With you, it’s different. Zdjęcia, na których nie ma nic więcej, niż emocje.

Kiedy umrze Ci bądź zwariuje na wyjeździe aparat, nie pozostaje nic, jak cieszyć się, że to nie najdroższy z zestawu. Dzięki Bogu!

Po tym incydencie przez kilka dni zdjęcia robiłam na oślep, a fotki poniżej wyrzuciłam z karty pamięci jako czarne placki. Nie mogłam jednak tego przeżyć i kombinowałam z nimi na chyba trzy podejścia. Ostatecznie po narzuceniu czerni i bieli znalazłam w nich coś nowego. Coś, czego jakoś nie zauważyłam wcześniej!

Coś, co jak najbardziej powinno zostać pokazane światu mimo tego, że jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia, a poziome pasy przypominają o telewizorach sprzed piętnastu lat.

Ale – zostało coś najważniejszego. Coś, co zostało odarte z tego, co zbędne. Fajnych filtrów, presetów, żywych kolorków, wymyślnych póz i cudownych krajobrazów.

Emocje. Radość, pasja, szczerość.

Zostały same uściski, szczere uśmiechy, zmierzwione od soli włosy i blask opalonej do brązu skóry. Trochę piegów, radości i błysk w oku. Spontaniczność, buziak w policzek i – chwila razem. Esencja.

Odnalazłam to na zdjęciach, które jakością nie grzeszą. Ale które być może któreś z nich postawi misternie oprawione w ramkę i będzie spoglądać z uśmiechem. Szczerze mówiąc – kiedy warunki oświetleniowe są idealne, a pod ręką torba z zestawem obiektywów, czasami kusi, aby bardziej skupić się na formie, niż treści. Tutaj – z ręki zostały mi wytrącone możliwości wszystkich kombinacji. Zdjęć miało nie być – bo jak tu fotografować, kiedy aparat nie działa.

Zadziałało coś innego. Bo wtedy uruchomiły się niepozowane, prawdziwe emocje. A ja wciskałam spust migawki, łapiąc to, co działo się w tamtym momencie, naprawdę. I nie przesadzę mówiąc, że widzę ogromną różnicę. W autentyczności tego, co udało mi się tutaj uchwycić. Zostawiam Was tylko z jedną myślą – warto tworzyć nawet w trudniejszych okolicznościach, bo nigdy nie wiadomo, czy aby nie stworzymy przypadkiem czegoś pięknego, autentycznego.

LOVE ♥

PS. Dzięki Bogu po raz drugi. Za RAWy!!!



  • Oto dowód na to, że nie zawsze poprawność techniczna zdjęcia ma znaczenie :D Zbyt dużo widzimy poprawnych technicznie, pustych zdjęć, a za mało tych pełnych emocji, jak wasze ;-)

    • Och, staram się głosić to na prawo i lewo, że fotografia zaczyna się w głowie! Ta sesja pozwoliła mi też jako fotografowi spojrzeć troszkę inaczej na to, co robię. Cieszę się ogromnie, że zdjęcia Ci się podobają! ❤️

  • Wiesz, nie lubię z reguły prawdziwych zdjęć. Lubię te ładne, sztuczne i upozowane. Ale te mi się bardzo podobają. Widać te zatrzymane chwile. :)

    • W takim razie bardzo się cieszę, że i w tych odnalazłaś coś pięknego! ❤️

  • Enthia0

    A mi się podobają :) Mają klimat jak ze starej kliszy.

    • Oooo dokładnie! Dokładnie taki klimat tu pozostał! :)

  • A ja mam pytanie. Czy zdjęcia zawodowe (wykonywane na zlecenie) tej jakości włączyłabyś do materiału? Jestem bardzo ciekawa, bo odpowiedź wcale nie jest według mnie oczywista i jest tu bardzo wiele do przemyślenia, przynajmniej z mojego punktu widzenia.

    • Fajnie, że o to zapytałaś.

