Ania Ulanicka

Nigdy nie będziesz jak ktoś, kogo podziwiasz. I bardzo dobrze!

inspiracja fotograficzna, jak odnaleźć swój styl w zdjęciach

Portret zrobię jak X, ślub jak Y, a zdjęcie kawki sfotografuję jak Z. No cud plan! Miotałam się i szarpałam, próbowałam udowodnić, że mogę być taka jak ten, czy tamten. Wkurzałam się niemiłosiernie, że wychodzę z siebie, a nic mnie nie satysfakcjonuje. Nadal to jakieś dziwne, sztywne i nie moje. Nie wiem nawet, czy się tym chwalić, bo przecież mnie to tam jest kilka procent.


Nie wiem, czy się w podobnej sytuacji odnajdujesz, ale ja się w pewnym momencie odnalazłam. Nawet zbyt bardzo. Zaczynając na odtwarzaniu niektórych kadrów (co nie jest najgorszym pomysłem, ale o tym zaraz), a na frustracjach i płaczach, że nie jestem taka jak XYZ kończąc.

Nie jestem i nigdy nie będę, to jest fakt i nie ma co się na to obrażać. XYZ jest jeden i ja jestem jedna. 

Co innego ćwiczenie, co innego brak pewności siebie

Pamiętam swój kurs rysunku przygotowujący do egzaminów na architekturę z czasów liceum, na którym rysowałam dokładnie to, co widziałam na postawionym przed sobą rysunku. Kopiowałam widok, ruchy ołówka, przetarcia gumką. Dopiero po jakimś czasie rysowałam z natury. 

Był to świetny sposób na to, by w jakikolwiek sposób ogarnąć warsztat. Gdy już zebrałam jakiś pakiet narzędzi i umiejętności, mogłam przejść do tego, by tworzyć coś po swojemu. (Za dużo tego akurat w życiu nie natworzyłam, bo strasznie nie lubiłam rysować. :))

Tak samo jest ze zdjęciami. Grafiką. Pisaniem. Gotowaniem. Projektowaniem. 

Kiedy dopiero się rozwijasz, a Twój warsztat jest nikły, naśladowanie jest ok. Ale w pewnym momencie musisz się oderwać i usamodzielnić. Uwierzyć w siebie i swoje umiejętności. Porzucić to, czego się nauczyłaś i spojrzeć na swoją twórczość świeżym okiem. A żeby to zrobić, 

trzeba polubić siebie! 

Nie da się sobą chwalić, nie lubiąc osoby, którą jesteś. Ja jeśli jestem czymś zafascynowana, mam ochotę o tym opowiadać na milion sposobów. I bardzo możliwe, że nie jestem odosobniona.

Był czas, kiedy nieustannie miałam do siebie jakieś wąty i pretensje. Kiedy ciągle wstydziłam się tego, co mam w głowie i tego, jak ja widzę dane kadry. Ciągle się porównywałam i upodabniałam. A przecież jeśli prawdziwie lubi się siebie, chce się pokazać to, kim się jest, całemu światu.

I wtedy okazuje się, że w tym, co robisz, jest kilkadziesiąt procent Ciebie, i kilka procent inspiracji. Nie na odwrót.



Nie robię pastelowych zdjęć (których estetykę uwielbiam!), bo sama nie jestem pastelowa. Próbowałam kiedyś, ale to totalnie nie jest moje. Zdarza się, że moje kadry są dość intensywne, nieidealne, czasami ciemne – bo ja nie lubię, kiedy jest za równo i za czysto. Nie silę się zbytnio na stylizowanie ludzi i swojego otoczenia podczas zdjęć, bo najbardziej lubię fotografować to, co jest i jak jest.

No bo wiecie – jeśli chcemy robić coś, co daje nam radość (i nie mówię tu tylko o pracy), to nie możemy kłamać. Jeśli założysz maskę i udasz, że jesteś kimś innym, to prawdopodobnie będziesz się w tym męczyć do momentu, aż wyleziesz z tej swojej skorupy i pokażesz to, co siedzi w środku.

Ja jestem bardzo nieperfekcyjna i bardzo nieidealna, i tak samo nieidealne są moje zdjęcia, blogi i wszystko, co robię. Ale są moje, szczere, prawdziwe, i codziennie najlepsze, jak tylko umiem.

Szalej, baw się tym, co robisz, eksperymentuj, zrób coś na odwrót. Nie bój się! Potraktuj to jako cudowną przygodę, w której nie masz absolutnie nic do stracenia! Odważ się i pokaż, jak naprawdę coś widzisz. 

Wtedy nie pozostanie mi nic innego, jak trzymać kciuki za Twój nieunikniony sukces!

Share on

You may also like

Previous Post

Czy oszalałam, że zaczynam pracę o 7:00??? Otóż ani trochę!

Next Post

Jak zdobywać zlecenia nie mając portfolio? (Wpis nie tylko dla fotografów!)