Naładuj kreatywne baterie na kolejny tydzień!

To, co ostatnio wychodzi mi najmniej, to wolne weekendy i balans między czasem pracy i odpoczynkiem. Bywa czasami tak (jak u mnie w ostatnim tygodniu), że praca nie idzie tak dobrze, jak bym tego chciała, w dodatku pogoda jest średnia, a od tego już tylko krok do kiepskiego nastroju. Dodać do tego jeszcze trochę zamartwiania się, nieprzespaną noc i brak pomysłów na kolejny projekt, a tworzy się całkiem niewesoła mieszanka.

Co wtedy robić?

– płakać i objadać się paprykowymi lejsami prosto z pieca do oglądanego po raz setny sezonu ulubionego serialu, dobrego na płacz, szczęście, dolę i niedolę
– rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady
– zatrzymać się i odbudować swoją kreatywność oraz chęć do pracy. :)

Mimo że ogromnie miałam ochotę na punkt pierwszy, to Milka Oreo sprzed tygodnia dostarcza mi sporej dawki wyrzutów sumienia, a zakwasy tu i ówdzie uniemożliwiające swobodne i pełne gracji podnoszenie się z krzesła przypominające o treningowych mękach skutecznie oddaliły tę możliwość na kolejne kilka tygodni.

Punkt drugi również szalenie kuszący i na własnej skórze sprawdziłam, że się idealnie sprawdza – relacje możecie zobaczyć tutaj i tutaj. Jeden porządny wyjazd w góry wystarczył mi, abym była wierna polskim krajobrazom i odgoniła wszelkie zachcianki na zagraniczne wojaże. Niestety moja siostra nadal przebywa w ciepłych krajach i nie było komu znaleźć noclegów. Ja nie jestem w tym tak dobra ani wystarczająco cierpliwa.

Postanowiłam wykorzystać punkt ostatni i przyłożyć się do niego na tyle mocno, że zafundowałam sobie kilkunastogodzinną sesję pracy i w sobotę, i niedzielę. Bez najmniejszych wyrzutów sumienia za to dzisiaj, w poniedziałek, rozkoszowałam się dwugodzinnym śniadaniem złożonym z croissantów (dwóch) i kawy (też dwóch). I jak tu nie kochać poniedziałków?

Jeśli Tobie też zdarza się od czasu do czasu gorszy tydzień (w pracy, na studiach czy przy innym projekcie) i zamiast płakać wolisz dobrze wykorzystać ten czas na ładowanie swoich kreatywnych baterii, wypróbuj kilka sposobów, które świetnie sprawdziły się u mnie:

1.  Poczytaj inspirujące treści

Muszę przyznać, że jeszcze nie jestem do końca pewna swojej nowej sytuacji i wszystkie historie o twórcach na początku ich drogi chłonę jak gąbka. Czytam o ich sukcesach, trudach, sposobach na ciągłą motywację do pracy, podglądam, co tworzą i staram się te sposoby wprowadzić do własnej pracy.
W jednym z ostatnio czytanych artykułów natknęłam się na zdanie, które dało mi mocnego kopniaka do działania i spodobało mi się na tyle, że zrobiłam sobie z tego tapetę na pulpit. :)


„Good things come to those, who hustle”


Także aby przyszły do nas dobre rzeczy, trzeba się starać i dawać z siebie wszystko!

2. Zrób coś innego, niż zwykle.

Jeśli utkniesz przy jednym projekcie, przerzuć się na inny – zadbaj o różnorodność swojej pracy, aby uniknąć nudy. Ja ostatnio wzięłam się mocno za poprawianie swoich profili w social mediach, co nie było moim super ważnym do zrobienia na wczoraj priorytetem, ale musiało być zrobione. Ukończyłam przyjemne zadanie, co dało mi satysfakcję i motywację do dalszego działania.

3. Poćwicz i zjedz coś super zdrowego!

Oooooo jak ja czasami zapominam o tym, jak świetnie się czuję po mocnym treningu!!! Kiedy coś mi nie idzie, pierwszą rzeczą, jaką mam ochotę odpuścić, jest trening, ale kiedy się do niego zmuszę – jestem sobie za to wdzięczna jak nigdy wcześniej!
Jeśli jest to trening, po którym nie mogę wstać z podłogi i mam zakwasy przez kolejne trzy dni – czuję się, jakbym co najmniej górę przeniosła, a jeśli jest to delikatniejsze rozciąganie – jestem tak po nim spokojna, że żadne zmartwienia mnie nie dotykają.

4. Pozwól sobie na luźniejszy dzień

… ale następnego ranka bierz się do pracy.

5. Przejrzyj kalendarz i sprawdź, co zrobiłeś przez ostatni tydzień/dwa tygodnie/miesiąc.

Gdybym to, co robię, miała znowu robić przez dwie – trzy godziny dziennie, to w tym momencie, w którym jestem, byłabym pewnie za jakiś rok albo nie wiadomo kiedy. Dobrze mi idzie.

Tobie również!


