Ania Ulanicka

Czy oszalałam, że zaczynam pracę o 7:00??? Otóż ani trochę!

Budzisz się w środku nocy i przewracasz z boku na bok. W końcu mocno zasypiasz, ale kiedy się wstajesz rano, uświadamiasz z przerażeniem, że jest już 9:30, więc nie bawisz się w slow mornings and lovely breakfast, tylko zarzucasz szlafrok, właczasz komputer, a żeby było jeszcze szybciej – na najbardziej pilne maile odpowiadasz jeszcze na telefonie.

Ten za chwilę dzwoni. „Tak, tak, właśnie siadam do komputera, za chwilę wyślę Ci zdjęcia”. Miałaś iść na siłownię, ale skoro zaczynasz pracę o 10, to niczego Ci się już nie chce. Lepiej przycisnąć projekty. „Tak? Jasne, proszę o cierpliwość, obróbka ślubu jeszcze chwilę potrwa. U was wszystko okej? Dziękuję kochani! U mnie również!” Komputer włączony, mail od księgowej – coś tam jak zwykle jest nie halo w Twoich dokumentach (papierki nigdy nie były moją mocną stroną). Tydzień temu powinnaś odebrać jakieś papiery, no zapomniałaś. Słyszysz wiertarkę – sąsiedzi rozpoczęli remont.

Na zegarku dopiero 10:00. Pół godziny Twojego dnia. A Ty już czujesz się styrana życiem, jakby przejechały Ciebie cztery walce.


Jeśli zapytacie, co mi strzeliło do głowy, że zaczęłam znowu wstawać o 5:30 i medytować, kiedy wszyscy jeszcze smacznie chrapią, to właśnie to. Lubię pracować. Lubię pracować dużo i lubię ten dreszczyk ekscytacji, kiedy mój kalendarz zapełnia się fantastycznymi projektami. Lubię widzieć, że ludzie są zadowoleni, kiedy znowu dostarczam im zdjęcia. Lubię prowadzić swój biznes, bo lubię realizować swoje pomysły. I hmm, lubię ustalać swój dzień według swoich zasad.

Czy oby na pewno?

Po tygodniach poranków w ogromnym stresie i napięciu, niespokojnych, nieprzespanych nocy, ciągłej jazdy bez trzymanki i uświadomieniu sobie, że jedynym czasem, kiedy nie myślisz o pracy jest ten, kiedy z przerażeniem w oczach zauważasz ze skończyła Ci się kawa, pomyślałam, że chyba coś ze mną nie tak, skoro jestem freelancerem i godzę się na coś takiego. 

Życie, jak i również prowadzenie biznesu, powinno dawać frajdę, radość i spokój. A sama zgotowałam sobie środowisko przepełnione stresem i gaszeniem pożarów. Brakowało mi chwili na oddech, na refleksję. Na spokój, obserwowanie swoich emocji, zastanawianie się, dlaczego ostatnio niepotrzebnie się zdenerwowałam. Myślenie, czy oby na pewno to zlecenie daje mi satysfakcję. Przelewanie swoich myśli i problemów na papier. Dystansowanie się. Reset. 

Wykroiłam, wydrapałam, wykradłam ten czas rano, by dać go sobie, nie zleceniom. Potraktowałam go jako świętość w momencie, gdy poczułam się jak chomik w kołowrotku nieskończonej ilości pracy i w końcu, w końcu poczułam, że jestem fair wobec siebie. Odżyłam, uspokoiłam, przestałam stresować, że nie zdążę, że się nie nadaję, bo przecież jak człowiek o siebie nie zadba, to czarne myśli przychodzą do głowy jakby częściej.

Wstaję o 5:30.

Tak, ja wiem, jest ciemno, zimno i padam na twarz o 22:00 wzbudzając salwy śmieszków, że zachowuję się jak babcia na emeryturze. Ale naprawdę nie jest to dla mnie wielka cena za to, jak ogromny zyskałam dzięki temu spokój. Od 20:00 do 9:00 mam włączony w telefonie tryb nie przeszkadzać oraz czas bez ekranu. Dzięki temu aplikacje powiadamiają mnie, że nie powinnam ich w tym czasie używać. I nie używam. Obserwowanie wschodu słońca z kubkiem herbaty jest dla mnie fajniejszym przeżyciem. 

View this post on Instagram

No niby kilka godzin pracy już za mną, ale jeszcze trochę rozgardiasz. 😁 Od kiedy nauczyłam się w końcu wstawać wcześniej, czuję się tak spokojna i produktywna! Niby mała zmiana jak godzina rozpoczęcia dnia, a tak mnie fajnie nakręca do pracy. 💥 _ Jesień to zdecydowanie moja pora roku. Wracają mi siły do pracy po wakacjach, nowa energia do pracy nad sobą, nad biznesem, do treningów i w ogóle do ogarnięcia życia. ❤️ Mam nadzieję, że tydzień zaczął się u Was równie dobrze! ✌️ • • • #studioulanicka #fotografpolska #fotografiaportretowa #fotografiamodowa #fashionphotographers #fashionshooting #fashioneditorials #fashionmagazines #fashionmodels #voguepolska #modeloftheday #modelfashion #leimann #leimannbrand #sesjalookbookowa #lookbook

A post shared by Ania Ulanicka (@aniaulanicka) on

Robię krótką jogę, medytuję 10 minut i piszę w dzienniku.

