Samozadowolenie w pracy – chwalić się czy nie chwalić?

„Robię wspaniałą robotę, daję z siebie codziennie sto procent i w ogóle to jestem AWESOME.”

Proszę powtórzyć trzy razy, przepisać i powiesić w miejscu pracy.

Śledzę wiele osób – od blogerów, przez fotografów, artystów, projektantów, influencerów. Każdy robi coś swojego, każdy coś tworzy i – każdy publikuje to w necie. Nie raz i nie dwa spotkałam się z narzekaniem na to, jakim się beznadziejnym, jakiego się ma z tego powodu doła i w ogóle nic już nie pozostało, jak tylko uciec i schować głowę w piasek.

A na tyle, na ile obiektywnie potrafię to ocenić, prace te są zwykle całkiem niezłe (choć zdaję sobie też sprawę z tego, jak duży wpływ może mieć porównywanie się z innymi twórcami).

Którzy mogą być na kompletnie innym etapie, miejscu w życiu, doświadczeniu, niż my teraz jesteśmy.

Nigdy nie rozumiałam, czemu takie narzekanie miałoby służyć. Czy jest to wołanie o słowa pocieszenia? O wirtualne uściski? O jakieś motywujące słowo, czy zapewnienia „słuchaj, wcale nie jesteś taki kiepski, idzie Ci wspaniale”? Lajki? Serduszka? Zasięgi? Usprawiedliwienie się, gdyby ktoś nas jednak skrytykował, co może zaboleć?

Czy jest to może spowodowane tym, że nie wypada się chwalić?

Że trzeba być skromnym i nigdy przenigdy nie przyznać „hell yeah, zrobiłam cudowną robotę”?

Nie umiem, nie potrafię, to nie jest wystarczająco dobre/ładne/profesjonalne, ja się wstydzę, nie pokażę tego. Rozmowa kwalifikacyjna??? Znowu będą mnie maglować! Nie, nie, nie zaproponuję jej współpracy. Przecież się do tego nie nadaję. A tak w ogóle to na blogu jest nowy wpis, ale są tam tak beznadziejne zdjęcia, wiecie światło złe i w ogóle – koniecznie przeczytaj.

Jejku, bądźmy zadowoleni z tego, co robimy. Po pierwsze – usłyszałam kiedyś: „jeśli Ty nie powiesz, że jesteś świetna, to kto za Ciebie to powie?”. Tyczy się to szukania nowej pracy, prezentowania swoich umiejętności, portfolio, bloga, matury, prezentacji w pracy, czegokolwiek. Jeśli Ty nie jesteś pewna, że to, co masz do przekazania, jest interesujące – to nikt Ciebie w tym nie upewni.

Po drugie – codziennie się uczymy. Codziennie robimy jakiś mały krok; on może dzisiaj mało znaczy, ale składa się na sumę tych tysięcy kroczków, z których każdy jest ważny i każdy przybliża nas do mistrzostwa. Czy nie należy się nam za to pochwała? Za każde zabranie się do pracy, do tworzenia, do poszerzania swoich umiejętności?

Nie wszyscy to robią. Ty zrobiłaś ten dzisiejszy krok, więc bądź z siebie dumna.

Jak ja podchodzę do swojej pracy?

Uważam, że robię to dobrze.

Na ten moment, na swój czas, na te umiejętności, które posiadam – robię to znakomicie. Każdego dnia staram się jak mogę – robić zdjęcia, obrabiać je, szukać w nich tego czegoś, przygotowywać wpisy na bloga, rozmawiać z klientami.

Jednocześnie – chcę się rozwijać. Chcę być jak najlepsza.

Każdego dnia daję z siebie sto procent. Każdego dnia te sto procent może być na zupełnie innym poziomie.

Ale dzisiaj zrobiłam to tak, jak tylko było mnie na to stać. Szybciej, wolniej, lepiej, gorzej – zrobiłam.

I chwalę siebie za to i klepię po plecach.

Wiem, że kosztowało mnie to mnóstwo godzin pracy, aby dojść do momentu, w którym jestem teraz. Jestem z tego zadowolona i nie będę wszem i wobec rozgłaszać, że jest inaczej tylko dlatego, że za miesiąc będę lepsza, niż teraz. Za kolejny znowu.

I nie zrozumcie mnie źle – nie chodzi mi o przechwalanie się ani też drugą skrajność – zapewnianie wszem i wobec, że jest wspaniale, jeśli faktycznie mamy kryzys. Chodzi mi o ogólne zadowolenie z całej swojej pracy i trudu w nią włożonego.

