Ania Ulanicka

Nie wszystko musi się nam opłacać

Czy dzisiaj jeszcze myślimy o tym, by robić coś za darmo? Bezinteresownie? Nie oczekując nic w zamian?

W pędzie życia zapominamy o czymś bardzo ważnym. Liczymy często głównie na to, żeby hajs się zgadzał, a każde nasze działanie dawało wymierne korzyści. Napełniamy się oczekiwaniami, co czasami może skutkować wręcz roszczeniową postawą.


Nigdy nie czułam się jakimś super sprzedawcą.

Ba, nigdy nie chciałam być kimś, kto w nachalny sposób wciska swoje produkty, usługi lub siebie i swoje umiejętności. Od zawsze chciałam pracować z ludźmi, którzy pracują ze mną, bo chcą i wiedzą dlaczego chcą. Jakoś instynktownie czułam, że wpychanie się z buciorami ze swoją ofertą nigdy nie da mi pożądanych efektów. Co nie znaczy oczywiście, że nie wierzę w to, co robię i że nie potrafię mówić o sobie dobrze. Nauczyłam się potrafić. Kiedyś byłam szarą myszką i nawet powiedzenie swojego imienia na głos przerastało moje możliwości.

Pomyślałam, że zacznę po prostu dawać.

Tak bezinteresownie. Nie oczekując nic w zamian. Oczywiście – jest w tym wszystkim miejsce na reklamę, bo przecież o to w biznesie chodzi.

Staram się po prostu być dobra, inspirować, pomagać kiedy mogę, dzielić się tym, co przeczytałam czy zaobserwowałam, mówić o tym głośno. Inspirować ludzi wokół i starać się, by ci, którzy mnie otaczają, byli najlepsi w tym, co robią i im w tym pomagać, jeśli moje umiejętności na to pozwolą. Tak, tak, wiem. Może się to różnić diametralnie od postawy:

ja to muszę być najlepsza i nikt nie może być lepszy ode mnie, dlatego z nikim nie podzielę się swoimi sekretami!


Przestałam się spinać i strzec swoich tajemnic oraz tego, co mam w głowie jak największego skarbu, bo heloł – dużo ludzi jest mądrzejszych ode mnie, dla których ta moja wiedza tajemna to chleb powszedni. 

A poza tym – ja to ja, a ktoś to ktoś i wcale nie jesteśmy dla siebie konkurencją.

Kiedy to robię, jestem bardzo często zaskakiwana, jak wielką stopę zwrotu ma to, co wyczyniam.

Kiedy ja się tak dzielę, kiedy im pomagam, kiedy bywam tam, gdzie powinnam bywać, kiedy mówię TAK propozycjom, które otrzymuję, ta dobra energia wraca do mnie nie wiadomo skąd i nie wiadomo kiedy. I w dodatku mam wrażenie, że w pięciokrotnie większej ilości, niż bym się spodziewała.


Odpisywałam Jackowi Siwko na wiele jego newsletterów. Kiedy zadawał pytania, bezinteresownie próbowałam doradzić, pokazać swój punkt widzenia. Udzielałam się pod jego filmami na YT, nagraniami na stories, bo po prostu lubiłam to, że robi takie fajne rzeczy i że może się dzięki temu uczyć. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy najpierw poprosił mnie o recenzję swojego ebooka o fotografii ślubnej, a później zaproponował, żebym dołączyła do jego zespołu i pracowała nad blogiem niezleaparaty.pl. No wiecie jakie to uczucie, kiedy taki kozak mówi coś takiego do takiego małego fotografa jak ja?

Kolejnym przykładem jest oczywiście prowadzenie tego bloga. Widzę w tym sens głównie wtedy, kiedy robię go kompletnie bez oczekiwań. Dla przyjemności prowadzenia go i dzielenia się wiedzą. Ja naprawdę nie umiem pojąć, jak mimo wszystko jest on wielką furtką dla mnie do cudownych znajomości, zleceń i fantastycznych współprac.

Moim parom, którym robię zdjęcia, staram się najpierw pomóc. Poznać je, doradzić, podpowiedzieć, a dopiero później podpisać umowę. Później – być wtedy, gdy mnie potrzebują, gdy mają rozterki na temat pudrowego różu kwiatów i kokardy w sukience. Reportaż ze ślubu jest tylko częścią tego, jak naprawdę w całości wygląda nasza współpraca. A bardzo mi jest później miło i ciepło na sercu, gdy na winietce widzę później dopisek „najlepszy fotograf & coach ślubny”.

Dostałam ostatnio wiadomość od obserwatorki, która chciałaby uczyć się robić zdjęcia właśnie ode mnie. Przyznała się, że wiele ją ten ruch kosztował (oczywiście stresu) i zrozumie, jeśli się nie zgodzę. A ja? Dlaczego miałabym się na to nie zgodzić? Byłam tak wręcz zaszczycona i mile zaskoczona jej postawą i propozycją, że zgodziłam się w sekundę i właśnie dziś rozpisuję plan warsztatów dla niej. I już knuję kolejne jesienne projekty.

Możliwe, że właśnie teraz Ty stresujesz się przed wykonaniem takiego ruchu.

Możliwe, że wcale nie ma się czego bać i tylko jedna wiadomość dzieli Ciebie od zrobienia czegoś fantastycznego.


Jasne, wiąże się to z ogromnym ryzykiem. Takim, że najwyżej nie dostaniesz odpowiedzi zwrotnej.


Powiedz sobie szczerze – czy jest to naprawdę coś, czego nie jesteś w stanie przeżyć? :)

Ja już nie liczę, ile odmów przeżyłam (i nadal przeżywam, bo nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą chcieli ze mną pracować) i jak widać, na razie mam się całkiem spoko. Czasami sobie płaknę, ale dobre jedzenie zawsze daje radę.

Daję wiedzę, bo lubię to robić. Pokazuję, że wiem, że umiem, że chcę. Wychodzę z inicjatywą. Nie czekam, aż propozycje współprac spadną z nieba, a kalendarz sam się zapełni, bo mogłabym tak czekać i sto lat. Trzeba pomóc swojemu szczęściu. Działać, pisać, proponować, pokazać się ze sobą i tym, co się robi. Liczyć na to, że przyniesie to coś fajnego, ale nie traktować tego jako warunek konieczny.

Wierzę, że ta energia wróci, jeśli nie stąd, to stamtąd.

>> Zobacz wpis: “I żebyś odnalazła swoje dlaczego, a reszta niech będzie skutkiem ubocznym”

To nie jest czas na działanie z ukrycia i chowanie się w kącie. Nie wiem, czy moje podejście w jakiś sposób Ciebie zainspiruje lub zainteresuje. Chciałabym pokazać, że nie warto się bać, za dużo myśleć i rozkminiać, czy mi się to opłaci.

Czasami się opłaci, a czasami nie.

Wiem, że wszystko, co do tej pory zrobiłam, i te mądrzejsze rzeczy, i te głupsze, doprowadziły mnie właśnie do tego momentu. A jest on całkiem fajny.

Ja znalazłam swój sposób, zgodny ze mną, na pokazanie siebie i zaoferowanie tego, co robię, więc Ty również znajdziesz swój. Ale musisz szukać.

A szukanie to czynność, tak gwoli ścisłości.

Category
INSPIRACJE
Share on

You may also like

Previous Post

Konkurencja - jak się jej nie bać i jak się wyróżnić?

Next Post

Czy oszalałam, że zaczynam pracę o 7:00??? Otóż ani trochę!