Ania Ulanicka

Zabraniam sobie stresów, czyli rachunek sumienia po 2018!

Siedzę przy swoim biurku, piję zieloną herbatę, rozmyślam o tym, że za chwilę się przeprowadzam i jakie to będzie ekscytujące, przygotowuję wpisy na bloga w skupieniu, by móc jeszcze wieczorem wyjść na siłownię, po raz pierwszy w tym roku. Tak, tak, wiem, że już ósmy stycznia. ;) 

Kiedy myślę sobie o ubiegłym roku, przypominam sobie pasmo stresów, ogromu pracy i braku czasu wolnego. Później – wyrywaniu się na krańce Polski czy Europy, by zmusić się do odpoczynku, odetchnąć i zresetować.

2018 był pod wieloma względami przełomowy.

Zaczęłam w końcu jeździć samochodem, do czego trochę zmusiła mnie praca, ale naprawdę to uwielbiam i nie wiem, jak mogłam dopiero teraz się do tego zebrać. Haha, pamiętam jak oglądałam tutoriale na YT, żeby wiedzieć, jak zatankować i jak przeokropnie się stresowałam, kiedy miałam sama jechać na myjnię. Zrobiłam to dopiero wtedy, kiedy wstyd mi było samej do tej zakurzonej błyskawicy wsiąść. I było fajniej, niż myślałam!

Zrobiłam też więcej zdjęć, niż w którymkolwiek wcześniejszym roku, sfotografowałam ogromną ilość cudownych osób i zapchałam dobrych kilka dysków pięknymi historiami. Zawodowo czuję się naprawdę usatysfakcjonowana. Widzę na każdym kroku, jak fajnie rozwija mi się mój biznes i ogromnie się cieszę, że nie mogę narzekać na brak pracy, klientów, ani tym bardziej nowych pomysłów. 

Mimo wszystko – ogromnie się stresowałam, zaliczyłam kilka wpadek, trochę rzeczy mi nie wyszło i chyba nigdy wcześniej nie miałam aż tylu nieprzespanych z nerwów nocy. Własny biznes jest ogromnie satysfakcjonującą sprawą, ale ja ciągle uważam się za początkującą i każdego dnia myślę, że powinnam być już dużo dalej i robić wszystko lepiej. 

W czasie Świąt Bożego Narodzenia nie rozstawałam się z notatnikiem i robiłam porządny rachunek sumienia. Doszłam do fajnych wniosków, zapisałam ogrom stron, ale myślę, że choć kilkoma z nich mogę się z Wami podzielić. 


Z czego jestem najbardziej zadowolona?

  • zrobiłam 20 ślubnych reportaży, co uważam za fantastyczny wynik biorąc pod uwagę, że działać w fotografii na poważnie zaczęłam jakieś 1,5 roku temu. Nie chciałabym raczej pobijać tego wyniku, ale na pewno wiem lepiej, jaki rodzaj fotografii chcę, by przeważał.
  • Zrobiłam mnóstwo innych fantastycznych sesji jak choćby ta dla Leimann, Asi Banaszewskiej (już po raz kolejny), czy Moniki Kamińskiej. Zyskałam kilku klientów, z którymi pracuję na stałe i dość regularnie. Są to współprace, które naprawdę lubię i którymi bardzo chętnie się chwalę.
  • Spędziłam kilka bardzo miłych dni w Gdańsku oraz tydzień w Portugalii. Powiem Wam, że nigdy wcześniej nie odpoczywałam aż tak bardzo odcięta od świata i internetu. W tym roku pracowałam na sto procent i odpoczywałam też na sto procent. Choć uważam, że tego odpoczynku powinno być więcej. 

  • Nadal trenowałam na siłowni, dużo chodziłam na własnych nogach (ciągle liczę kroki), medytowałam z calm i pisałam w dzienniku (o planowaniu i dzienniku napiszę w kolejnym wpisie).
  • Nabrałam trochę dystansu do siebie i świata, czego konsekwentnie i z uporem uczy mnie mój chłopak. :D

Jeśli chodzi o zdjęcia, zajrzyjcie na mój nowy podsumowujący wpis na blogu Studio Ulanicka z zestawieniem BEST OF 2018, czyli 18 zdjęć, dzięki którym zapamiętam 2018 rok. Jest co oglądać!


Co pomogło mi to osiągnąć?

  • Na pewno fakt częstych publikacji i „bycia” w internecie. Wydaje mi się, że moje spontaniczne odzywanie się do ludzi, chęć poznawania ich (często przez internet, bo na żywo zwykle jeszcze bardzo mocno się stresuję i wstydzę) doprowadziła do tego, że nawiązałam tak fajne zawodowe (i nie tylko!) kontakty. 
  • Regularność i upór osła. Miewam momenty, kiedy mam chęć rzucić to wszystko w cholerę i wyjechać na koniec świata, ale kiedy się zepnę, to mam klapki na oczach i świat dla mnie nie istnieje. :D 

Z czego nie jestem zadowolona?