O pytanie, szukanie pomocy i rozwiązań w razie konkretnego problemu, a unikanie biczowania się dla reguły.

Ja, kiedy coś robię, jestem zadowolona. Wiem, że robię dobrą robotę i taką też oferuję swoim klientom. Mogę ich każdego z osobna zapewnić, że dam z siebie wszystko, jeśli przyjdzie mi z nimi współpracować.

Mogę zapewnić Ciebie, że przygotowując ten wpis postarałam się jak mogłam.

Zrób dzisiaj coś na sto procent. Później powiedz o tym światu. A później świętuj! :)

Fotki: Ewelina!

  • Co racja to racja ;) Z tą akceptacją i zadowoleniem z tego co się robi ja też mam problem, ale staram się nad tym pracować. A widzę, że na sąsiednim komputerze znajome kreski – czyżby siostra poszła w Twoje architektoniczne ślady? :) pozdrawiam!

    • Hahaha, siostra troszkę pokrewnie, bo budownictwo. :D Ale tu akurat projekt z architektury, przy którym nie omieszkała skorzystać z mojej wiedzy! :D
      A co do swojej pracy – trzeba ją chyba po prostu szanować i doceniać moment, w którym się jest. :) A przynajmniej u mnie to tak właśnie zadziałało.

  • „Ale dzisiaj zrobiłam to tak, jak tylko było mnie na to stać. Szybciej, wolniej, lepiej, gorzej – zrobiłam.” – ja akurat dzisiaj w pracy woooolniej, ale coś zrobiłam, więc do przodu. Po tym wpisie czuję się rozgrzeszona, dzięki :D

    • Jak powoli byś nie szła, ważne, że do przodu! Wiadomo, czasami trzeba dać sobie mini kopniaczka na rozpęd, ale bez przesady! :)

  • justti | www.hungryformore.pl

    Tak tak tak!
    Minęły dokładnie 3 miesiąca od momentu kiedy zmieniłam pracę. To był tak dobry ruch, że sama nie mogę się nadziwić. I chwalę się, cieszę tym jak dziecko. Pokazuję, że można mieć dobrą pracę i się z niej cieszyć. Chcieć po powrocie do domu włączać ponownie komputer. Iść rano do pracy z uśmiechem na twarzy. Mam wrażenie, że im więcej o tym mówię, tym więcej osób otwiera oczy i wierzy, że tak naprawdę się da!
    Ach Kochana, musimy się zobaczyć i pogadać o tych naszych pracach :D Ściskam!

    • Justyna, wow wow wow!!!
      Powiem Ci, że ostatnio, kiedy miałam kilka wolniejszych dni, myślałam o Tobie o tym naszym spotkaniu, które odkłada się w nieskończoność. Może uda się nam zgadać jakoś w najbliższym czasie? Byłoby wspaniale!
      Mega się cieszę, że jesteś tak zadowolona ze swojej pracy! Ciesz się, chwal i pokazuj, jak jesteś zadowolona! Buziaki! :*

  • Ja myślę, że to biadolenie to jest ego – sugerujemy jasno, że to, co zrobiliśmy to tylko część naszych możliwości. To tak częste, że przestało mnie to dziwić. :P Pokora jest trudna. Trudno powiedzieć, że zrobiło się coś na 100% i trzymać się tej wersji, nawet jeśli pojawiają się krytyczne głosy. W obawie przed nimi mówimy więc, że sami zdajemy sobie sprawę że to słabe i niewystarczające, a bo nie mieliśmy czasu, a bo nie chciało nam się. Krytykując sami siebie, uprzedzamy ewentualny atak i wytrącamy oręż z ręki krytykom.

    Sama myślałam kiedyś, że nie ma takiego efektu, o którym można by powiedzieć, że jest wystarczający – zawsze znajdzie się coś, co można zrobić lepiej. Dzisiaj kultywuję już „wystarczająco dobrze” i nie jest to brak ambicji (co może się nasunąć tym, których taka praca nie dotyczy), ale najlepsza optymalizacja procesu. W rzeczywistości to, co ponad „wystarczająco dobrze” może być nawet pogorszeniem jakości usługi (np. przez wydłużenie czasu pracy nad zleceniem).

