Ania Ulanicka

Sea you soon!

Oj dużo bym teraz dała za takie spokojne momenty jak te, które spędziłam nad morzem po jednym ze ślubów, kiedy piłam kawę wsłuchując się w szum fal!

I choć kocham to, co robię, uwielbiam pracować i z przyjemnością wyjeżdżam realizować zlecenia fotograficzne nawet na drugi koniec Polski, to wyczekuję z niecierpliwością tych kilkunastu dni, kiedy będę odpoczywać z dala od wszystkiego. Od początku tego roku można powiedzieć, że dawałam z siebie wszystko i nie pozwalałam na to, aby odpuszczać. Nawet jeśli okoliczności sprawiały, że zabranie się za jakąkolwiek pracę wymagało ode mnie przeogromnych pokładów energii i dużej siły zarówno psychicznej, jak i też fizycznej, pracy przez łzy i w ogromie wątpliwości, codziennie próbowałam zaczynać to, co robię, na nowo. Upadałam, wstawałam, chwiałam się, niepewnie stawałam to na jednej nodze, to na drugiej.

Jeszcze niepewnie, ale zaczynam czuć, że powoli staję na dwóch. Zaczynam czuć grunt. 

Nareszcie.

Zawodowo to lato to dla mnie wariacki okres. Śluby, sesje, spotkania, reportaże, obróbka, blog, media społecznościowe, papiery. Biegam jak szalona. Czasami jest stres, nerwy i chaos.

Ale chcę tego jeszcze więcej. :) 

Dobrego tygodnia!

 

Category
INSPIRACJE
Share on

You may also like

Previous Post

Dwa lata w Warszawie - kocham to miasto!

Next Post

Jak Cię widzą, tak Cię piszą - dlaczego warto zrobić sesję wizerunkową?