Wpisy z ostatniego tygodnia:

1. Bądź autentyczny! To najfajniejsza rzecz, jaką masz! (o matko, mam wrażenie, że ten wpis wrzuciłam co najmniej miesiąc temu!)
2. TOP 5 – moje ulubione kosmetyki, po które zawsze wracam.
3. Oliwia | fotografia (Muszę tu wspomnieć, że ten wpis pobił absolutne rekordy mojego bloga. Najpierw rekordy bił wpis numer jeden, ale potem pojawiła się Oliwia i mnie pobiła. Mam to szczęście, że fotografuję takich pięknych ludzi! <3) 


Co nowego w tym tygodniu?

– pokażę Wam coś nowego, nad czym ostatnio pracuję i nie mogę się doczekać, aż już skończę! Pewnie po dwóch godzinach mojego luźnego poniedziałku znowu wrócę do pracy.
– nowy wpis o organizacji + świetna książka!
– dużo planowania, analizy i realizacji nowych pomysłów na projekty.

A co Wy planujecie w tym tygodniu? Co ciekawego zrobiliście w ostatnim?


PS. Po głowie chodzi mi pomysł na nowy projekt fotograficzny, o którym, jeśli mi się uda, dam znać niebawem. Póki co jest piękne słońce do wykorzystania, więc zapraszam na plenerowe sesje! <3


  • Ostatnio nauczyłam się stosować punkt 4. (zamiast się umartwiać że nie robię, co i tak nie pomagało). To rzeczywiście działa! :)

    • Prawda??? To jest rzecz, do której dojrzewałam chyba najdłużej. :D

      • Do mnie też docierało to stopniowo, aż w końcu uwierzyłam, że jak czegoś nie zrobię to świat się nie zawali. Siedzenie z poczuciem winy sprawy nie załatwia, więc lepiej odpuścić i zabrać się za pracę następnego dnia, już ze świeżą głową. To pisałam ja, po dniu przerwy, już prawie siadając do nowego tekstu ;)

        • A w dodatku najlepsze pomysły, przynajmniej u mnie, przychodzą w trakcie przerwy od pracy, rzadko kiedy w jej trakcie. :D W takim razie życzę Ci bardzo owocnego dnia dzisiaj!

  • Oj, wybrałabym te Bieszczady:D Ale wiadomo, nie zawsze można… Mnie najbardziej pomaga punkt 5- przeglądam, co dotychczas zrobiłam i od razu czuję się lepiej:)

    • Haha, właśnie – ja przy pisaniu tego wpisu zorientowałam się, że naprawdę dużo się jednak wydarzyło, skoro miałam wrażenie, że wpis sprzed tygodnia wrzuciłam miesiąc temu. :D

  • Ahh te Bieszczady, a gdzie wyjechać jak się tam mieszka? :D Kiedyś miałam taki dylemat, jednak teraz gdy się przeprowadziłam, cóż wracam tam z miłą chęcią. Żałuję tylko, że nie wykorzystałam tego czasu, który miałam będąc tam tak blisko :)

    • Ojojojoj dlaczego się stamtąd wyprowadziłaś??? :D Ja się zakochałam w Bieszczadach i nie chcę już jeździć nigdzie, tylko tam. <3 Nie żałuj, tylko odwiedzaj rodzinne strony jak najczęściej. ^^

      • Hehe :) Na studia oczywiście. Chciałabym ale nie zawsze czas na to pozwala niestety :)

        • Dzięki temu pewnie te wyjazdy nabierają wyjątkowego charakteru. :) Ja tak mam ze swoimi wojażami na podlasie – od kiedy mieszkam w Warszawie, to miejsce nabrało zupełnie innego wymiaru!

          • Oo to mieszkasz w Warszawie, nawet nie wiedziałam :) No wiadomo chociaż czasami to już wolałabym pojechać w końcu gdzie indziej ^^

          • Tak, uwielbiam to miasto. <3
            Haha, w takim razie wybierz się na podlasie, tam też jest pięknie!

          • Pomyślę nad tym ;) Dzięki za pomysł ;)

  • Zauważyłam że boimy się zrobić sobie dzień wolny – w zamian wolimy udawać że coś tam pracujemy, żeby mieć poczucie że jednak był to pozornie produktywny dzień.. Ehhh musimy się nauczyć odpoczywać, ja również! :)

    • Udawać pracę z nadzieją, że „a, może jednak coś mi się wymyśli!”. Ja zauważyłam, że kiedy w takim momencie oderwę się od pracy, jest większa szansa, że wpadnę na coś fajnego.
      A że kładę się spać z myślą, ile jeszcze fajnych rzeczy mogłabym porobić, to już inna sprawa… :D Ach, my niespokojne głowy.

  • Bardzo się cieszę, że dzięki Andrzejowi trafiłam na Twój blog. Jest tutaj cudownie! <3

    • Ależ to miłe, dziękuję! :D Mam nadzieję, że wymienimy tu jeszcze mnóstwo komentarzy! :D

  • Dzisiaj jest piękny słoneczny dzień, to i baterie są pełne. Jesienno-zimowy szarobury okres niestety szybko je rozładowuje. :(