Ania Ulanicka

Zablokowałam media społecznościowe, odblokowałam kreatywność (+ jak zablokować aplikacje?)

Czy twórca, który zarabia zdobywając klientów w internecie i przez internetowe polecenia, który regularnie tworzy na blogu, codziennie publikuje w mediach społecznościowych może spróbować czegoś takiego, jak detoks internetowy? Mocno się nad tym zastanawiałam, zanim zrobiłam eksperyment! 

Czułam się bardzo przytłoczona, zmęczona, wyczerpana, odechciewało mi się pracować i publikować cokolwiek. Kiedy tylko siadałam do swoich zadań, niepostrzeżenie chwytałam za telefon i przeglądałam wszystkie media społecznościowe, w których tylko mam konta. To w tym momencie wydawało mi się duuużo przyjemniejsze i bardziej atrakcyjne niż nużące odkreślanie zadań z listy to - do. Nietrudno było o to, bym spędzała tam kilkadziesiąt minut każdego ranka.

Po takiej sesji, którą fundowałam sobie do kawy o 8:00, czułam się jak zombie. Wyczerpana, przebodźcowana, z bolącą głową. A przecież nawet jeszcze nie zaczęłam pracy!!!

Jakim cudem miałam wtedy stworzyć ciekawe posty dla Was, wpisy na bloga, czy powiedzieć o czymś ciekawym na Instagramie? No way!

Zainspirowałam się filmem o mediach społecznościowych, który opublikował Casey Neistat. A że bardzo zbiegło się to z tym, co sama chciałam zrobić, postanowiłam zrobić eksperyment. 

Na majówkę zablokowałam wszystkie rozpraszające mnie aplikacje od 21:00 do 11:00.

Wspominałam już o tym pomyśle w poprzednim wpisie o tym, jak planuję swój typowy dzień w pracy (jeśli nie widzieliście, koniecznie zajrzyjcie!). Pomyślałam, że dzięki temu lepiej odpocznę podczas kilku wolnych dni. Okazało się, że była to tylko jedna z 6338746 korzyści!

Na początku czułam duże zdenerwowanie i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Do godziny 11:00 tak naprawdę nie mijało aż tyle czasu, bym zdążyła jakoś mocno odczuć samotność. Jedynym dużym minusem było to, że naprawdę odczuwałam odstawienie internetu na te kilka godzin. To tylko bardziej zmotywowało mnie do tego, by przeprowadzić swój eksperyment. 


Lepiej śpię, a moje poranki są dużo bardziej twórcze

Wieczorem zamiast trzymać w ręce telefon, trzymam książkę. Udaje mi się dzięki temu czytać jedną w tygodniu. Zamiast porannego scrollowania Instagrama do kawy, otwieram laptopa, pages czy Notion i piszę szkic kolejnego tekstu na bloga. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazywało się, że w ciągu piętnastu minut jestem w stanie stworzyć sensowny szkic wpisu, nad którym mogę później pracować i opublikować na blogu! 

Do 11:00 (raptem kilka godzin od przebudzenia) poświęcam czas na własne tworzenie i publikacje. Kiedy nie organizuję sobie wyczerpującej sesji z samego rana i spędzam przedpołudnie tylko z laptopem, notesem, swoją kreatywnością i pomysłami, mogę tworzyć dużo bardziej wartościowe treści na bloga, portfolio i planować fajniejsze posty na media społecznościowe.

Dzięki temu, że mniej czasu spędzam w necie, wiem, że muszę szybko uwinąć się ze swoimi publikacjami

To jest bardzo ważny aspekt. Czas spędzany w mediach społecznościowych skrócił się u mnie dramatycznie. Kiedy zaczynam dzień od kilku naprawdę produktywnych godzin, coraz mniej mam ochotę konsumować w internecie, co popadnie. Zwyczajnie jest mi szkoda mojego cennego czasu i przestrzeni w głowie na to, by poświęcać je na bezmyślne scrollowanie feedów. (Na co nastawiam swój umysł, kiedy zaczynam dzień od przejrzenia wszystkiego, co udało się opublikować ludziom od poprzedniego wieczora.) 

Wiedziałam, że mój czas z aplikacjami nie jest nieskończony. Dlatego jeśli już na nie wchodziłam, wiedziałam co, jak i gdzie chcę opublikować, pokazać, powiedzieć. Mój czas spędzany z telefonem w ręce jest dużo bardziej przemyślany i jakościowy niż był wcześniej.

