Ania Ulanicka

#zostańwdomu – jak działam, czego się uczę i podpowiadam, co możecie zrobić TERAZ

Kiedy zapisywaliśmy cele na 2020 rok pewnie nikt z nas nie spodziewał się, że zostaną one zweryfikowane raptem po dwóch i pół miesiąca. Kiedy piszę ten wpis, jestem po weekendzie spędzonym praktycznie w całości offline. Wysiadłam ze swojego rollercoastera, aby doprowadzić siebie do względnego spokoju. Mam za sobą sinusoidę, w której momenty względnej normalności przeplatały się z tymi całkowitej rezygnacji i zmartwienia. 

Jak bardzo zmieni się teraz moje życie? Jak duży wpływ (bo na pewno jakiś) będzie miała ta sytuacja na moją działalność zawodową? Czy poczuję dużą stratę? Czy znajdę się w kłopotach?

Na pewno wiele z tych pytań sobie również zadawaliście. Mierzyliście się ze smutkiem, stratą, pewnie również złością i frustracją. Ja też. To całkowicie normalne. Z dnia na dzień znaleźliśmy się w sytuacji, w której na nowo musieliśmy uczyć się życia. Nie tylko zawodowego, które możliwe, że zostało wywrócone do góry nogami, ale i prywatnego.

Niektórzy z nas zostali w domach. Niektórzy nadal muszą chodzić do pracy. Niektórzy z dnia na dzień stracili zarobek. Niektórzy zastanawiają się, czy w tym momencie wypada im zarabiać. Każda z grup ma swoje zmartwienia i frustracje i jestem bardzo daleka od tego, by kogokolwiek w tym momencie oceniać. 

Jedno jest pewne. Wszyscy znaleźliśmy się w sytuacji, która zafundowała nam emocjonalną karuzelę. Każda duża zmiana w życiu pociąga za sobą ogrom emocji, niepewności i zagubienia. Jeśli przez ostatnie dni czuliście się jak naleśnik – macie do tego prawo. Ja też tak miałam. Wahałam się, czy powinnam zamilknąć i zamknąć na ten czas swojego bloga i media społecznościowe. Czy jest w ogóle miejsce na to, by komuś doradzać i mówić o tak trywialnych rzeczach jak fotografia, media społecznościowe i freelancing. Czy w ogóle ktokolwiek ma ochotę o tym słuchać. 

Wiem, że na takie treści nie wszyscy będą teraz gotowi. Może niektórych frustrować będzie fakt gadanie o normalności jak gdyby nic się nie zmieniło. 

Tworzę treści już od dłuższego czasu i wiele trudnych momentów mam już za sobą. Podczas każdego większego kryzysu szukałam w internecie jednego. Wsparcia i rozmowy z ludźmi, którzy są w podobnej sytuacji do mnie. Chciałam poczuć, że nie jestem w tym odosobniona. Że jest więcej osób, które zmagają się z problemami, z jakimi ja zmagam się w tym momencie. Chciałabym stworzyć miejsce, w którym i Wy będziecie mogli znaleźć wsparcie, poczucie bezpieczeństwa i trochę normalności. Jeśli to pokrywa się z tym, czego akurat w tym momencie potrzebujecie, zapraszam do dalszej lektury. 

Podczas każdego większego kryzysu szukałam w internecie jednego. Wsparcia i rozmowy z ludźmi, którzy są w podobnej sytuacji do mnie.


W sytuacji jak ta mamy dwa wyjścia

Możemy usiąść, rozpłakać się i każdego dnia zamartwiać nad tym, co czeka nas w najbliższych godzinach i tygodniach. Możemy się załamać i bezładnie poddać temu, co się wokół nas dzieje. A możemy również zaakceptować sytuację, jaka się wydarzyła, pogodzić ze zmianą, jaka nastała i wtedy zacząć działać przystosowując się do nowych warunków.

Nie mówię o tym, by rzucić wszystko, udać, że nic się nie stało, próbować na nowo podbijać rynek i zaharowywać się w imię zasady. Mówię raczej o tym, by zrobić to, na co w tym momencie mamy energię i siły. 