    Co ciekawe, nie znaczy to, że przestajemy się wtedy rozwijać. Umiejętności rosną efektywniej, gdy podejmujemy się większej liczby projektów, a nie gdy spędzamy rok rzeźbiąc w jednym, bo choćby miał być na koniec najdoskonalszy, zajmie nam mnóstwo czasu. Z reguły nie możemy spędzać na każdym zleceniem roku – po co nam więc taki ideał? :)

    Ja sobie mówię: „super robota”, za każdym razem gdy kończę pracę nad jakimś etapem. Jak pisałaś, jeśli wkładamy w to, co robimy 100% swojego doświadczenia, umiejętności i dobrej intencji, słowem: robimy to najlepiej, jak na danym etapie potrafimy, zawsze robimy super robotę, bo jak moglibyśmy dać z siebie więcej niż wszystko.

    Uściski! :)

    • Aneta, bardzo dziękuję za tak wyczerpujący komentarz!

      Pierwszy akapit idealnie określa moją myśl, kiedy szukałam odpowiedzi na to, dlaczego ludzie to robią. Ba, sama kiedyś tak miałam – po co mówić, że jestem super, skoro te moje ‚super’ tyle osób może skrytykować. Fantastycznie to opisałaś i nie umiem już nic więcej dodać.

      Co do reszty – można tu trochę wtrącić zasadę pareto, czyli dopieszczanie tych kilku procent efektu (który może być niezauważalny) trwa nieproporcjonalnie dużo czasu. Czyli tak, jak piszesz, jest nieopłacalne.
      Uważam też, że ten nasz rozwój to jest również usprawnianie naszej pracy. Jakieś triki, nasze ‚chwyty’ dzięki którym nie zagrzebujemy się w tym, co robimy, a efekt nadal jest tak samo dobry. Zwyczajnie jesteśmy sprytniejsi. Nie sztuką jest robić, aby się narobić.

      Fajnie, że przedstawiłaś swój punkt widzenia i mam wrażenie, że idealnie się tutaj rozumiemy! :) Miłego!

      • Ale fajnie to posumowałyście. Ja mam jeszcze jeden aspekt – to co my wszystkie robimy, jest pracą twórczą w której niegdy nie ma granicy (zupełnie inaczej niż w przypadku np. wklepania fv do systemu). Zawsze można jakiś detal jeszcze lepiej zrobić (wiecie o czym mówię, prawda?). Z drugiej strony takie wieczne udoskonalanie może prowadzić do szaleństwa (i do niewspółmiernej ilości poświęconego czasu do wynagrodzenia za pracę), wiec należy sobie powiedzieć dość w konkretnym momencie. To wymaga dojrzałości i dobrego poznania siebie i jakości swojej pracy. Czasami mam tak, że jestem już zmęczona pewnym tematem, mam dość bo trwa nieskończenie długo ale chcę bardzo go dopieścić. Koszty się rozliczy przy innej okazji ;)

        • Też kiedyś tak miałam z tym dopieszczaniem, ale jak zauważyłam, że nikt tego nie odnotowuje oprócz mnie, to zaczęło mi być szkoda mojej pracy i wolę na to miejsce zrobić kilka innych, dodatkowych rzeczy. Bo faktycznie, jak piszesz, można to robić w nieskończoność i tym sposobem pewnie większości rzeczy nie zrobiłabym w ogóle. :D
          Dlatego chyba tym bardziej w branży kreatywnej ważne są limity, jakie nakładamy same na siebie.

        • Dokładnie tak. Ja myślę, że postawienie granicy za tym, kiedy „wystarczy”, to jest najtrudniejsza rzecz w pracy na swoim.

  • Cześć Ania! Pozwolę sobie napisać komentarz mimo, że jestem jedynym mężczyzną w tym gronie :)

    Bardzo motywujący wpis. Widać po Twojej pracy, że wykonujesz to z pasją, zaangażowaniem i profesjonalizmem. Ostatnio nagrywałem vloga o sukcesie w biznesie i trafiłem na Twój wpis.
    Wg mnie SUKCES to osiągnięcie STANU, w którym:
    – robimy rzeczy które dają nam radość (to TY! – nie narzekasz i praca sprawia Ci frajdę)
    – jednocześnie pomagają innym, rozwiązując ich problemy (to TY! – genialne sesje)
    – pozwalają pozyskiwać dobrych klientów (to TY! – zadowoleni klienci)

    Obserwując Cię mniemam, że jesteś osobą która osiągnęła ten STAN. Prawda? :)
    Super jest to, że może on trwać przez całe życie, a nie jest to jednorazowy cel!

