Podsumowanie marca

Marzec miał być spokojnym miesiącem, a koniec końców zaczęłam bardzo mocno marzyć i prosić o urlop. Moja szefowa jednak jest nieugięta i nie pozwala na takie fanaberie. Jest praca, to trzeba robić. Urlopować będziemy w święta! 

Chodźcie zobaczyć, jak toczyły się wszelkie moje sprawy przez ostatnie kilka tygodni. :)

Warsztaty kulinarne

Jednymi z najmilszych, najbardziej pozytywnych i edukujących współprac była moja współpraca z wydawnictwem Pascal, w której fotografowałam warsztaty kulinarne powiązane z promocją książki Dominiki Wójciak „Sezonowe warzywo” (kilka zdjęć z tego wydarzenia możecie zobaczyć w jednym z wcześniejszych wpisów), a później Piotrka Kucharskiego „Miejski farmer”. Uwielbiam pyszne jedzenie, uwielbiam gotowanie (to zdarza się, że wychodzi mi troszkę gorzej od jedzenia ;)) i uwielbiam zdjęcia – były to tak pozytywne wydarzenia, że na każde biegłam w podskokach. :D

fotografii ciąg dalszy

Regularnie spotykamy się z Bartkiem, aby fotografować stylówki na jego bloga. Biegamy po Warszawie w poszukiwaniu miejscówek kolorystycznie dobranych do outfitów, a koniec końców robimy foty w miejscach, o których nikt wcześniej nie pomyślał. Na przykład te schody: było tam tak kozackie światło, że chętnie zrobiłabym tam wszystkie sesje!

Edukuję!

Pozostając jeszcze chwilę w temacie fotografowania: udało mi się napisać pierwszy wpis o tym, jak robić fajne zdjęcia z dziesięcioma przykazaniami dla początkujących fotografów. Dostałam od Was na jego temat mnóstwo feedbacku, więc będziemy działać dalej!

fotografowanie obiektów z góry

Pyszności

Chyba troszkę odzwyczaiłam się od słodyczy (słyszycie, co mówię?), a w dodatku warsztaty kulinarne wpłynęły na mnie bardzo pozytywnie, dzięki czemu owoców i warzyw jest w mojej diecie więcej. <3 Spróbowałam nawet zrobić fit ciasto pomarańczowe, ale po raz kolejny przekonuję się, że połączenie słów „ciasto” i „fit” to zdecydowanie oksymoron. Takie połączenie w przyrodzie nie występuje, biję się w pierś i przyznaję do winy. Zawsze możecie jednak poczęstować się przepisami na koktajle – nie będę Was oszukiwać, że zastąpią Wam słodycze, ale na pewno smakują tak, jak powinny!

Masz, co chciałaś!

Był to zdecydowanie miesiąc, w którym działo się mnóstwo, a w ogóle się na to nie zapowiadało. Pamiętam jeszcze, jak marudziłam, że nic się nie dzieje – chciałabym! :D W ciągu ostatnich czterech dni wyrobiłam dwutygodniową normę pracy, ale jak to mówi mądrość mamy: „Masz, co chciałaś!”. Amen to that.

Biznes

Pracuję dużo, ta praca pewnie niedługo wejdzie mi na głowę, ale z dnia na dzień coraz bardziej upewniam się, że praca na swoim to jest coś, w czym naprawdę się spełniam. Wiem, że minęły dopiero trzy miesiące, ale jakoś nie wyobrażam sobie, aby moje życie w tym momencie wyglądało inaczej. Kiedy podjęłam tę przerażającą decyzję, kamień spadł mi z serca i z takim lekkim serduchem pełnym motywacji pracuję jak mróweczka. Nie bójcie się dużych kroków. Są przerażające, ale to dzięki wychodzeniu ze swojej strefy komfortu możemy się rozwijać. Dzięki trudnym sytuacjom uczymy się rozwiązywać problemy i pokonywać nasze słabości.

wpis: „Sposoby na pracę w domu”

praca freelancera

W tym miesiącu z okazji świąt zrobię sobie w końcu upragniony i tak bardzo potrzebny odpoczynek! Potrzebuję chwili na to, aby zweryfikować działania związane ze swoim biznesem i kierunkiem, w którym chcę podążać. Bo nic nie motywuje do działania lepiej, jak konkretnie postawione cele!

A jak Wam minął ostatni miesiąc? :)


Pozostałe wpisy z ostatniego miesiąca:

Prochownia Żoliborz – o fantastycznej kawiarni w Warszawie!
Skupienia uczymy się od nowa – o mocy uważności i rozpraszaczach
Być kobietą to – o mocy kobiecości!
Na ile porażek jesteś gotowy? – o determinacji w działaniu
Co zrobić tej wiosny?
Share Week 2017
Lubię poniedziałki i Ciebie też do tego zachęcam


  • Po pierwsze. Mega jestem pod wrażeniem, że już po trzech miesiącach masz tyle zleceń. Brawo, brawo panno Anno!