Po kilku pierwszych dniach kwarantanny, w których przeżywałam najróżniejsze emocje postanowiłam, że chcę ten czas w jakiś sposób wykorzystać. Zrobić coś dla siebie, zarówno zawodowo i prywatnie. Nie chcę wypaść z rytmu, który z racji swojej powtarzalności i normalności zapewnia mi choć minimalne poczucie bezpieczeństwa. Mimo tego, że sesje zdjęciowe musiałam drastycznie okroić, postanowiłam, że po prostu skupię się w tym momencie na czymś innym. Każdy tydzień będę planować normalnie, jak do tej pory. To, czego mi w tym momencie trzeba, to poczucie sprawczości, które bardzo wpływa na moją pewność siebie.


Czego uczę się w tej kryzysowej sytuacji?

Uczę się odpuszczać

Miałam wiele ambitnych planów, które chciałam zrealizować wiosną. Wspomniane wyżej sesje musiałam przełożyć na kolejne miesiące. Z całego serca staram się wspierać swoich klientów, którzy nie mogą ich ze mną teraz realizować. Wiem, że dla nich to też nie jest komfortowe. Wspieram również pary ślubne, które ze względu na ustaloną datę uroczystości na maj, próbują przełożyć uroczystość. 

Miałam w planach zorganizowanie drugiej edycji warsztatów. Myślałam, że wiosna będzie idealną porą na powtórkę, niestety na ten moment termin nie jest możliwy do ustalenia. 

Prywatnie chciałam oczywiście położyć większą intensywność na swoje treningi. Wiadomo, wiosna, słońce, długie spacery i treningi na siłowni. Przy tak pięknej pogodzie wracają chęci do tego, by jeszcze bardziej o siebie zadbać. Te konkretne plany również byłam zmuszona odsunąć na później. 

Skupiam się teraz na tym, co mogę zrobić. I nie denerwuję się na siebie za to, że nie wszystkie zamierzenia zostaną zrealizowane. Od lutego pracuję nad swoim produktem, co odkładałam już od bardzo dawna ze względu na kosmiczną liczbę sesji zdjęciowych, które zawsze były u mnie na pierwszym miejscu. Pracuję nad mediami społecznościowymi i blogiem.

Prywatnie musiałam nauczyć się odpuszczać nawet w treningach. Zwykle trening, z którego nie wychodziłam mokra jak szczur, nie był treningiem. Teraz każdego dnia robię jogę z wyzwania jogowego Adriene. I uczę się celebrować te poranki na macie. Które są tak delikatne i subtelne, a które pozwalają mi w stu procentach skupić się na uważności i moim ciele, a nie tylko na tym, by zmęczyć się wymachując sztangami.

Gram takimi kartami, jakie mam. Czy to w biznesie, czy w kuchni ;) 

Nie mogę realizować sesji zdjęciowych dla klientów? Okej, skupię się w takim razie na budowaniu społeczności, nowych pomysłach na bloga, Instagram, wartościowe stories i na pracę nad moim pierwszym produktem ever. 

Nie mogę realizować sesji zdjęciowych dla siebie? Nie ma problemu. Stworzyłam moodboard na Pintereście i zrobię w swoim mieszkaniu mini plan zdjęciowy. Z pomocą chłopaka zrobię zdjęcia, które w najbliższym czasie będę publikowała na swoim blogu i Instagramie. Trudno, że nie mam najbardziej Instagramowego mieszkania ever. W tym momencie ważniejsza jest dla mnie bliskość z moją społecznością i po prostu WSPARCIE niż turbo dopracowane kadry.

Nie mam czekolady w domu, a strasznie chce mi się czegoś słodkiego? Okej, zmiksuję w takim razie skyr z masłem orzechowym, miodem i łyżeczką kakao. Nie będę ryzykować i lecieć do sklepu przez swoją zachciankę.

Staram się wykorzystywać takie warunki, jakie mam do dyspozycji w tym momencie. Nie chcę tkwić w marazmie i zamartwianiu się, dlatego w każdej sytuacji szukam MOŻLIWOŚCI, nie problemów. 

Rozwiązuję problemy w związku, zamiast od nich uciekać

Wiem, że może to brzmieć naprawdę prozaicznie, ale pewnie wiele z nas przekonało się, co oznacza spędzanie ze swoim partnerem 24 godzin na dobę. W pewnym momencie okazuje się, że najbardziej wkurzającą osobą w pracy jest chłopak, który siedzi obok Ciebie. 

