Perfekcjonizm jest zły!

szeroko pojęty styl życia

What if I fall? Oh, my darling. What if you fly?

Kto jest perfekcjonistą, ręka do góry!

Ile ja się namyślałam, ile wypisałam za i przeciw, ile rozważałam opcji i możliwości, ile tragicznych wizji sobie wyobrażałam, zanim założyłam któregokolwiek swojego bloga!

Przez szmat czasu nieśmiało wrzucałam swoje fotki do sieci, pół dnia zastanawiając się nad tym, czy ktoś zwróci na to uwagę, zanim postanowiłam w końcu zebrać je w jedno miejsce i podpisać własnym nazwiskiem. Założyć bloga. Pokazać je światu, nie tylko mamie, zamiast trzymać w najciemniejszych zakątkach swoich dysków. Od wielu osób słyszałam, że fajne te moje zdjęcia, może bym je gdzieś wrzuciła, w ogóle to oni też by chcieli, żebym im pocykała fotki i fajnie, że mam pasję i w ogóle to wszystko fajnie. No mam pasję, ale co z tego, skoro do perfekcji mi daleko, są lepsi ode mnie i w ogóle gdzie ja z tym wszystkim do świata.

Kilka lat temu założyłam pierwszego bloga. Padło na bloggera – napisałam jeden wpis, nie do końca mi się podobał. Zobaczyła go chyba tylko moja siostra. Przeszłam na tumblra – mam go do dziś. Później kolejna wersja, już wordpressowa. Teraz ta.

Prawdziwa najprawdziwsza!

Do obecnego bloga przymierzałam się jakieś pół roku. Bo musiałam znaleźć perfekcyjny szablon, perfekcyjny hosting, napisać perfekcyjny plan postów, zrobić perfekcyjne logo i perfekcyjne zdjęcia. A to obiektyw w naprawie, logo musi urosnąć w mojej głowie, szablon mógłby być delikatnie inny, a w dodatku to nie wiem, czy chcę mieć ‚pl’ czy ‚com’ i jak w ogóle chciałabym się nazywać (?!) i czy przypadkiem nie kończy mi się kawa. Kiedy po miesiącach marudzenia doszłam do momentu, gdzie opublikowałam kolejny pierwszy post, byłam super dumna. Do wczoraj! A co było wczoraj?

Zepsułam bloga.

Fonty były takie brzydkie, mogłyby być inne, tytuły mogłyby mieć w końcu polskie znaki, wszystko takie nieładne i nijakie. Odezwała się we mnie dusza informatyka/grafika/mistrzablogowania i zabrałam się do pracy. Trochę poczytałam, trochę obejrzałam, tu kliknęłam, tam kliknęłam i pozmieniałam to i owo. Dumna z siebie i podekscytowana postanowiłam sprawdzić, jak to pięknie teraz wszystko wygląda. No i wyglądało. Tak, że mi ręce opadły.

CO JA NAJLEPSZEGO NAROBIŁAM??? 

No i to był koniec świata. Nic nie wyglądało tak, jak chciałam. Ba, nie było to nawet zbliżone do początkowej i najbardziej nieperfekcyjnej wersji strony. Wszystko zniknęło! Bieda, nędza i ubóstwo. Więc nie mogę już ćwiczyć, spać, iść do pracy, jeść, pisać postów i w ogóle usunę całą stronę i skończę blogowanie, co mi w ogóle przyszło do głowy i jak to tak pokazać takiego bloga ze złym fontem???

Tragedia!

Ratowałam swojego kochanego blogaska przez kilka godzin, aż oczy wyschły mi od patrzenia w monitor. Nie zdążyłam zrobić zdjęć, więc wrzuciłam stare. Nie zdążyłam jeszcze wszystkiego naprawić. Obiad też się nie zrobił (to najgorsze!). Nie miałam kiedy napisać zaplanowanych postów, bo przecież świat stanął w miejscu i muszę to naprawić. Ale przecież mogę wrzucić posta za kilka dni, prawda???

Nieprawda. 

Wiesz, co uważam za ważniejsze od perfekcjonizmu? Systematyczność. Perfekcjonizm nie pomaga. Można do niego dążyć. Jednak ciągle się rozwijamy, prawda? Z każdą kolejną próbą, kolejnym zdjęciem, kolejnym postem jesteśmy coraz lepsi. A zatem nasze wyobrażenie, ta granica, w której zaczyna się perfekcjonizm, również się przesuwa. Niekończąca się gonitwa, ot co.

Oczywiście – perfekcyjna wizja jest dobra, każdy taką ma. Ale czy gdybym wymagała od siebie perfekcjonizmu, znałbyś jakiekolwiek moje zdjęcie? Prawdopodobnie nie. Na widok wielu z nich się uśmiecham. :) Na widok mojego bloga raczej chciałam płakać, niż się uśmiechać, bo tak pusto, że hula, aż świszczy. Mam za swoje i teraz cierpliwie muszę od początku wszystko wyklikać.

Ta fascynująca opowieść to przestroga dla wszystkich. Dąż do progresu, nie do perfekcjonizmu. Pisz, twórz, pokaż to światu. Nie rób tego tylko do szuflady. Nie zatrzymuj tego dla siebie. Nie przejmuj się opinią. Nie zwracaj uwagi na jakieś tam niedoskonałości, których nie widzi nikt, oprócz Ciebie. Jeszcze przyjdzie czas to naprawić.

Jesteś wystarczająco dobry.


A teraz proszę pozwiedzać mojego blogaska i radować oczy czystością i wspaniałością prostoty. Minimalizm w pełnej krasie!