    Po drugie. Ależ mi się marzą takie warsztaty kulinarne. Nawet szukam w skrytości jakiś, bo chcę zrobić prezent urodzinowy Arturowi, który uwielbia gotować. Ja naturalnie wolę jeść ale na warsztaty skoczyłabym bardzo chętnie.

    I po trzecie „Chyba troszkę odzwyczaiłam się od słodyczy” – no nie skomentuję bo mi słowo w gardle ugrzęzło <3

    Ależ miałaś piękny miesiąc. Ja to w ogóle jestem zaszokowana, że on już się kończy. Jak to się stało? :D

    • Z tymi zleceniami to jest tak, że niektóre planuję, to ich nie ma, a niektóre przychodzą, jak ich nie planuję. Rosyjska ruletka, ale dzięki temu życie jest ciekawe, nie?

      Warsztaty są przefantastyczne i ja jednym okiem robię foty, a drugim podglądam i się uczę i w sumie to sama chętnie bym się na podobne przeszła, aby się czegoś nauczyć i podwyższyć trochę skuteczność moich kuchennych eksperymentów, która wynosi teraz 50% – albo się uda, albo się nie uda.

      Hahaha, co do słodyczy – właśnie sobie uświadomiłam, że pisałam ten wpis przegryzając toruńskiego piernika (jeden, bo duży!), ale jakoś tego nie odnotowałam hahahahahaha. :D Boże, jaki ze mnie kłamczuch (gorzej, bo nieświadomy!).

      Co do lutego – to mógł się szybko skończyć, bo był krótki, ale marzec to istna błyskawica. Ale fajnie – znaczy, że się dzieje! <3

  • Zdjęcia z warsztatów <3
    Klimat uchwycony genialnie.

  • Skoro marzec taki pracowity, to co to dopiero będzie latem! :) Piękny początek wiosny. I jakie rześkie, wiosenne zdjęcia… Ja niestety jeszcze nie mogę w pełni korzystać z wiosny – co najwyżej otworzyć okno :D Leczę palec u nogi po remoncie, a tak bym chciała pochodzić po lesie, uwiecznić te pierwsze pączki na gałązkach, założyć wiosenny płaszcz… Jeszcze trochę!

    • O jeju, a co z nim zrobiłaś?! :D Faktycznie bardzo niefortunna sprawa!

      • Cóż. Uderzyłam. :P Paznokieć na chwilę się eksmitował. Teraz goję biedaka…

        • O jejku, w takim razie jak najszybszego powrotu do zdrowia! Do wesela się zagoi, jak to mawiał mój dziadek, a sezon się zaczął, więc i zaraz palec się zagoi. :D

  • Pingback: Święto Kwiatów - gdyby za słabo było czuć wiosnę!()

  • Odzwyczaić od słodkiego? A to w ogóle możliwe?:D
    Fajnie, że tak dobrze idzie ci na swoim. Oby tak dalej!

    • Hm, powiem tak – nie leżę i nie płaczę nad tym, że pochłonęłabym całą paczkę ciastek Oreo popijając mlekiem, więc jest całkiem ok. :D Słodycze zastąpiłam własnoręcznie robionymi ciachami, których wiadomo – nie chce mi się robić tak często, a co za tym idzie – nie jem ich często. Myślę, że to całkiem rozsądne rozwiązanie. :D
      Dziękuję, dziękuję! Raz lepiej, raz gorzej, ale do przodu! :D

      • A no chyba że tak:) Domowe najlepsze:))

  • Bardzo pracowity miesiąc. Ale to właśnie jest piekne – pracuję dla siebie i nikogo innego <3

    • Dla siebie, i to pewnie czasami nawet za dwóch. :D Ale jaka to fajna praca! :)

  • Czyli przeszłaś na swoje? Da się z tego wyżyć w Warszawie?:)
    ps.Widzę ze też lubisz GCN :D

    • Hmm, nie do końca rozumiem Twoje pytania. :D Tak, przeszłam na swoje z początkiem stycznia i co do możliwości utrzymania się, to zależy to od rodzaju biznesu, umiejętności jego prowadzenia, charakteru (wiele osób widzi siebie tylko i wyłącznie na etacie, w czym nie ma kompletnie nic złego) i pewnie jeszcze miliona innych czynników. Nie wiem, czy Warszawa jest tu trudniejszym, a czy może jednak łatwiejszym miejscem. :) Jeśli masz jakieś konkretne pytania, chętnie odpowiem.
      I tak, kocham kawę z GCN i z maka, naprawdę sporadycznie piję ją gdzieś indziej. :D

      • Pytałam konkretnie o Twój przypadek- czy bez problemu utrzymujesz się ze zleceń w Warszawie :)
        ps. Ja tą kawę z Nero też <3 :D