Ania Ulanicka

Skąd wiem, że to, co robię zawodowo, ma sens? Jak to zweryfikować?

Znalezienie własnej zawodowej ścieżki nieustannie spędza sen z powiek. Nie jest to łatwa sprawa, ale zdaje się, że to taki święty Graal pracowników etatowych i przedsiębiorców.

Czy warto robić coś, na czym dobrze zarabiasz, ale tego nie lubisz? A może coś kochasz i masz przed oczami wielki cel, który chcesz osiągnąć, ale totalnie nie potrafisz na tym zarobić? A może masz pracę, która spełnia szerszą wizję i daje fajne pieniądze, ale nie jest na co dzień przyjemna?

Co zrobić w takim wypadku? Które starania warto kontynuować?

Nie od początku wiedziałam, że to, co robię dzisiaj jest właśnie tym, co chcę naprawdę robić. Ale zakładając własną działalność dałam sobie szansę, żeby tego spróbować i się o tym przekonać.

Kiedy przyszedł moment, w którym wiedziałam, że to jest to, co chciałabym robić?

Wiedziałam, że będę robiła to, w czym jestem dobra i co lubię robić. Nie miałam jakichś nie wiadomo jakich umiejętności i byłam świadoma, że jeszcze wiele będę musiała się nauczyć. Jednak perspektywa dopracowywania tych akurat umiejętności jarała mnie niesamowicie. Chciałam się uczyć dla samego uczenia się. Nie patrzyłam na to tylko przez pryzmat zarobku w przyszłości i sukcesu (lub jego braku) w mojej działalności. Chciałam po prostu być lepsza w tym, co robię. W robieniu zdjęć, w mówieniu o swoim biznesie, w reklamowaniu go, w sprzedaży swoich usług.

Byłam nie tylko ciekawa tego, jak robić lepsze zdjęcia, ale również tego, jak rozwijać siebie i swoją działalność. Czytałam mnóstwo książek o rozwoju, organizacji, planowaniu czasu, sprzedaży, budowaniu swojej marki. Miałam chęć nie tylko robić zdjęcia, ale też robić swój biznes.

Żeby własny biznes wypalił, trzeba nie tylko lubić robić to, czym będziemy zajmować się w pracy. Trzeba również lubić robić biznes. Zarabiać pieniądze. Sprzedawać. Przedstawiać produkt czy usługę szerszemu gronu.

U mnie właśnie to zagrało. Lubiłam nie tylko robić zdjęcia, ale też całą otoczkę wokół. Jarałam się robieniem wpisów, portfolio, myśleniem nad publikacjami na Instagramie i blogu. Niesamowicie to lubiłam i w pewnym momencie przyniosło to efekt. Machina ruszyła.

Mój aha moment

Przestałam się martwić o swój kalendarz. Zdałam sobie sprawę, że są ludzie, którzy potrzebują mojej usługi i chcą mi za to zapłacić. Ludzie, którzy chcą ze mną pracować i którzy lubią styl pracy, jaki oferuję. Znaleźli się klienci, którym odpowiada moja estetyka zdjęć i z czasem coraz gęściej bookowali terminy w moim kalendarzu.

Ten wpis może Ciebie zainteresować: 10 rzeczy, które chciałabym wiedzieć na początku mojego biznesu

Wiedziałam, że jestem dobra w tym, co robię. Lubię robić zdjęcia i lubię robić biznes. Ludzie tego potrzebują. Miałam misję i szerszą wizję, którą chciałam realizować za pomocą tego, co robię. Ale o tym za chwilę.

To nie było tak, że strzelił mnie piorun, po którym moje życie zmieniło się jak w bajce i nagle praca stała się idealna. Nie było tak i nigdy nie będzie. Nadal jest tak, że trafiam na wiele niedopasowanych do mnie rzeczy, z których z czasem muszę rezygnować. Weryfikuję, czy spełniają one moje kryteria. Jeśli nie – pytam siebie, czy jest mi z tym okej. Jeśli jest – robię to. Jeśli nie jest – raczej się z tym żegnam.


Jak więc dowiedzieć się, czy to, co robię, ma sens? Jakie kryteria mogą to zweryfikować?


→ Jestem dobra w tym, co robię i lubię to robić.

Usługa, którą oferuję (w moim przypadku robienie zdjęć) przychodzi mi z lekkością i łatwością.