    • Na mężczyzn równie mocno się cieszę, a kto wie, czy nie mocniej, haha! :D

      Ten wpis siedział już mi w głowie wiele tygodni. I w sumie zastanawiałam się nad tym trochę dlatego, że widziałam sporo marudzących na swoją pracę ludzi (którzy lubią to, co robią, ale po coś jęczą), a trochę dlatego, że sama czasami marudziłam nie wiadomo po co. ;)
      Ale to prawda, co napisałeś, że praca sprawia mi radość, ja chcę nieść wartość (o tym też napiszę) dzięki temu, co robię i rozwiązać jakiś problem, no a że klienci są zadowoleni, to podskakuję pod sufit. :)

      I tak, kocham proces. :)

      Michał, z tego co widzę, to Ty chyba to samo możesz powiedzieć o sobie!

  • Jestem tego zdania, że z porażek trzeba wyciągać wnioski, a wszelkie zwycięstwa świętować! Nie ma się co załamywać, sama się o tym przekonuję… szczególnie ostatnio (sama wiesz 😂).

    • Tu już nawet nie chodzi o załamywanie, ale o niedocenianie siebie, tak po prostu. Jak coś źle idzie, to źle idzie, ale jak idzie dobrze, to dlaczego się nie docenić? :)

  • Podbudowalas mnie 😃 nie za bardzo idzie mi chwalenie się tym, co robię, bo widząc statystyki czasem mam wrażenie, że coś robię nie tak, że robi za mało, że nie daje z siebie wszystkiego. A daje całą siebie. Tylko czasu mam za mało. Stanowczo za mało na to wszystko co mam w głowie 😃 dziękuję 😃

    • Nie ma za co! Statystyki to statystyki, a Twoja praca to Twoja praca, nie ma co się strasznie do nich przywiązywać. :)

      • Choć niskie statystyki mogą dołować… Ale komentarze budują :) buziaki :*

        • To do nich nie zaglądaj przez jakiś czas i rób swoje! :D

  • Ja ciągle się boje sama mówić o swoich sukcesach, bo mam jakąś czarną myśl z tyłu głowy ” oho to teraz specjalnie będą patrzeć Ci na ręce, żeby do czegoś się przyczepic”. UUh chciałabym się tego pozbyć :D

    • Jak najszybciej się tego pozbądź! :D Na początku jest to trudne, miałam tak samo, ale jak już się pierwszy, drugi, dziesiąty raz przełamiesz, to pójdzie z górki. Trzymam kciuki za to! :D

  • Ty powinnaś napisać poradnik :D

    • Hahaha Aneta wygrałaś konkurs na najlepszy komentarz!!! :D
      Ej, chociaż kilka razy słyszałam, że mogłabym być psychologiem (chociaż pewnie po prostu za dużo się wymądrzam i tyle). Wydam książkę, otworzę gabinet, kto wie! :D

      • To śpiesz się dopóki nie trzeba mieć na to papierów i (nawet :P ) ukończonych studiów psychologicznych ;)

        • Ohohoho, cóż to za wspaniała dla mnie informacja! :D Chociaż mnie te zagadnienia tak interesują, że nieraz przeszły mi przez myśl jakieś psychologiczne studia. :)

          • Jak masz czas i możliwości to warto. Fajne studia, nawet dla samego siebie ;)

          • No dokładnie! Uwielbiam wiedzieć, co się dzieje w głowach i jak działają wszelkie te mechanizmy, dlatego i książki na te tematy pochłaniam w całkiem sporych ilościach. :) Jak masz coś ciekawego do poczytania, to poleć tytuł, będę wdzięczna!

          • To zależy o czym :) Tacy typowo akademiccy autorzy książek to Zimbardo i Strelau. Ich wszystkie książki spokojnie można przeczytać :)

          • Bardzo dziękuję za te nazwiska, Emilia!

  • Webska

    Jestem marudą straszną, ale też zdaję sobie sprawę z tego, że nikt nie lubi w kółko sluchać marudzenia, dlatego podczas rozmów z innymi staram się skupiać na pozytywnych stronach mojego życia, których jest przecież więcej niż powodów do maruszenia :)

    • Powiem Ci, że dokładnie takie miałam początki, kiedy postanowiłam zawalczyć ze swoim marudzeniem – i myślę, że całkiem dobrze się to skończyło! :D

  • Bożena Danuta Kultys

    Często podejmując się jakiegoś wyzwania chcielibyśmy efektów natychmiast, brakuje nam systematyczności i cierpliwości dlatego szybko pojawia się niezadowolenie…

  • Trzeba się chwalić i klepać się po ramieniu i w ogóle cieszyć się kiedy jest dobrze, a szukać sposobów na poprawę kiedy jest źle :))

  • Bardzo, ale to bardzo nie lubię marudzenia, mam wrażenie, że niektórzy robią z siebie swego rodzaju ofiarę i czekają tylko na pocieszenie od innych. Może to jednak taki styl bycia i po prostu chcą myśleć o tym jako o poświęceniu ze swojej strony (którego nie ma i niczemu nie służy)

    • Bardzo fajny komentarz! Też się nad tym zastanawiałam, czy nie jest to właśnie jakiś sposób na zwrócenie na siebie uwagi. Fajnie byłoby rozkminić takie zachowanie i zapytać siebie, czemu to służy.