      Natknęłam się wczoraj na jednej z grup fotograficznych na fejsie na kompletny pojazd po fotografie. Dziewczyna (klientka) wrzuciła jedno zdjęcie, kompletnie wyrwane z kontekstu, ze swojego reportażu ślubnego (mówiąc, że się ‚troszkę’ zna na fotografii) jadąc po fotografie jak się tylko dało. Że szumy, że kolory nie takie, że coś tam. Oczywiście sporo fotografów w komentarzach się również zburzyło, że jakim prawem ona robi burzę za jedną fotę z kilkuset.

      I tu moja odpowiedź – raczej musiałabym wybadać, z kim pracuję. Bo z jednej strony – na zlecenia chodzę tak, że zawsze mam zapasowy sprzęt w razie czegoś i raczej jest mniejsze prawdopodobieństwo, że coś takiego jak tutaj mogłoby się wydarzyć. Pytanie też – czy byłyby to jedyne zdjęcia, jakie zrobiłabym na sesji, czy byłyby tylko częścią dużego repotażu? A na koniec – zawsze (a już na pewno w ostatnich tygodniach/miesiącach) priorytet mają na moich fotach emocje, nie jakość. Więc chociaż mam w głowie myśl, że może skonsultowałabym coś takiego z parą i wytłumaczyła, że tych zdjęć miało nie być, bo nie wyszły, ale są – właśnie takie – to nie wyobrażam sobie, że miałabym je zachować tylko dla siebie.
      Te zdjęcia już są w moim portfolio i nie będę ich ukrywać. One też mają coś do powiedzenia. Jak na razie – kolorowych pozowanych fotek z błękitnej plaży nie miałam ochoty tam dodać. :D

      Odpowiadając krótko – oddałabym. I życzę sobie pracy z ludźmi, którzy będą potrafili dostrzec coś więcej, niż fajne kolory. Jak na razie mam do takich szczęście. :)

      Co Ty o tym myślisz?

      • Gdyby były jedyne, wiadomo, że byś oddała, bo nie miałabyś wyjścia. ;) Ale ja nie piszę o takiej sytuacji, bo zakładam że obie mamy głowę na karku. :)

        Mam na myśli zdjęcia dodatkowe. Ja byłam kilkukrotnie w takiej sytuacji – zawsze oddaję zdjęć nieco więcej ponad górną (górną!) granicę, na którą wskazuje umowa i zdarzało mi się, po oddaniu zdjęć z klimatem, magią, emocjami, uzupełniających materiał (i kurde, podkreślmy to: dodatkowych, stanowiących np. 3 z 20 sztuk ponad zakresem umowy i to ponad górnym zakresem, tj. ponad liczbą maksymalną wskazaną w umowie), usłyszeć zażalenia, że mam je wymieniać (tj. przygotowywać kolejne). Nawet wtedy gdy jakościowo są idealne, a są ujęciami kontekstowymi (pokazują miejsce, wybrany detal – ostatnio miałam tak ze zdjęciem wylegiwującego się na parapecie okna sali kociaka, które oczywiście przygotowałam gratis).

        I powiem Ci, że coraz rzadziej robię takie prezenty. Bardzo lubię takie dawać, ale mam wrażenie, że moja praca jest wtedy oceniona gorzej (!) niż gdybym oddała materiał bez takich didaskaliów.

        • Hmm, szczerze mówiąc aż ciężko mi sobie wyobrazić taką sytuację. Jeszcze w takiej nie byłam, a bardzo możliwe, że wszystko przede mną. ;) Może trzeba jakoś mocno zaznaczać czy wręcz pytać parę o takie zdjęcia?

          Często zresztą też słyszałam o tym, że ludzie doceniają coś bardziej, jeśli mają tego mniej. Albo często wolą kupić coś bez gratisa, bo wydaje im się to bardziej wartościowe. Można byłoby zgłębić ten temat. :)