Przegląd #1 – lipiec 2016

Uff! To już ponad miesiąc minął odkąd na ANIAULANICKA.pl opublikowałam pierwszego posta. Z jednej strony – tak szybko??? Z drugiej – dopiero??? Zrobiłam dużo zdjęć, opublikowałam sporo postów. Było intensywniej, niż wcześniej, co napawa mnie dumą tak, że obrastam w piórka. Piszę, co u mnie!

Lipiec obfity był u mnie w pracę. Jedyne, co mogę sobie z tego miesiąca w tej chwili przypomnieć, to moje codzienne maratony: mieszkanie – praca praca praca – trening – jedzenie – blog – zdjęcia – książka – sen. Trudno mi się trochę z tym pogodzić w szczególności dlatego, że po raz pierwszy w życiu nie mam wakacji!!! #studenckiezycietakiecudowne

sunset

Ale nie marudzimy, jest super. Tylko czasami trochę za ciepło.

Kolejne, co mi się przypomina, to praca nad blogiem. Jeszcze nie nauczyłam się koordynować tego wszystkiego razem, planów, pisania, social mediów, całej tej otoczki i czasami miotam się od posta do posta nie wiedząc, co ze sobą począć i w którą pójść stronę. Czemu się tu dziwić – na tym blogu wrzuciłam prawie tyle postów w ciągu ostatniego miesiąca, co przez ponad pół roku na innych. Może się w głowie poprzewracać od tego dobrobytu! :) Wierzę, że z miesiąca na miesiąc będzie coraz lepiej! Pomysłów mam mnóstwo. Gorzej z czasem – ale przecież najwspanialsze światło jest o szóstej rano, a i pracuje się podobno nad pisaniem najlepiej, kiedy wszyscy jeszcze śpią. ;)

20160731_2

Kolejna sprawa – urodzinyyyyyyyyyyyyyyyyy!

Uwielbiam urodziny. Ten dzień zawsze jest wspaniały. Tyle prezentów, miłych słów, wszyscy są grzeczni i uczynni. Wspominałam o mniemanym kryzysie ćwierćwiecza i tak szczerze mówiąc zastanawiam się, czy mnie nie dotknął. Wpadam na dziwne pomysły wywrócenia życia do góry nogami, wyjazdów nie wiadomo dokąd i zmiany wszystkiego dookoła. Może to właśnie to! (Wpadłam nawet na dziwny pomysł, aby może spróbować nie pić kawy przez tydzień. Tak mnie nęciło i kusiło, żeby może popić zielone herbatki i tym podobne. Przeżyłam z tym cały ranek, śniadanie bez kawy było dziwne, ale jakoś dałam radę. W tramwaju próbowałam w skupieniu przeliczyć ilość godzin swojego snu – czy aby mi ich nie zabrakło! Dotrwałam do 9:00. Jakimś cudem. Otworzyłam drzwi biura, złapałam za filiżankę i kiedy wzięłam ten pierwszy łyk, poczułam się, jakbym faktycznie nie piła jej tydzień. Polecam takie eksperymenty.)

Co jeszcze w lipcu? Nie jadłam słodyczy. Ba dum tss. I nie będę jadła do połowy sierpnia, bo przecież dałam sobie słowo, to i go dotrzymam! (Relacja z mojego powrotu do słodyczowego świata obawiam się, że już wkrótce). Pomijając tort Oreo – ale miałam urodziny i grzech byłoby nie zjeść. Poza tym tylko posypka z ciastek była słodyczem, reszta to samo zdrowie i śmietana.

tort

W sierpniu za to robię sobie tygodniowe wolne. Rzucam wszystko i wyjeżdżam! Zobaczycie gdzie. Stay tuned.

Gdyby moich podsumowań było mało (a na pewno tak jest) gwoli przypomnienia wrzucam listę lipcowych postów. Proszę popatrzeć, jaka długa! Jeśli coś Ciebie ominęło, nadrób zaległości i brace yourself. Sierpień idzie!

Pa!