  • Samoklepanie po plecach daje motywację do dalszej pracy. Po co się dołować, lepiej się pochwalić tym że coś poszło ok.

    • No ja się właśnie czasami zastanawiam, dlaczego niektórzy zamiast się tak zmotywować do działania, wylewają żale i tym samym stają w miejscu. Zagadka do rozwiązania! :D

      • Lubimy narzekać. Chyba liczymy że ktoś nas poklepie po pleckach, przyniesie kakałko i powie oj nie masz tak źle – ja mam gorzej. Wspólne użalanie się nad wspólną beznadzieją jednoczy :)

        • O jeju, to brzmi jak bardzo smutny sposób na spędzenie wolnego czasu + zmarnowane kakałko! Ja nie lubię! :D

  • Ja nauczyłam się mówić na głos, gdy jestem z czegoś dumna i zadowolona. Szczerze mówiąc, dzięki temu moja praca częściej zostaje zauważana również przez inne osoby :)

    • O no właśnie! Dokładnie ten sam efekt widzę u siebie. ✨

  • Jak zaczęłam pisać bloga, nie chciałam nikomu go pokazywać, bo uważałam, że jest słaby. Teraz mówię o nim każdemu i jestem z tego dumna :)

    • No i tak trzymać! ✨
      Co do blogowania – mam wrażenie, że wiele osób tak zaczynało, hihi. :)

  • Kasia

    Mega superaśny artykuł! tego mi było trzeba. Uwierzmy w siebie, w swoje możliwości, bo tak jak piszesz kto jak nie my sami nas pochwali i zobaczy, że robimy coś dobrze :) gratuluję :)

    • Kasiu, bardzo dziękuję za twój przeradosny komentarz, takie uwielbiam! ✨ Bardzo się cieszę, że wpis Ci się spodobał, a tym bardziej – że wyznajesz podobne zasady!

  • Zgadzam się z Tobą w 100%. Kiedyś usłyszałam podobne słowa i pamiętam, że powiedział je mój profesor Kik na studiach i od tej pory zawsze o tym pamiętam i się chwalę :) Jeśli mi się podoba mój tekst to go wrzucam, oczywiście lubię gdy go Małż przeczyta, bo czasem wyłapie jakieś błędy (zwykle literki, które zjadłam), ale nigdy nie zdarzyło mi się żeby stwierdził, że tekst się nie nadaje. Daje swoim czytelnikom tylko to za co sama się mogę pochwalić ;)

    • Ostatnie zdanie jest super podsumowaniem! Oczywiście wiadomo (a taką przynajmniej mam nadzieję), że jeśli ktoś chce stworzyć fajne miejsce w sieci, to jest jasne, że będzie się starał i za każdym razem uda mu się stworzyć coś dobrego. A co do literówek – ja również dostaję błyskawiczne wiadomości od siostry, która wyłapie wszystkie błędy chwilę po publikacji, nawet gdy wpis przeczytam pięć razy. :D

  • Zdecydowanie chwalić. Kto nas doceni jeśli my sami tego na początku nie zrobimy.

  • Kiedy się człowiek sam ze sobą poukłada i ma ze sobą dobrą przyjacielską relację, to myślenie i mówienie o sobie dobrze przychodzi naturalnie :) Bardzo fajny tekst o chwaleniu się bez potrzeby przechwalania. Podoba mi się klepanie samego siebie po plecach ;))

    • Bardzo fajnie, że wspomniałaś o tej przyjacielskiej relacji!
      Kiedyś usłyszałam czy przeczytałam fajne zdanie – jeśli swojemu przyjacielowi nie powiesz, że „słuchaj jesteś beznadziejny, do niczego się nie nadajesz”, to dlaczego mówisz to sobie? Może w końcu trzeba traktować siebie tak, jak najlepszego przyjaciela. ✨

  • Pingback: Pokochać proces - jak czerpać radość z tworzenia w każdym momencie?()