Nie uciekajmy od samych siebie, a spróbujmy poznać.


Kiedy piszę ten wpis, jestem na podlasiu. Zupełnie sama. Jest późny wieczór, można powiedzieć, że już noc. Przez uchylone okno słyszę odgłos świerszczy, a poza odbijającym się światłem w jego szybie nie widać kompletnie nic.

Wieczorem, aby zagłuszyć tę niesamowitą ciszę, poszłam na rower. Minął mnie może jeden samochód. Może dwa. Znowu – nie słyszałam nic oprócz odgłosów lasu, rzeki i kilku słów tych, co nad nią spędzają wieczory.

I było tak słuchajcie przerażająco cicho, że aż bolało.


Wiecie, tak sobie dzisiaj pomyślałam, że strasznie uciekamy. Rzucamy się w wir pracy i obowiązków, całe dnie spędzamy w huczącym i głośnym mieście, przez cały czas otaczamy się ludźmi, którym buzie nie zamykają się od ciągłego gadania. Pracujemy w kawiarniach, jednym uchem słuchając muzyki i podsłuchując, co za problemy posiada kobieta obok. Wieczory znowu – na youtubie, spotify albo innym netflixie; koniecznie z laptopem, telefonem lub książką.

I to jest ekstra. Znajdowanie sobie ciągle zajęć jest ekstra. W mieście i tłoku natomiast czuję się jak ryba w wodzie i całą sobą chłonę jego dźwięki, zapachy i struktury. Kocham w nim żyć. Kocham obserwować ludzi, ich nawyki i zachowania, kiedy spędzają czas w ulubionych miejscach. Kocham ten szalony pęd.

Ale dzisiaj zadałam sobie pytanie, czy czuję się tam świetnie, bo jest mi tam dobrze, czy dlatego, że idealnie zagłusza to, co powinno być wysłuchane?



Tu jest cicho. Ale tak zupełnie cicho. Twojej uwagi nie odciągnie kolorowo ubrany mężczyzna. Tu czas stoi w miejscu. Musisz się do niego dostosować. Musisz być w momencie, w którym jesteś. Musisz przystopować. I mimo że masz ochotę zagłuszyć tę ciszę, zatrzymaj się i wsłuchaj w to, co masz sobie sam do powiedzenia.

Lubię miasto, bo miasto jest dla mnie dobre. Tam wystarczy, że wyjdę za próg swojego mieszkania, a moją głowę zajmuje tysiąc innych rzeczy, które spotykają mnie po drodze. I tak codziennie.

Przypominam sobie o tym, jak postanowiłam, że może wyjadę gdzieś w tym roku całkiem sama. I wiecie co, teraz mnie ta myśl naprawdę przeraziła.

Tutaj, mimo że większość dnia spędzam z ludźmi, uczę się, rozmawiam i śmieję do bólu brzucha, nie mam dokąd uciec. Jest pięknie. Jest naprawdę cudownie. Słodki zapach lasu i ciepłe światło zachodzącego słońca są niepowtarzalne; tu, w tych przestrzeniach niemożliwych do ogarnięcia wzrokiem.

Ale to również tutaj jestem w końcu naprawdę sama. Z najważniejszą osobą swojego życia, która domaga się tego, aby ją w końcu wysłuchać.

I jest to tak samo niekomfortowe, jak ekscytujące. Nie uciekać od siebie, a spróbować poznać.



Ostatnie wpisy:

Rób to, w co wierzysz.
O chemii z fotografem – dlaczego ma znaczenie?
Etno Cafe | Warszawa
Bardzo fajne rzeczy, które zrobię w tym roku dla siebie


  • Wiesz Aniu, ja od ostatnich dwóch lat mam sporo takiej ciszy. Na początku nie mogłam sobie z nią poradzić podobnie jak Ty… Teraz myślę, że bardzo mi było to potrzebne, by zapytać siebie kim jestem i kim chcę być. Nadal nie znam na to drugie odpowiedzi, ale mam rok bycia dla siebie dobrą, więc daję sobie czas :) I wiem, że dzięki tej ciszy polubiłam być sobą. Ciekawa jestem co Tobie ona przyniesie :) ściskam!

    • Asiu, dziękuję za Twój komentarz! Polubienie siebie jest niesamowicie ważne, tak samo jak poznanie – jedno idzie za drugim. Może to być niekomfortowe, ale koniec końców jest ogromnie potrzebne.
      Ja również jestem bardzo ciekawa, chociaż wiem, że to dopiero początek.
      Wszystkiego dobrego również dla Ciebie w tym poznawaniu siebie, dziękuję za komentarz! <3

  • Piękne zdjęcia, piękny tekst! :)

  • Ale mi dałaś do myślenia…

  • Kamil Pawlicki

    Fantastyczny tekst. Miałem napisać coś konkretnego, ale zwyczajnie nie ma tu co dodawać! : )

    • W takim razie nie mogło być lepszego komentarza! Dziękuję! :)

  • Ale pięknie Ania napisałaś🎈Bo prawda taka, że próbujemy wszystkich naokoło zrozumieć, a zapominamy zrozumieć siebie. Nie, nie będę się siliła na mądrość kiedy tyle ich u Ciebie💛

    • Dziękuję, Magda. Ale szczerze – komu jak komu, ale że Tobie słów zabraknie, to się nie spodziewałam. :D

  • justti | www.hungryformore.pl

    Chyba najlepiej znaleźć balans pomiędzy życiem w mieście, a przykładowo weekendem w wiejskim domku. Zresztą, mamy teraz tyle bodźców z każdej strony, że co rusz słyszę jak ktoś szuka ustronnego miejsca na odpoczynek. To chyba kierunek, w którym zmierzamy… Ściski Aneczka :*

    • Ach, też to bardzo często ostatnio słyszę! Ale jak najbardziej nie ma nic w tym złego, tym bardziej jeśli mieszkamy w dużych miastach. Mnie się ostatnio marzą góry, o jeju! :)

      • justti | www.hungryformore.pl

        To ja Ci powiem, że dzisiaj jadąc do pracy specjalnie wybrałam drogę przez las (i małe górki), by złapać trochę zieleni! Zabrakło mi czasu, by zaparkować auto i pospacerować, ale zrobię to z pewnością :)
        A Ty Kochana jeśli planujesz góry, to zapraszam do mnie! Choć teraz jestem trochę w rozsypce, to w sierpniu czy wrześniu możesz przyjeżdżać:) Albo podsunę Ci jeszcze jeden pomysł! W lipcu na Rysiance organizowana jest impreza „Get out & Log on” (sprawdź na FB), byłam w zeszłym roku (czaaad!) i w tym toku też planuję być, więc jeśli nie miałabyś planów, to śmiało wpadaj :)

        • O łaaaaaaał, dziękuję za zaproszenia! :D Niewykluczone, że z któregoś skorzystam. <3
          Ja za to wczoraj byłam na długiej przejażdżce rowerowej – nawdychałam się lasu jak szalona. :)