej staram się akceptować to, co się dzieje, reagować na to konstruktywnie, a w razie potrzeby naginać swój plan i go dopasowywać. :) I działać aż do efektów!

  • Ja należę do niecierpliwców :D To moja najgorsza cecha i jeżeli chodzi o rozwój biznesu, do którego dopiero się wdrażam, to często walczę z negatywnymi myślami. Przychodzą takie chwilę, że chce rzucić wszystko w cholerę, ale jak już zaczynam oswajać się z tą myślą, to nagle sobie myślę, że to będzie bardzo słabe poddać się tak naprawdę na początku. Już kilka razy zderzyłam się z krytyką, negatywną opinią, ale starałam się z niej zawsze wynieść coś dobrego dla siebie. Na początku wiadomo, niepokój w sercu, ale później myśl, co mogę zmienić, żeby już tego więcej nie usłyszeć/przeczytać.

    • O jeju, jakbym siebie czytała! :) Ciągle piszę tutaj na blogu, że marudzę, bo coś nie wychodzi, ale potem jednak biorę się w garść i działam. Na zmianę, a co, można! :D Dzisiaj właśnie nawet miałam takie niemrawe popołudnie, bo już mi się chciało wszystko rzucić, bo ZA WOLNO, a ja chcę teraz. Aż się zaśmiałam, w jak gorącej wodzie jestem kąpana.
      Mam nadzieję, że posłuchałaś podcastu The Minimalists – fantastyczny sposób na walkę z krytyką! Za każdym razem sobie będę o nim przypominać, kiedy się tylko z nią zetknę. :D

    • No to Marta faktycznie mamy identycznie, jakbyś siedziała w mojej głowie i spisywała moje myśli *.*

  • Również jesteśmy osobami raczej mniej cierpliwymi :P Natomiast pracujemy nad tym. I to prawda, że jedna porażka jeszcze nie przekreśla wszystkiego, Trzeba próbować, testować różne rozwiązania i dopiero mając różne doświaczenia, można stwierdzić, co dalej! :)

    • Każda porażka to też wyeliminowane jedno kiepskie rozwiązanie! :) To też w jakiś sposób przybliża do celu.

  • A ja się zastanawiam w drugą stronę. Czy zawsze trzeba iść do przodu i działać? Może jednak czasem warto odpuścić? Choć ja zawsze mam wrażenie, że może już za chwilę, już za momencik, czy za krok osiągnę swój cel i czemu miałabym rezygnować, skoro mogę być tak blisko. Tylko czy na pewno kiedyś będzie te cel osiągnięty?

    • Na chwilę odpuścić można, ale jeśli ma się prawdziwie upragniony cel przed oczami – to nie warto. Sęk w tym, że trzeba weryfikować, czy to, do czego dążymy, jest faktycznie naszym celem. :)
      W moim przypadku tak – ten cel będzie osiągnięty, kiedy będę mogła utrzymywać się z fotografii w stu procentach, a nie tylko w jakiejś części, mniejszej lub większej. Kwestia tego, aby konkretnie sformułować swoje cele i żeby wiedzieć, w którym momencie będzie można powiedzieć „CEL OSIĄGNIĘTY”. :D

  • Pingback: Lubię poniedziałki i Ciebie też bardzo mocno do tego zachęcam.()