Wszystko to sprowadza się do bardzo prostej zasady - najpierw tworzę, później konsumuję.

Nie czuję pokusy zaglądania do aplikacji, więc jestem dużo bardziej spokojna

Zniknęło to ciągłe podenerwowanie, że muszę za chwilę zerknąć do aplikacji i koniecznie sprawdzić, czy coś się w internetowym świecie nie zmieniło. Sama świadomość, że mogę zajrzeć do Instagrama czy Facebooka dopiero po którejś godzinie uwolniła mnie od ciągłej myśli, że chcę to zrobić! Stałam się spokojniejsza, a FOMO w dużym stopniu zniknęło. 

Rzadziej w ogóle sięgam po telefon (bo wiem, że w pewnych godzinach po prostu nie mam po co!)

Jak już przez pierwszych kilka godzin dnia przyzwyczaiłam się do tego, że media społecznościowe w moim życiu (przez pewien czas!) nie istnieją, moja potrzeba zaglądania do nich w ciągu dnia w ogóle stała się mniejsza. Wychodzę z założenia, że od tego, na co nastawię się rano, zależy mój cały dzień. Nie da się ukryć, te kilka produktywnych godzin niesamowicie rzutuje na cały późniejszy dzień. Jestem nastawiona na pracę i tworzenie, a nie bezustanne konsumowanie. 

Zauważyłam, jak bardzo mój umysł podporządkowany był myśli, że muszę, MUSZĘ koniecznie sprawdzić, co nowego słychać w necie.

Moja głowa w trakcie porannej pracy nie krążyła wokół tego, jak rozwiązać problem moich projektów, jak ulepszyć pracę z klientem czy jakie wpisy opublikować. Nie. Ciągle zastanawiałam się nad tym, czy i kiedy zerknę do apki i co nowego się tam mogło wydarzyć. Może to brzmieć strasznie, ale czasami taka jest rzeczywistość ludzi, których wielką część zawodowego życia zajmuje internet.

Każda czynność, którą powtarzasz, staje się Twoim nawykiem. Zamiast trenować mój umysł do kreatywnych, twórczych zadań i rozwiązywania problemów, trenowałam go do nieustannego sięgania po telefon i aktualizowania statusów. 


Czy to oznacza, że media społecznościowe to samo zło? Nie wiemy.

Dzięki mediom społecznościowym pracuję, tworzę, zarabiam. Dzięki nim mam komu pisać, mam komu robić zdjęcia i mam gdzie publikować* to, co robię zawodowo. Nie ukrywam, to dzięki temu stworzyłam swoją markę i biznes!

Ale! Jeśli nie dam sobie czasu offline na tworzenie, nie będę miała najzwyczajniej w świecie CZEGO pokazywać i publikować. Wszystko z głową. Postanowiłam sobie, że najpierw będę pracowała nad swoimi materiałami i tworzeniem, a dopiero później będę konsumowała to, co stworzyli inni.

Wydaje mi się to dość zdrowym podejściem.


*Chciałam dopisać, że mam gdzie publikować za darmo. Zawahałam się. Płacimy czasem, kreatywnością, skupieniem, zastanawiam się, jak wysoka jest to cena. ;) 


Jak zablokować aplikacje w swoim telefonie?

W iPhonie wystarczy wejść w ustawienia, kliknąć czas przed ekranem, a tam ustalić godziny dla czasu bez urządzenia. W moim przypadku jest to czas od 21:00 do 11:00, czyli 14 godzin bez aplikacji. Woohoo!

W tym czasie zablokowane aplikacje robią się ciemno szare. Po kliknięciu w nie pojawia się przypomnienie o blokadzie. Po wpisaniu kodu można uzyskać dostęp na 15 minut, godzinę i cały dzień, ale ja nie odczuwam zbytnio takiej potrzeby.

Alternatywą są aplikacje Forest (iOS i Android), Offtime (Android), BreakFree (iOS, Android) oraz Moment (iOS). Dajcie znać, jeśli znajdziecie jeszcze coś ciekawego!

Category
Produktywność

You may also like

Previous Post

Mój typowy dzień w pracy - jak go planuję?

Next Post

Jak rozmawiać z klientem? Kilka rad odnośnie miłej i profesjonalnej komunikacji