Ania Ulanicka

Podsumowanie lutego – biznes, lifestyle, dobre rzeczy i to, co chciałabym poprawić

Tak jak styczeń wydawał mi się nieskończenie długi, tak luty mam wrażenie minął w mgnieniu oka. Usiadłam właśnie z notesem, by podsumować ten miesiąc i pomyślałam, że może i Wy zechcecie co nieco o tym przeczytać. Nie zawsze jest u mnie tak petardowo i rakietowo, jak by się mogło wydawać, ale mimo wszystko podczas takich podsumowań staram się znaleźć dobre rzeczy, na których warto się skupić.

Zapraszam więc na krótkie podsumowanie mojego miesiąca pod względem biznesu, dobrych rzeczy, które zapamiętam i takich, które chciałabym poprawić. :)

W połowie stycznia przeprowadziliśmy się do mieszkania na Żoliborzu (zajrzyjcie do tego wpisu, jeśli chcecie zobaczyć więcej) i w końcu mogę powiedzieć, że szalona ekscytacja nie pozwalająca mi się na niczym skupić ustąpiła i czuję się w tym miejscu po prostu dobrze i miło. 


Biznes 

Luty rozpoczęłam od intensywnego obrabiania zdjęć nowej kolekcji butów Moniki Kamińskiej. Ostatniego dnia stycznia zrobiłyśmy dość długą intensywną sesję zdjęciową. Po premierze butów w sklepie online kilka dni temu muszę Wam powiedzieć, że efekt normalnie mnie zmiótł. Wielka satysfakcja!

Zarezerwowałam kilka terminów ślubnych na sezon 2019 i 2020. Jestem już niesamowicie podekscytowana na te nowe historie i szczerze mówiąc powoli nie mogę się doczekać początku sezonu ślubnego. Jeśli jesteście zainteresowani reportażem, zajrzyjcie do mojego portfolio i napiszcie maila. 

Zrobiłam cudne sesje rodzinne, które jak zwykle napawają mnie ogromnym wzruszeniem i ciepłem. Uwielbiam te domowe historie, tak pełne bliskości i intymności. 

View this post on Instagram

Wooooooooow, co to był za dzień! 💥 Kilka godzin spędziłam z Olą @ola_kajo i Pauliną @purplemouth58 w studio, gdzie fotografowałyśmy nowe dodatki @kajo.jewels 📸 Było totalnie cudownie! Zrobiłyśmy coś naprawdę pięknego i już nie mogę się doczekać, kiedy pokażemy Wam efekty. 😁 _ Jak zwykle z Olą po już tylu wspólnych sesjach mamy flow i rozumiemy się bez słów. 😁 Do tego stopnia, że czasami robię po prostu jedno zdjęcie i jest ono dobre, bez potrzeby powtarzania. 😂 Paulina cierpliwie znosiła nasze próby, kombinacje i dodatkowe spinki na głowie. 🙏 _ Po intensywnej sesji, wieczorem, czekała mnie jeszcze chyba bardziej intensywna zumba. 🖤Wyszalałam się, wyskakałam. Siedzę na kanapie czując totalnego powera i niesamowitą radość. 😁 Dzisiaj to chyba zejdę ze szczęścia, że świat jest taki piękny. 😂🤪☀️🌷💕😚😍💥

A post shared by Ania Ulanicka (@aniaulanicka) on

Oprócz sesji produktowych, rodzinnych i kilku portretowych, zrobiłam też mega ekscytującą sesję (jedną z ostatnich lutowych) z Olą Kotowską dla jej Kajo Jewels. Z tą dziewczyną mamy już takie flow, że dosłownie każde zdjęcie, jakie robimy, jest dobre. Ubóstwiam takie długie współprace! 

Bardzo się cieszę, że oprócz ślubów i portretów mogę pracować z markami. Uwielbiam sesje lookbookowe i zawsze są to jedne z moich ukochanych realizacji. 