I mimo tego, że z Marcinem pracujemy z domu już od kilku miesięcy, to kwarantanna totalnie zmieniła zasady naszego wspólnego funkcjonowania. Wcześniej ustalaliśmy, kto w jakie dni w tygodniu wychodzi popracować na zewnątrz, tak żeby każde z nas miało kilka godzin parę razy w tygodniu do spokojnej pracy w skupieniu i samotności. Poza tym spędzaliśmy czas wolny ze swoimi znajomymi, co dawało nam przestrzeń do bycia w swoim środowisko i do tego, by za sobą zatęsknić.

Dawało to również możliwość trzaśnięcia drzwiami i wyjścia na długi spacer, kiedy nasze dość temperamentne charaktery postanowiły odpalić swoje lonty w tym samym momencie.

Dziś, choć czasami to niezwykle trudne, nie możemy od siebie uciec, kiedy chcielibyśmy zamanifestować upór i wyższość swojego charakteru. Wiemy, że za kilka minut spotkamy się robiąc w kuchni herbatę i mamy świadomość, że każdy konflikt musimy od razu rozwiązać. Dla mnie, osoby, dla której każda konfrontacja jest ogromnym przeżyciem, jest to naprawdę spore wyzwanie. Ale też możliwość rozwoju. 

Co zrobiłam wcześniej, a sprawdza się teraz?

Budowanie społeczności 

Swoją społeczność buduję już od jakiegoś czasu i muszę przyznać, że dzisiaj to dla mnie jeszcze większa wartość niż zwykle. Ilość wsparcia, jakie możemy dać sobie nawzajem, jest bezcenna. Rozmowy z przedsiębiorcami, którzy w tym momencie podejmują się podobnych wyzwań, to coś krzepiącego.

Doceniam to, że w którymś momencie postanowiłam nie ograniczać się tylko do fotografowania, a wyjść do ludzi, którzy również działają w internecie. W ciągu tylko kilku ostatnich dni dostałam wiele pytań o szkolenia online, konsultacje przez Skype czy grupy mastermind dla młodych fotografów.

Udało mi się zbudować markę osobistą, której moja społeczność ufa i mam świadomość, że mogę kierować do nich każdy nowy projekt, jaki tylko przyjdzie mi do głowy. Wiem, że nie rzucam tego w próżnię, tylko do naprawdę ambitnych i kreatywnych ludzi. Taka społeczność to coś, co daje mi pewne poczucie bezpieczeństwa i tego, że nie zostałam pozostawiona sama sobie.  

Zbudowanie poduszki finansowej

Od kiedy tylko pamiętam, oszczędzałam pieniądze. Mam w głowie obraz jednej z pierwszych skarbonek (taką plastikową, zieloną ze złotą kłódką), do której wrzucałam każdą złotówkę i jakikolwiek grubszy nominał, który dostałam od rodziców czy dziadków. Nie wydawałam pieniędzy na słodycze, zawsze przed oczami miałam większy cel jak wymarzone niebieskie adidasy za pięćdziesiąt złotych. ;) 

Nigdy nie wydawałam wszystkich pieniędzy, jakie miałam, a z każdej zarobionej kwoty odkładałam co najmniej 10% na konto oszczędnościowe, które założyłam już wiele lat temu. Kiedy zaczęłam pracować jako architekt, to mimo tego, że zarabiałam dwa tysiące na umowie o dzieło (!), nawet utrzymując się w Warszawie każdego miesiąca byłam w stanie odłożyć co najmniej 100 – 200 zł. Odchodząc z etatu miałam odłożoną kwotę pozwalającą mi na przeżycie pół roku bez jakiegokolwiek dochodu. Nigdy tych oszczędności nie wykorzystałam całkowicie.

Dzisiaj też nie wpadam w panikę, bo przez cały czas prowadzenia firmy odkładałam pieniądze na trudniejsze dni, jakie zdarzyły się teraz. Dzięki wskazówkom niedoścignionego w temacie oszczędności Michała Szafrańskiego jestem przygotowana na długie miesiące bez żadnego przychodu. Nie wiem, jak wygląda Wasza sytuacja w tym momencie, ale myślę, że czasy jak dzisiaj dobitnie pokazują, że poduszka finansowa to obowiązek każdego z nas. Jeśli jeszcze takiej nie stworzyliście, warto pomyśleć o tym na przyszłość. 