Trochę się rozciągam, trochę się powyginam, najbardziej chodzi o to, by przestawić mózg, że nie jestem już kołdrowym burrito, a aktywnym, gotowym do życia człowiekiem. :) Później medytuję z aplikacją Calm. Pisałam już o niej jakiś czas temu. Miałam trochę przerwy, ale postanowiłam do niej wrócić. 

Dla mnie medytacja i dziennik są nauką dystansowania się do własnych przeżyć i emocji. Uświadamiania sobie, że nerw na coś niekoniecznie jest nerwem na coś, tylko poruszeniem emocji z dzieciństwa. Nauką obserwacji tego, co się we mnie dzieje. Nauką spokoju i odcięcia się w momentach, kiedy moja łatwo wzburzająca się natura dochodzi do głosu. :) Bardzo, bardzo brakuje mi tego cichego czasu, kiedy całymi dniami tak mocno cisnę z projektami i chcę wszystko nadrobić siedząc od rana do wieczora w pracy. 

W dzienniku rano zapisuję trzy rzeczy, za które jestem wdzięczna. I są to totalnie proste rzeczy, jak to, że po prostu udało mi się wstać. Że poprzedniego wieczora czytałam książkę w parku ze swoim chłopakiem w środku dnia. Że mama opowiedziała mi śmieszną historię. Wiecie, naprawdę powinniśmy to doceniać i być wdzięczni za te do bólu proste rzeczy. Wdzięczność zabiera miejsce żalom i dziwnym oczekiwaniom. Później piszę, co mi przyjdzie na myśl, skreślam, bazgram, kompletnie się nad tym nie zastanawiam. To taki odkurzacz dla głowy. :) 

To nastraja mnie bardzo pozytywnie. Tak zwyczajnie po ludzku czuję się dobrze, czuję wdzięczność. A dodatkowo – zanim zjem śniadanie odkreślam już trzy małe rzeczy z listy to-do, co napędza mnie tylko do realizowania kolejnych. Naprawdę ciężko się jest już zatrzymać.

Jem śniadanie i piję kawę. Nadal nie używam telefonu. Jeśli mam ochotę – przeczytam kilka stron książki. Zadania do zrobienia rozpisuję w niedzielę lub poniedziałek, zwykle są to większe projekty, które trwają dniami, więc nie zawsze robię listę na każdy dzień. I pilnuję tego, by na czas pracy odłożyć telefon na łóżko czy w inne miejsce, nigdy na biurku. 

Pracuję z pomodoro 

W blokach po 45 minut z przerwami po 10 minut. Pilnuję, by nie rozpraszać się co najmniej przez trzy pierwsze bloki i wtedy zrobić najważniejsze zadania. Telefon sprawdzam tylko w przerwach, i wtedy odchodzę od komputera, by trochę odetchnąć. Jeśli zaczynam pracę o 7:00, kończę ją nawet koło 13:00 czy 14:00, bo do południa pracuję niezwykle efektywnie. Później nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia, by skoczyć na trening, kawę, spacer, czy poczytać książkę w parku, pokorzystać z jesieni i zapamiętać ją jako gromadę liści pod stopami, a nie suche oczy od gapienia się całymi dniami w komputer. :) 

Po 22:00 jestem już średnio żywa, wcześniej ustawiam budzik i odkładam telefon na parapet. Czytam ostatnio fajne książki i poświęcam na nie wieczorami dużo czasu. 

Ta dość niewielka zmiana, bo w sumie tylko pory rozpoczęcia dnia, daje ogromne efekty. Wiem, to może brzmieć dość szalenie – wstawać o tak nieludzkiej porze, ale ja jestem tym typem człowieka, który jest zły, gdy po przebudzeniu widzi na zegarku dziewiątą. Lubię wprowadzić się rano w dobry nastrój, a rozpoczęcie dnia od wściekłości nie rokuje zbyt dobrze i potem chodzę cały dzień jak zombiak. :)

Mam czas na bycie ze sobą, na refleksję, na spokojny czas z książką, nie wpadam w wir pracy jak szaleniec prosto z łóżka. To daje mi spokój, który wpływa na moją efektywność jak nic innego! <3 

Category
MĄDRA PRACA
Share on

You may also like

Previous Post

Nie wszystko musi się nam opłacać

Next Post

Nigdy nie będziesz jak ktoś, kogo podziwiasz. I bardzo dobrze!