Ania Ulanicka

Podsumowanie miesiąca i plany na kolejne. Czy znikam z mediów społecznościowych?

Kiedy sobie myślę o ostatnich dwóch miesiącach i o tym, co udało się wtedy zrobić, to naprawdę dziwię się, że nie została ze mnie mokra plama na podłodze. Ten rok mnie zaskakuje, z każdym miesiącem coraz bardziej. Zaczynając od stycznia, który miał być spokojny, a był bardziej urodzajny od niejednego obłożonego miesiąca z 2018 r., po lipiec i sierpień, których zadaniami można by było spokojnie obłożyć co najmniej kilkanaście tygodni.

Pomyślałam, że to podsumowanie miesiąca (w sumie to nawet dwóch) zrobię w delikatnie inny niż zwykle sposób. Piszę kolejno: o tym, jakie projekty w tym czasie zrobiłam, ile mnie to kosztowało, jak zdołałam wypocząć, jakie zmiany wprowadzam w najbliższym czasie i jakie mam plany na ostatnie miesiące tego roku.


Jestem naprawdę zadowolona z tego, co w tych miesiącach zrobiłam:

Jedna ze ślubnych lokalizacji miała cudowny strych! Ususzone rośliny, lustra, meble vintage. Aż żal byłoby z tego nie wykorzystać do krótkiej sesji plenerowej!

Zrobiłam kilka nowych reportaży ślubnych, z których żaden nie był w Warszawie. Zjechałam dla nich pół Polski wzbogacając się nie tylko o tysiące nowych zdjęć ślubnych, ale też kilometrów spędzonych w samochodzie. Prowadzę dopiero rok i każda kilkusetkilometrowa podróż w jedną stronę trochę mnie przerażała, ale ochrzciłam siebie jako kierowcę dostając w rocznicę zrobienia prawka mandat za prędkość.

Obróbka zdjęć ze ślubu tej cudnej pary jest już na finiszu.

Skończyłam jeden z bardziej znaczących dla mnie projektów w ogóle – czyli zrobiłam zdjęcia do książki. Wymagało to ode mnie logistycznego tetrisa, by umówić kilkanaście osób z różnych miejsc Polski na zdjęcia w ciągu zaledwie trzech tygodni, w pewnych momentach myślałam, że wypruję z siebie flaki, ale wszystko poszło dobrze i teraz czekam tylko na premierę! Jak już będę mogła, zrobię oddzielny wpis na ten temat, bo to było coś naprawdę niesamowicie rozwijającego.

Żeby tego było mało, zorganizowałam swoje pierwsze autorskie warsztaty fotograficzne (relację z warsztatów zobaczycie tutaj). Od pierwszego siądnięcia do pracy nad stroną sprzedażową po termin warsztatów minęły raptem trzy tygodnie. Do tej pory się dziwię, że zrobiliśmy to w tak krótkim czasie i ja nie wiem, chyba musiałam mieć jakieś nadprzyrodzone moce, że w tak napiętym terminie się to udało.

Poprowadziliśmy warsztaty razem z Marcinem, który zrobił super prezkę na temat content marketingu.

Cała nasza warsztatowa ekipa!

Po drodze zrobiłam jeszcze kilka sesji wizerunkowych, portretowych, produktowych i lookbookowych.

Sesja z Ulą. Sfotografowałyśmy jej dekoracje i stylizacje stołów, które wykonuje w ramach Luna & The Table. Więcej niedługo!

Zaczęłam też długą współpracę z Martą na jej nowego bloga. Idealnie dogadałyśmy się, jesli chodzi o estetykę zdjęć! Zajrzyjcie na martajarosz.pl

W dodatku w międzyczasie miał urodziny ten blog (już trzecie!), ja (dwódzieste ósme!) i moja firma (hello duży ZUS!). Duży ZUS to już nie przelewki, dlatego czas się wziąć za te biznesy na serio. Shit got real!

Serio, nie pytajcie mnie, jak to wszystko upchnęłam w kilka tygodni. Ja sama jestem zdziwiona, jak tylko to piszę.


Chciałabym też powiedzieć, że nie była to bułka z masłem i miało to swoją cenę.

Przez prawie dwa miesiące nie miałam ani jednego dnia wolnego. Dwa miesiące spędziłam na sesjach, w samochodzie, pociągach lub przed swoim komputerem. Nie wiem, ile zrobiłam kilometrów, ale okrutnie zmęczyły mnie ciągłe rozjazdy. Za wyjazdami i pracą idzie oczywiście porzucenie wszystkich nawyków, które mają zapewnić spokój & zdrowie, łącznie z treningami, w miarę zdrowym jedzeniem, medytacjami i wszystkim. Stał się po prostu jeden kocioł wielkiego zapieprzu.

Całe szczęście pakowanie wydruków dla moich klientów ma w sobie coś niesamowicie kojącego i uspokajającego.