Przedsiębiorczość 

Działanie z własnym biznesem już od dwóch i pół roku nauczyło mnie radzenia sobie z wieloma kryzysami. Nie raz i nie dwa traciłam klienta, który obiecywał duże zlecenie. Para, która zrezygnowała z mojej usługi bez podania powodu, odwołany event, brak kontaktu od klienta, który zadeklarował się wykonać ze mną sesje.

Były to sytuacje, po których chodziłam naprawdę wk*rwiona. Ale wiecie, co wtedy robiłam? Siadałam, wk*rwiona, do komputera. 

Te sytuacje wkurzały mnie i motywowały tak bardzo, że momentalnie chciałam być jeszcze lepsza. Dawałam z siebie jeszcze więcej, niż chciałam dać wcześniej. Podwyższałam ceny, poprawiałam ofertę, komunikację z klientem, dopinałam jeszcze lepszą umowę. To, co mówi się o kryzysach, to nie jest bulshit. Najwięcej nauczyły mnie sytuacje, w których najmocniej dostałam po tyłku. Przeszłam już tyle momentów kryzysowych, że wiem, że i ten przetrwam. Wpadnę na jakiś pomysł, wymyślę coś nowego. Zakasam rękawy i wezmę się do roboty. 

Jeśli wątpisz w to, że sobie poradzisz, znajdź dziesięć naprawdę trudnych sytuacji, z których wyszedłeś cało. Wypisz je sobie, przeanalizuj i uwierz w to, że dasz radę. To tylko etap. Minie jak każdy inny. 

Najwięcej nauczyły mnie sytuacje, w których najmocniej dostałam po tyłku. 

Terapia  

Kilka miesięcy temu wróciłam na terapię, którą przerwałam na początku 2019 roku (nie dogadywałam się ze swoją poprzednią terapeutką i nie odpowiadał mi nurt). Uczę się radzić sobie ze swoimi przekonaniami, lękami, analizuję trudne sytuacje i dopasowuję do nich swoją strategię. Nic nie zmieniło się od razu. Terapie ciągle wymaga naprawdę dużo pracy z mojej strony, ale z perspektywy tych kilku miesięcy widzę, jak duże zmiany już wprowadziłam do swojego życia. Czuję się psychicznie wzmocniona i wiem, że z taką pomocą łatwiej jest mi sobie ze wszystkim poradzić.  

Medytacje i ćwiczenie uważności 

Medytuję już od dawien dawna i powiem Wam, że nigdy nie czuję z tego takich benefitów, jak w momentach kryzysowych. Medytacja nie rozwiązuje wszystkich moich problemów i nie sprawia, że zagrożenia znikają. Natomiast pomaga mi nauczyć się być tu i teraz. Skupiać się na jedynym, co mam, czyli na tej chwili, która właśnie trwa. Nie wymagam od siebie nie wiadomo czego i nie obiecuję sobie, że stanę się mistrzem zen. Ale jeśli mogę zrobić COKOLWIEK, co da mi poczucie normalności, bezpieczeństwa i mojej ukochanej rutyny, będzie to krótka joga i medytacja rano. Ach, no i zapisanie w dzienniku kilku rzeczy, za które jestem wdzięczna.


Co możesz zrobić TERAZ? 

Jak w takim razie wykorzystać ten czas, który zaskoczył nas wszystkich? Czy będę Was teraz namawiać do tego, byście przenosili biznes offline do online, naparzali ebooki, kursy online, rozwijali się i nie wiadomo co jeszcze?

Absolutnie. Wy najlepiej wiecie, co w danym momencie jest dla Was najbardziej korzystne. 

Jeśli potrzebujecie, znajdziecie u mnie rady na to, jak budować swoją markę, wyceniać swoją pracę i jak optymizm pomaga mi w biznesie. Jeśli wolicie coś innego, przeczytacie o moich wrażeniach z codziennych medytacji albo o tym jak treningi i dobre jedzenie pomagają mi być produktywną.