  • czasami brakuje mi w pracy regularności i pracuję w zrywach. Mam fantastyczne momenty, kiedy jestem szatanem produktywności, rozgwiazdą biznesu i czołgiem nie do pokonania, a mam też takie, kiedy czuję się jak ostatnia sierota świata i najchętniej wróciłabym na bezpieczny etacik nie martwiąc się o to, ile kasy wpadnie mi w kolejnym miesiącu. Nadal dość mocno stresują mnie finanse, choć w zdecydowanej większości przypadków absolutnie nie ma ku temu podstaw, to takie moje urojenia. ;)
  • Zbyt często zaniedbuję siebie na rzecz pracy. Jak już wpadnę w szalony rytm, mogę nie odrywać się od komputera od świtu do nocy. Kończy się to potem jakimiś dziwnymi historiami ze zdrowiem. 
  • Stresuję się i przeżywam wszystko jak wzorowa #dramaQueen. W tym roku przeszłam sama siebie tymi stresami. Czasami miałam faktycznie ku temu powody, kiedy coś nie poszło, jak powinno, ale przeżyłam w tym roku takie rzeczy i z nich się jednak podniosłam, że naprawdę, absolutnie nic nie jest warte, by katować siebie wewnętrznie jakimiś dramatycznymi myślami. 
  • Olewałam sobie często planowanie, a ja jestem człowiekiem, który bez planu się gubi, no i się gubiłam. Stąd ogromne przerwy choćby we wpisach na blogu.
  • Nie wprowadziłam do oferty warsztatów i lekcji, ale no nie starczyło mi już czasu. 
  • Jakoś tak średnio byłam zorganizowana. Chodzi mi o taką rutynę pracy, która wprowadzi jakiś porządek. Ciężko było mi się przystosować do pracujących weekendów, nie umiałam sobie robić wolnego w tygodniu i wychodziło na to, że pracowałam siedem dni w tygodniu. ELO SIEMA. 


Jakie wyciągnęłam wnioski?

  • Stanowczo i definitywnie zrywam ze swoją wewnętrzną #dramaQueen. Moje poziomy zeszłorocznych stresów pobiły wszystkie rekordy, dlatego LUZUJĘ i absolutnie zabraniam sobie tak wszystko przeżywać. Mało co jest warte naszych bezsennych nocy.
  • Pracuję intensywnie nad swoimi projektami i zleceniami, ale też nad ich rozpisywaniem w czasie. Uczę się planować dokładniej i w taki sposób, by stawiać wyraźne granice między pracą, a odpoczynkiem. Wiem, że to może brzmieć absurdalnie, ale czasami naprawdę ciężko trzymać się tych pięciu dni w tygodniu i umieć sobie odpuścić. Ja już odpuszczam, bo nie ukrywam, że mocno się przemęczyłam. No i im lepszy plan, tym większe prawdopodobieństwo regularności u mnie. :)
  • Planuję na 12 tygodni. Zaczęłam to od początku stycznia i czuję się jakoś spokojniej, kiedy mam przed sobą wizję 3 miesięcy, a nie całego roku. Mam pomysł i na tego bloga, i na sprawy związane ze zdjęciowymi zleceniami (studioulanicka.com), wprowadzę w końcu warsztaty i lekcje, a i być może coś więcej, co też już wiele razy pojawiło się w Waszych prośbach.
  • Chciałabym, by odpoczynku w tym roku było dużo, dużo więcej. Na dobre filmy, książki, gotowanie, jedzenie, szwendanie się po mieście. Chciałabym częściej po prostu tutaj pożyć i zapamiętać z tego miasta coś więcej, niż tylko obróbkę zdjęć. 
  • Chcę nadal trenować trzy razy w tygodniu (i dodatkowo chodzić 10k kroków dziennie) i nie dopuszczać do okresów, kiedy rezygnowałam z siłowni nawet na tygodnie, by poświęcić się pracy. Zdrowie najważniejsze! 

Uff, muszę przyznać, że te luźne zapiski w moim notesie może i były chaotyczne, kiedy je robiłam, ale dawno nie miałam tak fajnego wglądu w to, co się wydarzyło w ostatnich miesiącach, jak i planów na to, co chcę zrobić w przyszłych. Czuję fajną ekscytację i spokój. 

Mam nadzieję, że ten rok będzie miał w sobie trochę więcej równowagi. Zaczynam go z przytupem, bo od przeprowadzki. Czuję, że to będzie fajny, nowy etap. Już nie mogę się doczekać! 

Dajcie znać, do jakich Wy wniosków doszliście, z czego jesteście zadowoleni i co chcielibyście zrobić w tym roku. 

No i wpadnijcie na wpis BEST OF 2018 – zdjęcia, dzięki którym zapamiętam 2018 rok!

Wszystkiego dobrego!

Category
Lifestyle

You may also like

Previous Post

To najbardziej mnie zainspirowało! Rozmowy, filmy i książki.

Next Post

Co, jak i gdzie planuję? Moje sposoby na ogarnięcie życia i biznesów