Nie muszę się do tego zmuszać, wręcz przychodzi mi to naturalnie. Tak samo jest z prowadzeniem własnej działalności. Nie musiałam przywiązywać się do krzesła, żeby czytać o budowaniu marki czy marketingu, bo mnie po prostu to strasznie interesowało. W pewnym momencie przykazałam sobie czytać WSZYSTKO poza książkami rozwojowymi, bo był to jedyny temat, po jaki sięgałam.

Dla mnie robienie zdjęć, uczenie się o biznesie, inspirowanie i motywowanie innych ludzi na Instagramie i blogu jest dla mnie fajne i ciekawe.

Nie mówię, broń Boże, że urodziłam się ze wszystkimi umiejętnościami i każdy dzień w pracy jest dla mnie leciutki jak piórko. Też muszę się dużo uczyć, muszę dawać sobie kopniaki w tyłek, by robić rzeczy, które są dla mnie wyzwaniami i które są dla mnie trudne. Jednocześnie wiem, że CHCĘ to robić. Nie muszę się do tego wszystkiego zmuszać.

Mam cechy, które pomagają mi wykonywać swój zawód i predyspozycje, które wykorzystuję w swojej pracy.

Poznaję swoje mocne strony i dopasowuję swoją pracę do predyspozycji, nie na odwrót. Jestem ciekawa nowych rzeczy i lubię się uczyć, więc nie mam problemu z poszerzaniem swoich umiejętności. Jestem zorganizowana i terminowa, więc postanowiłam właśnie z tego zrobić swoją mocną stronę w biznesie. Lubię gadać, więc gadam na stories. Robię fajne foty, więc naturalnym było dla mnie rozwijać Instagram, a nie Linkedina. Nie lubię zbyt często wyjeżdżać, więc nie zostałam destination photographer, a najczęściej pracuję właśnie w Warszawie.

Staram się weryfikować, które cechy mojej osobowości mogą mi pomóc w pracy, a nie ją utrudnić. Na bazie tego buduję swoje zasady, styl pracy i jej kierunek. Poszukaj swoich mocnych stron i cech, które mogą Ci pomóc w tym, co na co dzień robisz.

Ten wpis może Ciebie zainteresować: Moje wartości w biznesie – co zrobić, by praca wspierała życiowe wartości?

Lubię to, co robię, ale nie wierzę w pasjobiznesy.

Absolutnie nie uważam, że trzeba kochać to, co się robi, a powiedzenie „rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia” jest dla mnie największą bzdurą, jaką kiedykolwiek usłyszałam. Fajnie jest lubić to, co się robi, bo wtedy faktycznie będziemy mieli więcej serca i chęci do pracy. Jednak wmawianie, że praca powinna być czymś natchnionym i powinna przychodzić totalnie bez wysiłku, jest okropnie krzywdzące. Praca to praca, moja również. Jeśli nie odnaleźliście pasji, na której chcielibyście oprzeć swoje życie zawodowe, nie martwcie się. Wszystko z Wami okej!!!


→ Ludzie potrzebują tego, co robię. Zarabiam.

Uwielbiam przykład, jaki podał Miłosz Brzeziński w jednym z odcinków podcastu Mała Wielka Firma. Nikt nie broni nam robić tego, co lubimy i w czym się realizujemy, ale nie możemy oczekiwać, że wszystko da nam pieniądze. Możemy na przykład lubić robić gołębie ze styropianu i nic innym do tego, ale raczej jest małe prawdopodobieństwo, że na tym zarobimy.

Tak samo jest z każdym innym biznesem czy pracą. jeśli chcemy na tym zarabiać, ludzie muszą tego potrzebować. Thanks, captain obvious!

I tak jak z byciem dobrym w swojej pracy, lubieniem tego i posiadaniem misji, jest całkiem łatwo. To, czy lubimy to, co robimy, zależy to od nas i może się to wydarzyć już w momencie, kiedy tylko wpadniemy na taki pomysł. 

Niestety z zarabianiem może być już trochę trudniej. Nie od razu pojawią się klienci i nie będą oni pchać się do nas drzwiami i oknami. Na to potrzeba czasu. Ja ze względu na to, że musiałam rozliczyć się z dotacji, dałam sobie rok. Powiedziałam, że przez ten rok będę cisnąć i dam z siebie wszystko, a potem zobaczymy, co z tego wyjdzie. Przez rok, zamiast siedzieć na etacie, robiłam zdjęcia, rozwijałam bloga, media społecznościowe, portfolio, uczyłam się o biznesie, szukałam klientów i rozwijałam siebie. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Albo coś z tego będzie, albo nie.