Niczego jednak nie traktujcie jako nakaz. Jestem tu, by Was zainspirować, być może pokazać możliwości, ale nie po to, by mówić Wam, jak żyć w sytuacji nowej dla każdego z nas. Jeśli macie ochotę zawinąć się w koc i udawać naleśnika, feel free. Jeśli jednak poczujecie, że coś byście zrobili, wpadam z listą pomysłów, które możecie zrobić ASAP. ;) 

Lista pomysłów do zrobienia ASAP:

  • Wprowadź poprawki w portfolio. Zaktualizuj zlecenia, które zrobiłeś w ostatnich miesiącach. Zastanów się, jakie zlecenia chciałbyś wykonywać w przyszłości? Może niektóre w Twoim portfolio już się zdezaktualizowały i warto je stamtąd usunąć? Które zlecenia najbardziej Ciebie satysfakcjonują? Jakie warto wyeksponować?
  • Spójrz na to, co robisz, od nowa i zweryfikuj swoje cele. Pomyśl nad wartościami w Twoim życiu i w Twoim biznesie. Czy to, co robisz zawodowo, jest zgodne z tym, co naprawdę chciałbyś robić? Spójrz na szerszy obrazek. Pomocny wpis: 15 pytań, które warto sobie zadać przed końcem roku dla satysfakcji z pracy, biznesu, życia i relacji.
  • Planuj krótkoterminowo. W danej sytuacji naprawdę trudno przewidzieć, co zdarzy się za kilka dni, a co dopiero tygodni. Jeśli przytłacza Cię ta wizja, zastanów się, co możesz zrobić w tym tygodniu. Co możesz zrobić dzisiaj, żeby choć troszkę popchnąć swoje projekty do przodu. Jeden krok na raz. Powoli. Jedna rzecz dziennie. Dasz radę.
  • Popraw zakładkę “O mnie” w swoim portfolio czy na blogu. Możliwe, że dawno już tam nie zaglądałeś i wiele rzeczy się zdezaktualizowało. Kiedy będzie na to lepszy czas niż teraz? Jeśli potrzebujesz pomocy, tu jest super wpis: Jak dobrze pisać o sobie? Pomoc w tworzeniu zakładki about, CV, listu motywacyjnego.
  • Zaplanuj swoje działania w mediach społecznościowych na najbliższe dni. Zastanów się, co możesz dać obserwatorom czy klientom w tym momencie? Edukację na temat Twoich usług? Wsparcie? Rady na to, jak mogą poprawić coś w domu? Może warto skupić się na budowaniu Twojej społeczności? Pomocny wpis: Jak planować publikacje na bloga i media społecznościowe?
  • Może masz możliwość zabookować swoje usługi na lato? Branża ślubna nierzadko rezerwuje wszelkie usługi z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Ja w tym momencie obserwuję trend intensywnych zapytań o realizacje jesienne czy te w następnym roku.
  • Na pewno masz taki projekt, który odkładałeś na później, a przez natłok zleceń nie miałeś na to czasu. Przypominasz już sobie? Może warto zrealizować to właśnie teraz?
  • Zrób kurs marketingu albo przeczytaj na ten temat wartościową książkę. Zrób to naprawdę porządnie. Weź notes czy otwórz notatki w telefonie i zanotuj to, co możesz odnieść do swojego biznesu. Wprowadź trzy rzeczy, które w Twojej opinii są najbardziej wartościowe.
  • Wybierz jeden odcinek podcastu w temacie, który najbardziej Ciebie interesuje i przesłuchaj go naprawdę uważnie. Analogicznie – wprowadź kilka rad w życie!
  • Zrób nową ofertę na swoje produkty czy usługi.
  • Zbierz najczęściej zadawane przez Twoich klientów / odbiorców pytania i stwórz na swojej stronie zakładkę najczęściej zadawanych pytań (FAQ). Albo może zrobisz to w formie odpowiedzi na stories czy Instagramowego live’a?
  • Zastanów się nad wartościami swojej firmy. Spisz je i powieś w widocznym miejscu. Może pomóc Ci ten wpis: Moje wartości w biznesie – co robić, by praca wspierała życiowe wartości?
  • Wypisz rzeczy, które najbardziej denerwowały Ciebie w Twojej firmie. Czy możesz ich robić mniej? Może jesteś w stanie zaplanować to inaczej?
  • Zaktualizuj artykuły na swoim blogu czy w portfolio. Opublikuj je ponownie w swoich mediach społecznościowych. Jestem pewna, że wiele osób nie widziało ich w ogóle!

Trzymajcie się ciepło i zdrowo.


PS Za zdjęcie wyróżniające dziękuję Oli. Zobaczcie na jej Instagramie, jak piękne zdjęcia robi!

You may also like

Previous Post

A na Dzień Kobiet oglądam swoje zdjęcia na vogue.pl!

Next Post

Robić swoje #1 - Marcin Malec. Jak lepiej pisać?