Wszystko to odbiło się na moim zdrowiu, fizycznym i psychicznym. Stałam się ciągle zmęczona i bez energii, zastygła od ciągłego siedzenia i braku treningów, zestresowana, nerwowa i ciągle wkurzona. Nieustannie myślałam o tym, co mam do zrobienia, stresowałam się, że nie zdążę, wkurzałam dosłownie na wszystko. Nie miałam też czasu dla rodziny ani znajomych, więc koniec końców zostałam tylko ja i praca. (I mój Bogu ducha winny chłopak, który z tą kulą nerwów musiał kilka tygodni żyć. Medal mu za to.)

Żeby nie było – jestem bardzo, bardzo zadowolona, że w tak krótkim czasie zrobiłam tyle tak ważnych dla siebie rzeczy, ale miejmy też świadomość, że nie ma nic za darmo. Prędzej czy później tak intensywny czas odbije się na naszym zdrowiu, psychice, relacjach, no i oczywiście pracy. Nikt nie da rady być robotem w nieskończoność.


Pod koniec sierpnia pojechaliśmy na tygodniowy urlop do Włoch

Na ten wyjazd czekałam jak na wybawienie. Co innego siedzieć w Warszawie w weekend, a co innego pojechać na koniec świata, gdzie wszystko jest nowe, świeże i inne. Czekałam, aż odetnę się od wszystkiego, co robiłam na miejscu i będę myśleć tylko o jedzeniu, spaniu i książkach. Wyjazd był wybawieniem. Skupiłam się tylko na czytaniu, regularnym pisaniu w dzienniku i medytowaniu z Calm. Reszta była spędzaniem czasu na totalnym chillu, bez żadnych twardych wytycznych i celów. Zdjęcia potraktujcie jako delikatną zajawkę – dłuższa relacja ukaże się na blogu w najbliższych dniach.


Przemyślałam trochę rzeczy, które chcę zrobić / zmienić w najbliższych trzech miesiącach

Te dwa miesiące były najbardziej intensywne w tym roku i raczej nie chciałabym, by którykolwiek z przyszłych przebił ten wynik. ;)

→ Fotograficznie 

We wrześniu fotografuję trzy śluby, kilka plenerów i innych sesji, na które już się cieszę i na pewno będę się nimi chwalić, wyjeżdżam też na zdjęcia do Brukseli razem z Moniką Kamińską i Romanem Zaczkiewiczem. Naprawdę będzie to ciekawy miesiąc! 

→ Zaplanowałam aktywność blogową i w mediach społecznościowych – i tu dzieją się zmiany!

Doszłam do wniosku, że media społecznościowe w takiej formie, w jakiej prowadziłam je do tej pory, pochłaniają mi zdecydowanie zbyt wiele czasu. Podczas tych godzin spędzonych na Instagramie spokojnie mogę napisać nowy wpis na blogu (i nie jestem narażona na ciągłe zmiany algorytmów, zasięgów i wszystkiego innego, co sprawia, że naprawdę czasami się człowiekowi odechciewa).

Tym samym zmieniam rozkład sił i planuję bardziej skupić się na tworzeniu jakościowych wpisów na blogu. Uwielbiam pisać bloga, jest to moje miejsce, które pozwala lepiej mi się wyrazić. Cały czas traktowałam go trochę po macoszemu. Jednak kiedy uświadomiłam sobie, jak dużo czasu poświęcam na wpisy na instagramie, które zyją bardzo krótko, diametralnie zmieniłam zdanie co do sposobu prowadzenia bloga. Blog i wartościowe treści są dla mnie teraz priorytetem.

→ Spodziewajcie się wpisów biznesowo – fotograficznych w każdy wtorek oraz inspiracyjno – lifestylowych w każdy piątek.

→ Zaplanowałam plan pracy nad swoim portfolio i aktualizacją reportaży

Swoje portfolio studioulanicka.com cały czas spychałam na drugi plan z nadmiaru pracy. Nie mogę sobie na to pozwolić, i co za tym idzie – w każdą środę będę publikować tam nowy reportaż lub sesję ślubną.

→ Zaplanowałam cele prywatne

W weekend zaplanowałam treningi na cały tydzień. Nawyk pisania w dzienniku i Calm wzmocniłam już na urlopie i nie zamierzam z niego rezygnować. Znalazłam kilka fajnych tytułów, które chcę przeczytać we wrześniu (min. 1 książka tygodniowo). Chcę pracować maksymalnie do 17:00, by popołudnia i wieczory poświęcać na książki, treningi, spacery i spotkania z ludźmi. Strasznie mi tego brakowało, a niestety bardzo dotkliwie przekonałam się ostatnio, jak bardzo kocioł w pracy może wpłynąć na wszystkie inne strefy mojego życia. FIRST THINGS FIRST.

→ Czeka nas też zmiana miejsca zamieszkania… Druga już w tym roku.


O tym wszystkim będę pisała tu, na blogu. Mam nadzieję, że wpisy, które zaplanowałam na najbliższy czas, zaspokoją głód na tematy biznesowe, fotograficzne i lifestylowe! Jakie macie plany na wrzesień?

You may also like

Previous Post

Relacja z naszych najbardziej inspirujących warsztatów fotograficznych. Była moc!

Next Post

Relacja z Włoch - Bergamo, Mediolan, Jezioro Como, Brescia