Żadna myśl nie mieszka w Twojej głowie za darmo

Dużo było fantastycznych ludzi ostatnio na blogu. <3 Mnóstwo inspiracji, pasji, robienia rzeczy z sercem. Robienia rzeczy swoich, które nierzadko wymagają pokonywania wielu trudności i problemów napotykanych na drodze.

I wiecie, doszłam do wniosku, o czym więcej pisałam w newsletterze (na który możesz zapisać się tutaj), że praca nad tworzeniem własnych projektów, biznesu, marki - to praca głównie nad sobą.

Tak przynajmniej jest w moim przypadku.

Byłam przyzwyczajona do tego, że bardzo dużo rzeczy mi po prostu wychodzi. Byłam bardzo dobra w szkole, w muzycznej również, ciągle jakieś koncerty, wyróżnienia i nagrody, dostałam się na wymarzone wtedy studia, obroniłam projekty dyplomowe na piątki, szybko znalazłam jedną pracę, drugą, ułożyłam sobie życie w ukochanym mieście. Jakoś tak wszystko szło całkiem gładko.

Aż tu nagle sobie wymyśliłam, że zostanę businesswoman.  

No i się zaczęło! 

Z czym to jeść, jak to ugryźć, jak to zacząć. Trochę po ciemku, trochę po omacku, trochę w prawo, trochę w lewo. Jedna odmowa, druga, piąta, pięćdziesiąta. Wysłanych ofert tysiąc pięćset sto dziewięćset. Tu problem z inkubatorami. Tam problem z umową. Tu znowu zmiana przepisów i problemy z działalnością. (Kiedyś pewnie podzielę się swoimi doświadczeniami, abyście z tego skorzystali.) Problemy prywatne. Stres i ta okropna bezsenność.

I koniec końców moje życie wywróciło się do góry nogami. Zaczął się najdziwniejszy, najbardziej zakręcony i chaotyczny okres mojego życia EVER.

 

I to mi wytrąciło całą moją kontrolę z rąk, którą tak kurczowo trzymałam przez 25 lat. I poczułam się bardzo delikatnie mówiąc - nieswojo. I wiecie, łatwo mi było kogoś zmotywować jakimś tekstem i niby podnieść na duchu, jak tym kimś nie byłam. Jak nie miałam jego problemów i nie miałam pojęcia, z jakimi barierami zmaga się w swojej głowie. Jak się zacznie to przeżywać samemu, to ciężko jest czasami powiedzieć do samej siebie: "Halo, weź ty się ogarnij i rób swoje dalej, koleżanko".

Tak sobie marudziłam, dopóki nie przeczytałam super tekstu, którym podzieliłam się już z Wami w newsletterze:

"Żadna myśl nie mieszka w naszej głowie za darmo. Każda myśl, jaką mamy w głowie, jest inwestycją albo kosztem. Każda myśl albo Ciebie oddala, albo przybliża do sukcesu. Nie ma myśli neutralnych."

Fajnie brzmi? No dla mnie fajnie. Ruszyło mną mocno. Przebiło to wszystkie mądrości takie jak: "bądź silna", "rób swoje" i "nikt nie mówił, że będzie lekko", które mam gdzieś pozapisywane w notatkach, a które koniec końców jakoś nie działają tak, jak powinny wtedy, kiedy trzeba.

Ten tekst odebrałam bardzo personalnie i odniosłam do sytuacji problemowych, w których chcąc nie chcąc pogrążałam się jeszcze bardziej.  

I postanowiłam nie narzekać. 

 

Uważam bardzo mocno, że sukces, jakikolwiek by nie był - wielki, czy mały, naprawdę zaczyna się w głowie.

Mogę mieć najlepszy plan świata, najlepszy sprzęt, partnerów, współpracowników - ale jeśli w chwili trudności nie potrafię zacisnąć zębów i iść dalej, to to wszystko ma niewielkie znaczenie. 

Myślałam któryś dzień z rzędu, że już no po prostu nie dam rady - i nie dawałam. Samodzielnie i własnoręcznie sabotowałam swoje plany wmawianiem sobie, że te problemy to już są tak okropne, że o kurczę rzucam wszystko! 

Podjęłam się więc w niedzielę wyzwania, że nie narzekam. Ale tak serio. Nie jęczę, nie marudzę, nie użalam się. Siadam, robię co mam do zrobienia, a jeśli przychodzi gorszy moment - przypominam ten jeden tekst i uświadamiam sobie, że jeśli ta myśl ma sabotować to, co robię, to jej nie chcę. Skupiam się wtedy na kroku, jaki mogę wykonać w najbliższym czasie; na rozwiązaniu problemu. Jeśli nie umiem rozwiązać go sama - proszę o pomoc. Jeśli potrzebuję dystansu - odkładam na jakiś czas to, co robię. A jeśli nie mam na coś wpływu - tym bardziej nie tracę energii na tego przeżywanie. Nie jest to łatwe, biorąc pod uwagę kobiece możliwości robienia dramatów, ale z czasem takie się być może stanie. :)

Wiadomo - nie chodzę roześmiana, kiedy dzieje się coś złego i trudnego, ale ważne, aby tych negatywnych myśli w sobie nie pielęgnować.

Nie udawać, ale zaakceptować, przeżyć i odpuścić. I ruszyć, najszybciej jak się da. 

Za portrety dziękuję siostrze. :)

To, na czym się koncentrujemy, rośnie.

Koncentrujmy się na tym, co w danym momencie możemy.

Wszystkiego pięknego!

  • Och boski tekst! Kradnę ten cytat – faktycznie, w taki przewrotny sposób dodaje skrzydeł :)

    • Fajnie porusza odpowiednią strunę. :) Dzięki, Olu! :*

  • Może mną nie wstrząsnęło ale… dziękuję, bo jednak przemyślę :)

    • Być może ja przeczytałam ten tekst w odpowiednim dla siebie momencie. Proszę, powodzenia! :)

  • Świetny tekst! Życzę Ci dużo, dużo siły :)

    A tak z innej beczki, to przepięknie wyglądasz na tych zdjęciach!

  • Widzę, że obie siostry mają talent do zdjęć:)

  • Bardzo mądre podjęcie. Zdrowa walka o sukces:, pięknie kształtuje nasz charakter. Miłego dnia :)

    • Co jak co, ale charakter to faktycznie kształtuje się przy tym jak nic innego. :) Dziękuję, pięknego dnia również życzę!