90s vibes


fotografia: Ania Ulanicka
kolekcja 90s vibes marki Monika Kamińska

Zrobić sesję, podczas której czuję się jak dziecko - checked! Wata cukrowa jedzona na chodniku, mistrzostwa grania w gumę i poobcierane nogi od wchodzenia na drabinki (to znam tylko ze słyszenia). Spinki motylki, szalone fryzury, brokat we włosach i plastikowe pierścionki. I wreszcie pierwsza pełna odpowiedzialności opieka nad zwierzątkiem, czyli tamagotchi. Przysięgam, nazwę poznałam tylko dzięki Taco i jego hitowi sprzed kilku lat. Nie zmienia to faktu, że klimat tej sesji niezwykle mnie ekscytował, nawet jeśli w moim przypadku nie był fascynacją nowym trendem, a powrotem do czasów, które bardzo dobrze pamiętam. Nie ma nic, co lepiej zdradzi przynależność do pokolenia millenialsów.

Codzienne sprawdzanie pogody przez kilka dni z rzędu nie pomogło w zapewnieniu sobie słońca na sesję. Zmiana lokalizacji last minute to coś, do czego po kilku latach fotografowania powinnam się już przyzwyczaić.
Czasami takie sytuacje działają lepiej. Nowa lokalizacja okazuje się mieć klimat nawet bardziej sprzyjający temu, co chciałyśmy uzyskać.
Mimo że w pewnym wieku truskawkowy shake z bitą śmietaną i kolorową posypką prawdopodobnie szkodziłby życiu, to dzieciństwo kojarzy mi się (a jakże) z płatkami śniadaniowymi o kolorach tęczy. Nic dziwnego, że owsianka wydawała się posiłkiem co najmniej mało atrakcyjnym.

Może nie jestem na tyle odważna, by swoją dietę opierać na zasadzie im bardziej sztuczny kolor, tym lepiej!, to chętnie przemycę odważniejsze elementy stylizacji do swojej, bądź co bądź, nudnawej garderoby poważnego człowieka. Pomyślałabym kiedyś, że wrócę do krótkich topów? No właśnie. Do odważnych świat należy. ;)

Zapisz się do newslettera!

.