Ten rok intensywnej pracy wystarczył mi, by zauważyć, że coś się w tej materii mocno zmienia. Zobaczyłam, że jest zapotrzebowanie na to, co robię, na moje sesje. Odnalazłam fragment rynku, który śmiało mogłam wypełnić. Trafiłam ze swoimi prostymi, klasycznymi zdjęciami w swoją grupę klientów. Znalazłam na Instagramie i blogu ludzi, którym przydaje się moja wiedza i inspiracja. Robię komercyjne sesje zdjęciowe, pracuję z fajnymi markami, piszę bloga i uczę na warsztatach. Przekułam swoje estetyczne wizje i energię w coś, co przydaje się ludziom.

Jak szukać klientów? 10 sposobów, które mogą Ci w tym pomóc


→ Przy okazji – mam szerszą wizję i misję

Wierzę w to, że sesje fotograficzne mogą mieć moc terapeutyczną. Często spotykam się z tym na sesjach prywatnych i wizerunkowych. Ludzie po sesji zupełnie inaczej patrzą na siebie czy swój biznes. Widzą, że są fajni, ciekawi, profesjonalni. Są dumni z tego, że mogą pokazać to, co tworzą, w ładnej i profesjonalnej oprawie. Tym bardziej cieszę się, kiedy trafiają do mnie lokalne biznesy, z naszego podwórka.

Mam przekonanie o tym, że estetyka ma moc. Tak jak jestem przeszczęśliwa, że wybrałam sobie akurat architektoniczne studia, tak samo byłam zadowolona ze skończenia szkoły muzycznej. Mimo tego, że przy okazji jestem umysłem ścisłym, to uważam, że te edukacja bardzo mnie uwrażliwiła. Czy to historia sztuki, czy lekcje gry na fortepianie – nauczyły mnie bardziej wrażliwego patrzenia na to, co mnie otacza i co sama tworzę. Ludziom dookoła też staram się pokazywać, że wrażliwość na piękno jest czymś naprawdę fajnym. Przy okazji realizuję się estetycznie, kiedy pracuję z klientami, którzy dają mi wolną rękę. 

15 pytań, które warto sobie zadać przed końcem roku dla satysfakcji z pracy, biznesu, życia i relacji

Dla klientów prywatnych tworzę wspomnienia na całe życie. Czy to sesja lifestylowa, czy reportaż ślubny, robię to ze świadomością, że ludzie będą do tego zaglądali przez lata. Tak samo jak ja, kiedy oglądam stary album z czarno – białymi fotografiami.

Wierzę w to, że każdy może odnaleźć satysfakcję w swojej pracy i się w tym realizować. I do tego zachęcam na blogu i Instagramie. Cieszą mnie wiadomości od odbiorców, którzy dzielą się tym, że zmotywowałam ich do czegoś nawet małego. Widzę, że działacie, że się rozwijacie. Jest to strasznie motywujące!


Dla mnie robienie fajnego biznesu to połączenie tych trzech rzeczy:

  1. bycia dobrym i lubienia tego, co się robi,
  2. trafienie w potrzeby klientów i dobry zarobek
  3. oraz szersza wizja, poczucie misji i dużego celu.

Bez zarobku byłaby to tylko organizacja charytatywna, hobby, które robię po godzinach. I to jest totalnie okej.

Z zarobkiem i misją, ale bez serca do wykonywanej pracy – byłaby to praca, która dawałaby pieniądze, ale mogłaby na co dzień bardzo męczyć.

Gdybym lubiła to robić i zarabiała, ale nie miała poczucia misji, tworzenia czegoś większego, pewnie szybko bym się wypalała, bo nie miałabym celu, do którego dążę.


Mam nadzieję, że znajdziecie zajęcie, które będziecie lubić, w którym będziecie dobrzy, które da Wam poczucie spełnienia i fajne pieniądze. Trzymam kciuki!

Category
Biznes, Fotografia

You may also like

Previous Post

10 rzeczy, które chciałabym wiedzieć na początku mojego biznesu

Next Post

2019 rok w 11 hasłach - nie osiągnęłam celów, ale odnalazłam kierunek