Dobre rzeczy 

Tak w ogóle prywatnie miesiąc zaczęłam od urodzin chłopaka i najtrudniejszego zadania na świecie, czyli pompowania balonów w mieszkaniu. Jakie było moje zdziwienie, kiedy literki okazały się kilkunastokronie większe niż się spodziewałam.  Zjedliśmy tego dnia najlepszego steka w mieście i pierwszy raz w życiu z najedzenia odmówiłam deseru, a już na pewno wiecie, że umiem zjeść dużo. ;)  

Obejrzałam film Greenbook – jeśli jeszcze nie widzieliście, pędźcie do kina. Walentynki spędziliśmy przy dobrym jedzeniu w domu, winie i książkach. Totalny chill. Cieszę się też, że znalazłam w tym miesiącu czas na korzystanie z uroków miasta: spacery po Starym Mieście, ulubionych parkach, jedzenie w knajpach. Taki odpoczynek to odpoczynek idealny!

Zrobiłam zdjęcia z Martą Mytych, które totalnie otworzyły mnie na ciekawość do tego, jak wyglądam. Co innego zrobić sobie selfie, a co innego zobaczyć, jak w detalu wygląda moja piegowata skóra. :) 

Nosiłam się z tą decyzją już któryś miesiąc (jak nie rok :P) i w końcu kupiłam nowego laptopa. Ciężko wydawać mi pieniądze na coś, co być może nie jest w stu procentach w danym momencie niezbędne (i pracować w pociągu na starym kasztanie, którego bateria trzyma pięć minut).  W końcu poszłam po rozum do głowy i postawiłam na możliwość pracy w podróży i w ogóle poza domem, której u mnie dosyć sporo. Jak na razie – jestem totalnie zachwycona. Dajcie znać, jak Wasze wrażenia, jeśli pracujecie na tym sprzęcie.


Co chciałabym poprawić?

Wypisałam sporo sukcesów, z jakich jestem mega zadowolona i dają mi satysfakcję, ale postanowiłam wypisać trzy rzeczy, które chciałabym poprawić w przyszłości. Nie za dużo, by się nie zniechęcić. ;) Miałam tydzień z przeziębieniem, podczas którego pracowałam na jakieś pół gwizdka. Nie byłam obłożnie chora, ale totalnie nic mi się nie chciało i to trochę wpłynęło na sprawność mojej pracy. 

Zdecydowanie nie szła mi medytacja ani regularne treningi. Medytowałam dosłownie kilkanaście razy, a na treningi ruszałam wtedy, kiedy miałam zumbę z trenerem. Chciałam wprowadzić nawyk robienia 10k kroków dziennie, ale też nie zawsze mi to wychodziło. W marcu zdecydowanie będą to rzeczy, nad którymi będę pracowała więcej. 

Cały czas nie idzie mi wprowadzanie zaplanowanych poprawek na stronach, zwyczajnie nie mam na to czasu. Ciągle biegam na sesje lub je obrabiam i poprawianie stron wydaje mi się totalnie zbędną czynnością. A przecież tak nie jest, bo to moje wizytówki!

Trochę spinałam się z blogowymi wpisami. Miałam wrażenie, że są to zadania nie do przejścia i kiedy miałam coś tutaj opublikować czułam się, jakbym miała co najmniej wejść na jakąś wielką górę. Luzuję gumkę w majtach i będę bardziej szalała w miejscu, które jest przecież totalnie moje. 


Przeczytane książki 

Książki polecę w oddzielnym wpisie, bo trochę się ich nazbierało. Muszę przyznać, że najlepszym chyba motywatorem do czytania jest mój chłopak, którego 1/10 księgozbioru jest większa niż wszystkie książki, jakie przywiozłam do naszego wspólnego mieszkania. ;) 

Uff, sporo wydarzyło się w ciągu tych czterech tygodni, nie do końca spodziewałam się, że aż tyle. Mam nadzieję, że spodoba się Wam forma takich podsumowań, a być może zrobicie takie dla siebie. Ja czuję się wspaniale, bo nie spodziewałam się, że wydarzyło się aż tyle! 

Dajcie znać, czy podobają się Wam takie wpisy. :)

Category
Inspiracje

You may also like

Previous Post

Month of Love

Next Post

Czym jest content marketing i jak się do tego zabrać? Rozmowa z Marcinem